czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
poniedziałek, 30 stycznia 2012
tydzień filmowy..

poza codziennymi czynnościami, jak wertowanie ogłoszeń o pracę, wychodzenie z psem, z rzadka gotowanie (stąd brak wpisów kulinarnych), ubiegły tydzień upłynął mi iście filmowo..

po wizycie u lekarza, siedząc w domu prawie jak na kwarantannie, czas umiliłam sobie obejrzeniem kilku filmów z gatunków, że tak powiem, różnych..

zacznę od tych, które mi się podobały bardziej:

12

"Dziewczyna z tatuażem" to amerykańska wersja szwedzkiego "Millennium. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - obie wersje filmowe książki Stiega Larssona są bardzo dobre i godne polecenia, aby je obejrzeć.. - chyba nie muszę pisać, o czym jest ten film..

"Rzeź" - ten film nazwałabym 'studium nad ludzkimi zachowaniami' tak ogólnie, wart obejrzenia, daje do myślenia..

34

"Villa Amalia"  to historia kobiety 40+, która śledzi swojego męża i widzi, jak on czule wita się z inną kobietą.. postanawia diametralnie zmienić swoje życie i zacząć wszystko od nowa, sprzedaje mieszkanie, meble, zamyka konta i zaciera ślady po sobie - przypadkowo spotkany przyjaciel z dzieciństwa pomaga jej w tym przedsięwzięciu, ale to ona sama szuka swojego nowego 'ja' i nowego miejsca na ziemi, które znajduje... w małym włoskim domu nad brzegiem morza... - to dobre kino.. pokuszę się o stwierdzenie, że bardziej dla kobiet... do przemyśleń..

"Niewinna" - to film, na który 'polowałam', bo bardzo chciałam zobaczyć ten duet aktorski: Banderas i Liam Neeson (jeden z moich ulubionych aktorów) - bardzo dobra gra aktorska, zagmatwana historia kobiety i jej podwójnego życia, które odkrywa jej mąż dzięki zdjęciom na jej komputerze... a rola Banderasa niesamowita (widz spodziewa się zupełnie kogo innego w jego wydaniu) - polecam...  do tego migawki znad jeziora Como we Włoszech - miejsca, które odwiedzam w marzeniach..

i te, które można obejrzeć...

56

"Przyjaciele z kasą" - historia znajomych z różnych środowisk społecznych, w tym bardzo dobra rola J.Aniston jako sprzątaczki.. - film mi się podobał..

"Śmiertelna wyliczanka" to kryminał, trochę denerwujący, ale lubię Sandrę Bullock i właściwie dla niej ten film obejrzałam, bo historia..no cóż, jak to w kryminałach...

78

"O północy w Paryżu" - bajka, jak dla mnie oczywiście.. sympatyczny filmik dla relaksu, fantastyczne zdjęcia, lata 20ste i wszystkie te podróże w czasie... rola francuskiej prezydentowej nie robi na mnie wrażenia, ale osoba miła...

"Pewnego razu w Anatolii" - ja lubię takie 'ciężkie' filmy, dobre kino, dobre zdjęcia, film do myślenia, turecka rzeczywistość, policjant, lekarz...zbrodnia.... - tego rodzaju kino nie jest zbyt popularne, ale cieszę się, że w ogóle jest...

910

"Ostatnia kobieta" z młodym G.Depardieu! - fabuła mnie nieco znudziła, miałam wrażenie, że przez cały film Depardieu biega tam nago i generalnie dużo golizny jest w tym filmie.. ale końcówka, końcówka mistrzowsko tragicznie-śmieszna.. - do zobaczenia jako ciekawostka..

"Nasze pierwsze święta" to amerykańskie kino familijne - rodzina paczworkowa, on z dziećmi, ona z dzieckiem, jego ojciec, jej teściowa i ich pierwsze święta, które każdy chce spędzić jak dotychczas...z tym, że tak się przecież nie da, bo nowa rodzina, to nowe życie i nowe zwyczaje.. miły film...i jak wiadomo w takich filmach...z dobrym zakończeniem...

 i takie sobie..

1112

"Chateau Meroux" - młoda dziewczyna otrzymuje w spadku winnicę po zmarłym, dawno nie widzianym ojcu - podejmuje wyzwanie uratowania winnicy, oczywiście musi się jej to udać, choć nie bez problemów, a przy tym przystojniak z konkurencji... i wiadomo...

"Zagubiony syn" - rodzice się rozwodzą, przebiegły ojciec korzysta z okazji, by upozorować własną i syna śmierć.. po latach, na filmie znajomych z wakacji matka zauważa byłego męża i swojego syna.. historia odzyskania syna... kończy się dobrze..

obejrzałam też polski "Jak się pozbyć cellulitu" - masakra, podobnie jak "Wojna żeńsko-męska" - chryste, kto wymyśla te scenariusze - do mnie te filmy nie trafiły.. przekreślenia są moją antyreklamą tych filmów..

sobota, 21 stycznia 2012
smażony ryż z 'warzywami po chińsku'..

inaczej chyba nie mogłam tego nazwać :)

1

z wczorajszego obiadu zostało mi półtorej paczki gotowanego ryżu, pomyślałam , że dobrze będzie go przesmażyć wraz z mieszanką warzyw 'po chińsku', które miałam w zamrażalniku..

warzywa przesmażyłam na osobnej patelni, ryż na drugiej z całą gamą różnych przypraw: sól, pieprz czarny, oregano, majeranek, kurkuma, czarnuszka, kumin rzymski, sumak, ostra papryka, rozmaryn, przyprawa włoska - wszystkiego po szczypcie, a do warzyw dodatkowo dodałam trochę sosu sojowego..

2

2

gdy warzywa były już dostatecznie podsmażone, wymieszałam je z ryżem i gotowe..

naszła mnie taka myśl, że właściwie taką mieszankę warzyw na patelnię można zrobić samemu, bo w tych kupnych zawsze mi czegoś brakuje, tzn jakiegoś warzywa...

piątek, 20 stycznia 2012
atramentowa rumba...

Atrament nocy serca zatruwa rytm
I gwiazdy już nie świecą i księżyc znikł
Strwożona myśl jak w klatce ptak
Trzepocze się o pręty krat
Czy będzie świt
Czy będzie dzień
Czy umarł świat

Mówiłeś – przyjmij w darze spokojny sen
To wszystko o czym marzysz kochana wiem
Czułością swą obejmij mnie
Ja nigdy nie porzucę cię
Ukoję ból
Pogrzebię strach
Na duszy dnie

Słońce
Nie kryj swych promieni skrzących
Daruj mi swój żar gorący
Cały blask podaruj mi

Słońce
Nie kryj się za horyzontem
Ogrzej sny na jawie drżące
Pozwól żyć
Szczęśliwe dni

Co mi zostało w życiu prócz czterech ścian
Nigdy nie chciałam wiele, co dzisiaj mam
Dobry sen znikł wchłonięty w czerń
Nie został nikt co kochał mnie
Nie mam już nic
Nie ma już nic
Nie ma już mnie

Słońce
Chowasz się za chmur opończę
Gaśniesz jak nadzieja drwiąco
Tulisz mrok
W promieniach krwi

Słońce
Ta noc nigdy się nie skończy
Anioł zły na dno mnie strąci
Los jak kat
Zatrzaśnie drzwi

 

ciasto czekoladowe w pięć minut..

to moje pierwsze ciasto pieczone (gotowane?) w kuchence mikrofalowej, piecze się 3 minuty tylko, robi dwie...

ten szybki, błyskawiczny wręcz przepis znalazłam na stronie pisarki Marty Fox - i tak sobie myślę, że można je zrobić, gdy niespodziewani goście dzwonią domofonem :) zanim wejdą po schodach, ciasto już będzie gotowe, a w domu będzie pachnieć gorącą czekoladą...

1

przepis:

  • 1 jajko
  • 3 łyżki mleka
  • 3 łyżki oleju
  • 4 łyżki cukru
  • 4 łyżki mąki
  • 2 łyżki kakao
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

wszystkie składniki wymieszać łyżką, przelać do szklanej miski i wstawić do mikrofali na 3 minuty

ilość składników wystarcza na cztery porcje, można podać z łyżką wiejskiej (lub bitej) śmietany i posypać wiórkami czekoladowymi.. można całe ciasto polać rozpuszczoną czekoladą lub posypać cukrem pudrem..

ma kształt miski, w której się piecze, ale można użyć np prostokątnego naczynia szklanego..

2

3

wtorek, 17 stycznia 2012
jesienna miłość...

albo gotuję, albo czytam, albo oglądam filmy.. wszystko, co robimy danego dnia wynika albo z potrzeby, albo z przymusu, albo z sytuacji... - tak mi się wydaje...

zdrowotnie u mnie dalej nie najlepiej, więc nie ma stania przy kuchni, przy pralce czy też latania po domu ze szczotką w ręce...

a co można robić na leżąco? oglądać filmy...

pierwszy, to tłumaczony na polski tytuł "Jesienna miłość" z Isabellą Rosselini - przedstawiający losy małżeństwa w średnim wieku, których drogi, po wielu latach zaczynają się rozchodzić..

jak znajdują się w tym wszystkim bohaterowie tej opowieści, warto, myślę zobaczyć...

 

drugi film, który zbierał ochy i achy, to nie tak dawna premiera kinowa "Jak ona to robi?" z Sarah Jessiką Parker i Piersem Brosnanem - o ile lubię oboje aktorów, o tyle film mnie denerwował nieco i szczerze mówiąc w ogóle mnie nie zachwycił, ot historia jakich wiele, dobre jest to, że dobrze się kończy...

a propos wszy - scena bardzo sugestywna, tak bardzo, że miałam ochotę iść umyć włosy, żeby nie zacząć się drapać, jak główna bohaterka.. :)

niedziela, 15 stycznia 2012
na całej połaci śnieg...

w nocy przysypało ładnie... o drugiej w nocy świat jest taki cichy i taki spokojny... nie ma ludzi, nie szczekają psy - bajkowa kraina....

1

a za dnia, gdy wyszło słońce, zrobiło się tak jakoś miło i radośniej... byłyśmy z Nuśką na kilku spacerach w ciągu dnia, a mimo wszystko jeszcze zainteresował ją śnieg na balkonie...

2

muszę jej podciąć sierść na łapach, bo jej się śniegowe kulki robią na spacerze i dyndają jak hippisowskie korale...

3

na ratunek włoskiej kapuście...

na ratunek włoskiej kapuście, albo raczej naszym nosom...

lubię kapustę, ta włoska jest moją ulubioną, wolę ją od zwykłej białej, bo i bardziej urodziwa i wyrazista w smaku...

nie lubię jednak kapusty przechowywać, bo ma to do siebie, że szybko daje znać o swojej obecności w domu, a ja z tym się pogodzić nie potrafię...

lubię ładne zapachy, domowe też... zapach kapusty i kalafiora do takich u mnie nie należą - ostatnio, gdy zakupiłam włoską kapustę, schowałam ją do lodówki, by leżąc w koszu warzywnym nie 'ciągnęła' po całym domu..

lodówka nie pomogła niestety, przy każdym uchyleniu lodówkowych drzwi, ciągnęło z niej tak, że na wszelki wypadek sprawdziłam, czy o czymś nie zapomniałam w czeluściach lodówki.. ale nie...

kapustę zakupiłam z zamiarem ugotowania jej na parze, w takim urządzeniu do gotowania na parze, i zjedzeniu jej z bułką tartą przesmażoną na maśle... - nie doczekała...

została przerobiona po części na rozgrzewającą zupę, zwaną u nas w domu rodzinnym 'pazibrodą' od 'parzybrody' chyba...

1

to najzwyklejsza zupa na wywarze mięsnym, z jarzynami, ziemniakami i poszatkowaną włoską kapustą, musi zawierać dużo pieprzu (żeby parzyła) i jak dla mnie - duuuuuży chlust maggi.. można dodać łyżkę lub dwie skwarek boczkowych, ale nie miałam, to nie dałam.. no i koniecznie koperek (u mnie mrożony, ale jak świeży)

po zjedzeniu rozgrzewa siarczyście tak bardzo, że aż otworzyłam balkon, co by się nieco ochłodzić.. :)

2

3

zielistki...

zielistki, oprócz scindapsusa to jedyne rośliny w moim domu, którym 'nic nie straszno' - tak mi się wydawało do tej pory...

mnożą się na potęgę, rozrastają jak głupie i wypuszczają pędy z pięknymi małymi białymi kwiatuszkami...

jednak od paru tygodni, jakby zmówiły się wszystkie i zaczęły mi chorować.. liście zaczęły brązowieć, obumierać i usychać, dotknęło to wszystkie listki i wszystkie zielistki w domu, bez względu na pokój/stronę świata/naświetlenie...

pojęcia nie mam co im jest... nigdy mi tak nie chorowały, a mam je od dobrych kilkunastu lat..

czasem reagowały tak, gdy je rozdzielałam i stawiałam osobno, po jednej doniczce tu czy tam, gdy były w swoim towarzystwie, rosły lepiej... no ale przecież od długiego czasu ich nie przestawiam.. no może przestałam z nimi rozmawiać...

muszę poszukać w internecie coś na ich temat, bo nie chciałabym ich stracić... za dużo ostatnio tracę w życiu...

1

deep forest...

nic z tego...nie będzie o grzybach leśnych, jagodach, borówkach ani nawet o paprociach...

będzie zimowo, przeziębieniowo i marzycielsko... pod kocem i z kubkiem herbaty z cytryną...

dopadło mnie przeziębienie, dygocę pod stertą koców, przy poodkręcanych na maxa kaloryferach i biorąc co i rusz gorące rozgrzewające kąpiele.. nie gotuję, nie chce mi się stać przy kuchni, nie mam smaku i apetytu..

ale w myślach - to ojej! widzę tęczowy sernik na zimno wg Lutki i pieczoną szynkę w sosie cebulowym, chodzi za mną też pieczona wieprzowa polędwica, najchętniej z ziemniaczano-marchwiowym puree i dzwonko pieczonego w folii łososia..

oczami wyobraźni widzę też garnek zupy cebulowej z grzankami, jaką jadłam w Pradze i krem kalafiorowy...

siedzę przy komputerze i czytam blogi ludzi, których na swój sposób podziwiam, a to Polki, które przeniosły się do Toskanii, a to rodziny, które z miast wyemigrowały na wieś, kupując zrujnowane domy i doprowadzają je do życia, a to blogi Włoszek i Szwedek, które pokazują swoje pięknie urządzone domy i dzielą się tajemnicami swoich narodowych kuchni...

a przy tym wszystkim muzyka, która koi duszę i kaszlące gardło...

ja chyba byłam jakąś Nomadą w innym wcieleniu, a może ptakiem albo piaskiem pustynnym..

czwartek, 12 stycznia 2012
lejące kotlety...

oj, minęło już dobrych kilkanaście lat od czasu, kiedy mój syn nazwał te kotlety 'lejącymi kotletami'...

1

a te kotlety,  to po prostu panierowane sznycle z piersi kurczaka z serem żółtym - wznioślej można powiedzieć 'cordon bleu'... :) jak kto woli...

przepisu na nie nie będę podawała.. ot rozbita cienko pierś kurczaka złożona na pół, a w środku kawałek żółtego sera, to zaś umoczone w jajku i panierowane w bułce tartej, smażone może ciut dłużej, niż standardowy kotlet z piersi.. powiedzmy o dwie minuty dłużej z każdej strony..

'lejące kotlety' podaję z dzikim ryżem i jarzynką z groszku i marchewki..

2

książka z pozaginanymi rogami...

mogę się powtórzyć? mogę?

kocham książki...! miękkie, twarde oprawy, matowe, satynowe i lakierowane punktowo okładki

kocham książki stare, pachnące strychami i minionymi latami..

kocham książki nowe, pachnące jeszcze farbą drukarską, papierem, nożem gilotyny obcinającej je równo..

ale lubię też, choć ponoć się 'nie godzi' - zaginać rogi moim książkom, górne lub dolne, prawe lub lewe, w zależności o zaznaczenie którego miejsca mi chodzi... zaginam je też bardziej lub mniej, to taki mój mały tajemny szyfr... no i czasami używam ołówka do notatek w książkach..

no ale rozgadałam się...

1

jestem po lekturze książki "Lunch w Paryżu" aut. Elizabeth Bard - długo leżała na półce, bo czekała na swój czas... to historia Amerykanki, która wychodzi za mąż za Francuza i zamieszkuje w Paryżu.. oprócz przedstawienia czytelnikowi swojego rodzinnego życia, oprowadza nas po licznych restauracjach, knajpkach i kawiarniach, a jednocześnie przedstawia w swojej książce liczne ciekawe przepisy kulinarne...

książka z pozaginanymi rogami... to właśnie ta, w której zaznaczyłam sobie kilka przepisów, by...skończywszy ją czytać, odkryć, że na końcu jest indeks przepisów :)

3

tak, więc już wiecie, nie zaglądam na koniec książki po to, aby kątem oka (który z optycznego punktu widzenia podobno nie istnieje) nie zauważyć tego, jak kończy się dana powieść...

podsumowywując: można przeczytać, bo lekka, łatwa i przyjemna... u mnie migotania przedsionków nie wywołała...

podobna do książki "Cena wody w Finistere" aut.Bodil Malmsten (też cudzoziemka osiedla się we Francji), którą przeczytałam jakieś...dwa lata temu...

2

ciasto kawowe uzależnia...

ciasto kawowe uzależnia... bardzo...

od czasu, gdy zrobiłam swoje pierwsze ciasto kawowe (przepis parę wpisów wcześniej lub w zakładce 'ciasta'), powtarzam je co jakiś czas, bo jest proste w przygotowaniu i szybkie w pieczeniu (w formie babeczek tylko 25 min)

i jeszcze szybciej się kończy, więc tym razem zrobiłam to ciasto z podwójnej ilości składników..

do tego ten kawowy lukier, tutaj pieguskowaty...

1

2

piątek, 06 stycznia 2012
omlet z konfiturą i owocami..

najprostsze danie z jajek...  jajka rozbić, rozbełtać, posolić lub pocukrzyć wedle przeznaczenia, czy ma to być omlet na słodko z konfiturą czy też na słono, ze szpinakiem i serem zółtym..

usmażyć na paru dosłownie kroplach oliwy i......już..

obie wersje lubię jednakowoż... omlety z warzywami czy innymi dodatkami tzw. frittaty, owszem zjem, ale do ulubionych nie należą...

1

2

środa, 04 stycznia 2012
schab w sosie musztardowo-piwnym..

czasami lubię poznawać nowe smaki.. bo dlaczego nie? jeśli coś jest jadalne, dobre, smakuje innym, to dlaczego tego nie spróbować? jeśli coś mi nie zasmakuje, w efekcie nie ugotuję tego nigdy więcej, ale jeśli tam gdzieś jest coś, co może przyjąć się w mojej kuchni, to czemu nie..

takim eksperymentem jest poniższy przepis na schab w sosie musztardowo-piwnym, pierwowzór jak się doczytałam to przepis z kuchni normandzkiej, a podany światu przez Nigellę Lawson i dalej podany przez forumowiczkę na Galerii Potraw..

przepis opierał się na cydrze, a w polskiej wersji na piwie jabłkowym Reds..

1

przepis:

  • schab środkowy 4 kotlety
  • 250 mln piwa jabłkowego
  • 200 ml śmietany 18 %
  • musztarda francuska 1,5 łyżki
  • musztarda sarepska 1 łyżeczka płaska
  • olej aromatyzowany czosnkiem
  • przyprawy: sól i pieprz czarny

rozbite kotlety schabowe posolić, popieprzyć, usmażyć na oleju  - odłożyć na czas robienia sosu..

na patelnię, na której smażyły się kotlety wlać piwo i pogotować około 1-2 minut, do piwa dodać śmietanę wymieszaną z musztardą francuską i sarepską (można bez tej drugiej, ale chciałam, żeby sos był bardziej musztardowy niż śmietanowy) - wszystko pogotować do czasu, gdy sos zacznie gęstnieć..

polać nim mięso lub włożyć mięso do sosu i jeszcze chwilę je w nim potrzymać..

2

sałatka pełna barw i zdrowia..

nic tak chyba nie nakarmi oczu, jak talerz pełen barw i smaków - a jeśli barwy i smaki, to sałata, bo jakże inaczej..?

lubię sałaty, warzywne lub z dodatkiem pieczonych mięs: kurczaka czy wołowiny, bez różnicy właściwie...

zieleń sałat łączący się z czerwienią i bielą rzodkiewki, z zielenią ogórka (ze skórką), z czerwienią pomidorków koktajlowych (słodkie!), purpurą papryki i chrupiącymi kiełkami, a także z fioletową czernią oliwek i brązem ziaren gorczycy... - cóż za feeria barw i smaków...

1

przepis:

  • mix sałat: masłowa, lodowa, endywia frisee, czerwona radicchio 1/2 op
  • marchew tarta 1 szt mała
  • rzodkiewka 4-5 szt
  • ogórek 1/2 szt (wąż)
  • pomidory koktajlowe 6-8 szt
  • czerwona papryka 1/2 szt
  • mix kiełków 1/2 op
  • czarne oliwki - garść
  • sos winegret ok. 1/2 szkl
  • opcjonalnie: pestki słonecznika, ser feta

sałatę porwać na kawałki (ta kupna jest w dużych kawałkach), dodać tartą na piórka marchewkę, pokrojoną w półplastry rzodkiewkę, ogórka pokrojonego na ćwiartki, pokrojone w ósemki pomidorki i paprykę, dodać kiełki i wymieszać, polać sosem winegret i jeszcze raz całość wymieszać..

jeśli sałata ma być bardziej sycąca, można dodać pokrojone mięso gotowanej lub pieczonej piersi kurczaka lub pieczonej wołowiny, można też dodać dwie garści pestek słonecznika..

i smacznego, bo to samo zdrowie i uroda :)

2

sos winegret po mojemu...

sos vinegrette ma wiele odmian, bo i wiele ma smaków.. wszystko zależy od tego, co do sosu dodamy i w jakiej ilości..

ja od lat robię ten sos po swojemu, wg własnego smaku i upodobania..

1

przepis:

  • oliwa 1/2 szkl
  • musztarda francuska 2-3 łyżeczki
  • musztarda sarepska 1 łyżeczka
  • szczypta soli
  • ocet balsamiczny 1 łyżeczka
  • sok cytrynowy 2 łyżeczki płaskie
  • czosnek 2-3 ząbki
  • ew. zioła wg uznania (rzadko daję, jeśli już to prowansalskie
  • woda przegotowana, chłodna 1/3 szkl

wszystkie składniki sosu wymieszać w słoiczku, czosnek wcześniej oczywiście wycisnąć.. trzymany w lodówce może postać parę dni..

wtorek, 03 stycznia 2012
spaghetti carbonara..

to najprostsze i najszybsze spaghetti..

to taki obiad, gdy niespecjalnie chce nam się gotować, a zjedlibyśmy coś szybko i na ciepło..

1

wstawiamy wodę na gaz, przykrywamy pokrywką (szybciej się zagotuje), gdy już wrze - solimy (solona woda gotuje się wolniej) i wrzucamy spaghetti..

gdy makaron się gotuje, wyciągamy patelnię, nalewamy trochę aromatyzowanego oleju i wrzucamy pokrojony w kostkę lub paski lub jak kto chce, boczek..

gdy kluski się gotują, boczek przypieka - wyjmujemy z lodówki jajko, oddzielamy żółtko od białka, z lekka solimy żółtko (ja tak lubię), dodajemy dwie, trzy łyżki śmietany (do żółtka) i mocno bełtamy /jak ja lubię to słowo! bełtać!/

gdy odcedzimy makaron, dodajemy go na wyłączoną patelnię z boczkiem i zalewamy mieszanką jajka ze śmietaną.. można dodać natkę pietruszki, ale mnie jej zabrakło..

ach, można jeszcze posypać tartym parmezanem...albo skrobanym, wygląda ładniej i apetyczniej :) ja udekorowałam chrupiącymi plastrami boczku..

2

niedziela, 01 stycznia 2012
duszona cebula...

bardzo dawno temu, w niedzielne poranki, nie każde, ale często, na śniadanie Mama albo Tata smażyli całą wielką patelnię cebuli, którą jedliśmy na ciepło z chlebem... ba, jeśli zostało coś na później, było idealnym smarowidłem (smalcem) do chleba na zimno...

ja cebulę smażę (chyba duszę? bo podlewam wodą pod koniec) na oleju z dodatkiem schabu środkowego... ( to przejęłam z kuchni innej, ale bliskiej mi rodziny )

1

do cebuli dodaję ciut, naprawdę ciut soli, słodką paprykę (bardziej dla koloru, niż smaku), pieprz ziołowy, pieprz czarny i trochę pieprzu cayenne lub chilli dla ostrości... podlewam parę razy wodą, żeby cebula się nie przypaliła, a żeby była miękka i szklista...

polubiłam tę cebulę z mięsem jeść z gotowanymi ziemniakami tłuczonymi na puree..

to danie proste i smaczne... i w miarę szybkie do zrobienia..

sad..

w ostatnich dniach minionego już roku wpadłam w ciąg czytelniczy.. ostatnią przeczytaną przeze mnie książką jest "Sad" Agnieszki Marciniuk..

to opis paru letnich tygodni kilkorga ludzi spędzonych w domu dziadków na wsi w czasie zbiorów wiśni...

spojrzenie na życie z perspektywy dziadków, wnucząt i ich rodzin oraz ludzi pracujących przy zbiorze, a także sąsiadów ze wsi...

dziwne uczucia targały mną podczas lektury tej książki.. ciekawość, momentami nawet znużenie a na koniec poczułam się zmęczona psychicznie uczestniczeniem w jakiś sposób w życiu tych wszystkich ludzi i ich, może nie problemach, choć też, ale sprawach codziennych... to zmęczenie jednak nie jest powodem, dla którego nie poleciłabym tej książki, wręcz przeciwnie - cieszę się, że przeczytałam ją jednym tchem.. niemniej pozwoliłam sobie, nie wiem, czy na zamierzony przez autorkę, czy nie - sposób czytania, bowiem kolejne rozdziały książki przedzielone są 'wstawkami' nie wiążącymi się z rozdziałami, ale z treścią jak najbardziej... po dwóch natknięciach się na 'wstawki' przeczytałam je wszystkie po kolei, wracając po tym do czytania rozdziałów już bez przerywania...

ostatni rozdział zasmucił mnie lekko, ale i zaskoczył.. książka wywołała u mnie refleksje nad moją całą rodziną i naszymi relacjami....

a może ja już tak mam...

siłą chyba każdej rodziny są kobiety, wszystkie spokrewnione ze sobą kobiety...

mam to szczęście, że oprócz starszego brata mam jeszcze dwie starsze siostry...

x

dwa w jednym..

to było takie moje pójście na łatwiznę... pieczony-duszony  kurczak w dodatku z ziemniakami.. zupełnie spontaniczny pomysł wrzucenia umytych ziemniaków do rondla z kurczakiem.. efekt spodziewany i zaskakująco dobry, do kolejnych powtórzeń... zdecydowanie na dni, kiedy nie będzie mi się chciało wyjmować kilku garnków i potem myć każdy z osobna...

1

do rondla dodać aromatyzowany czosnkiem, liściem laurowym i kolorowym  pieprzem olej, dodać parę ząbków czosnku, w całości lub pokrojonych, dodać pieprz ziołowy, sól, majeranek, słodką paprykę, ciut włoskiej przyprawy - zamieszać i podsmażyć na tym podudzia z kurczaka, gdy się zarumienią z obu stron, dodać odrobinę wody i przykryć pokrywką - dusić ok 20 minut by po tym czasie dodać kilka małych umytych dobrze ziemniaków, które wcześniej należy ponakłuwać widelcem... odparować wodę, ziemniaki podsmażą się na kurczakowym tłuszczu przez kolejne 20 minut..

2

ziemniaki z garnka smakują jak pieczone w ognisku lub piekarniku z tym, że nie brudzą popiołem...

do ziemniaków można dodać schłodzoną maślankę lub sos jogurtowo-ogórkowy, dobrze też smakują słodkie pieczone całe ząbki czosnku..

bitka wołowa z podgrzybkiem..

wyciągnęłam z zamrażalnika kawałek wołowego udźca z postanowieniem zrobienia z niego bitek.. i tak też z tym mięsem postąpiłam...

1

pokroiłam w plastry, rozbiłam tłuczkiem, posoliłam lekko, otoczyłam w mące, podsmażyłam na patelni..

w garnku rozgrzałam dwie łyżki margaryny kasi, dodałam przyprawy: sól, pieprz ziołowy, czarny, liść laurowy, trochę maggi...

na rozpuszczony tłuszcz wrzuciłam dwie małe cebule pokrojone w piórka, gdy się lekko zeszkliły, dodałam mrożone podgrzybki...

podlałam całość gotowaną wodą i do tego włożyłam wcześniej podsmażone bitki...

na patelni dosmażyłam część cebuli, właściwie z lekka ją przypalając i podsypując resztą mąki, która została z obtaczania mięsa

przypaloną cebulę z mąką dodałam do garnka z mięsem, dusiłam całość przez około 1,5 godziny

2