czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
poniedziałek, 28 listopada 2011
babeczki kawowe...

babeczki kawowe powstały z przepisu na ciasto kawowe, który podałam poniżej...

2

1

3

(autorką przepisu na ciasto kawowe jest kasiaaaa24)

ciasto kawowe z kawowym lukrem...

skusiłam się na zrobienie tego ciasta, ponieważ jestem wielbicielką kawy.. amatorką, nie jakąś tam smakoszką, ale kawę lubię i byłoby mi naprawdę ciężko, gdybym nie mogła wypić choć jednej, a najlepiej dwóch filiżanek kawy dziennie..

przepis na owo ciasto zobaczyłam na forum

Galeria Potraw

autorką przepisu jest kasiaaaa24 "Gotowanie cieszy"

i bardzo się cieszę, że to ciasto w końcu zrobiłam, bo jego przygotowywanie przysporzyło mi sporo radości a efekt finalny miło nagrodził niecierpliwe nań oczekiwanie...

ciasto robi się szybko, co dodatkowo jest jego atutem..  ja z proporcji podanych przez kasięęęę24 zrobiłam mini keksówkę i sześć babeczek..

1

przepis:

  • 1/4 szkl mleka (gorącego)
  • 12 łyżeczek kawy rozpuszczalnej ( u mnie kawa z Lidla - GranArom Gold 10,99 zł/100g)
  • 1 szkl mąki
  • 2/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli ( u mnie trzy machnięcia solniczką)
  • 120 g miękkiego masła
  • 3/4 szkl cukru
  • 2 jajka
  • lukier: 3/4 szkl cukru pudru, 1 łyżeczka kawy, 2 łyżeczki mleka, 1 łyżeczka wody

rozpuściłam kawę w gorącym mleku i odstawiłam do ostudzenia (na ten dzisiejszy wiatr na balkonie, wystygło b.szybko), jajka utarłam z cukrem, dodałam masło i proszek do pieczenia oraz sól, następnie dodałam rozpuszczoną kawę a na samym końcu mąkę..

2

masą uzupełniłam foremkę mini keksówki oraz sześć babeczkowych papilotek..

ciasto piekłam wg przepisu - 45 min w temp 175'C, babeczki wyjęłam z piekarnika po 25 minutach..

kosz całości może ok 4-5 zł

zupa grochowa na wędzonce...

oj, daaaawno nie gotowałam zupy grochowej, potocznie zwanej grochówką... nie gotowałam, choć bardzo lubię, bo w grochówce rozgotowany pył grochowy potrafi powodować u mnie drapanie w gardle, a tym samym w konsekwencji - dość uporczywy kaszel...

ale podobnie mam z czekoladą, nie powinnam jeść, bo mam na nią uczulenie - no ale jak nie jeść czekolady? trufli? ciast? no właśnie.. nie można :)

na grochówkę apetytu narobiła mi Joanna, która bodajże tydzień temu z kawałkiem gotowała tę zupę podczas naszych babskich ploteczek i miałam tę przyjemność skosztować jej zupy...

wróciły wspomnienia Maminej grochówki na wędzonce, dość popularnej zupy z czasów mojego dzieciństwa i młodości..

1

nie jest łatwo kupić wędzone kości, ale okazało się, że w sklepie mięsnym,  'tym' sklepie mięsnym, pomiędzy moim osiedlem a Markami ;) można te kości nabyć bez problemu.. tak i zakupiłam jedną taką kość schabową..

przepis:

  • 1/2 szt wędzonej kości schabowej  ( 1,00 zł )
  • groch łuskany  3/4 szkl  ( 0,60 zł )
  • włoszczyzna 1/3 op. ( 0,80 zł )
  • ziemniaki 4 szt średnie ( 0,40 zł )
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, ziołowy, liść laurowy, maggi, lubczyk świeży, majeranek ( 0,20 zł )

to proporcje na taki 3-3,5 l garnek, ok 6 porcji (koszt całości: 3 zł, talerz 0,50 zł )

najpierw przez ok 35-40 min obgotowywałam kość z przyprawami i częścią włoszczyzny, następnie wsypałam groch i gotowałam jeszcze ok 15 minut, po tym czasie do wywaru wrzuciłam pokrojone ziemniaki i resztę włoszczyzny - wszystko gotowało się jeszcze przez około 20-25 min..

2

3

czwartek, 24 listopada 2011
pulpety w podgrzybkach..

nie wiem, czy wypada się do tego przyznawać czy nie, ale czasami nie mam serca do gotowania... ani serca, ani chęci, ani nastroju.. tak więc bywa, ale przecież dobrze by było, gdyby obiad w domu był..

wówczas robię coś naprawdę szybkiego, tak szybkiego, aby danie powstało maksymalnie w pół godziny i dało się odgrzać o dowolnej porze...

1

to też przykładem takiej kuchni są pulpety w sosie podgrzybkowym z marchewką i z makaronem...

surowce to mielone mięso wieprzowo-wołowe, mrożone podgrzybki, marchew, makaron i standardowe moje przyprawy..

przepis:

  • mięso mielone 1/2 kg ( 6,00 zł )
  • mrożone podgrzybki 1/2 op. ( 4,50 zł )
  • makaron świderki 1 op. ( 2,50 zł )
  • jajka 2 szt ( 0,60 zł )
  • cebula (mała) ( 0,10 zł )
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, liść laurowy, pieprz ziołowy, maggi, 2 marchewki, 3 łyżki mąki, 3 łyżki bułki tartej ( 1.30 zł )

2

przygotowuję dwa garnki z wodą i wstawiam na gaz, do jednego z nich dodaję mrożone grzyby, obraną i pokrojoną marchew oraz przyprawy i zabieram się za przygotowanie mięsa, w między czasie gotuję makaron..

mięso przygotowuję tak, jak na kotlety mielone, dodając jajka, przyprawy do smaku, bardzo drobno posiekaną cebulę i bułkę tartą (zamiast tej namaczanej zwykłej) - wyrabiam, formuję małe kuleczki i wrzucam do gotujących się grzybów i marchewki..

rozrabiam w odrobinie wody trzy łyżki mąki do zagęszczenia sosu i wlewam do całości, aby podczas gotowania wszystkie smaki się połączyły..

koszt całości ok 15 zł za ok 5-6 porcji (porcję liczę na 6-8 szt pulpetów, na fotografii jest moja, mniejsza porcja :) )

kapuśniak...

znam i gotuję cztery rodzaje zup z kapustą, a z brukselską to pięć...  są to: kapuśniak z kiszonej kapusty, kapuśniak ze słodkiej kapusty zaprawiany pomidorami, kapuśniak ze słodkiej kapusty zwany ( u mnie w domu rodzinnym ) pazibrodą, krupnik z kapustą ( kuchnia mojej Babci z Krakowa ) oraz zupa brukselkowa..

najrzadziej gotowaną zupą jest ta z brukselką, najczęściej -  powszechny kapuśniak z kiszonej kapusty a następnie krupnik z kapustą..

1

no więc kapuśniak, do zdjęcia którego uratowałam ostatnią chochelkę...

przepis:

  • włoszczyzna i ziemniaki
  • kość schabowa, może być lekko podwędzana
  • kapusta kiszona
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, ziołowy, majeranek, liść laurowy, maggi, natka pietruszki
  • łyżka lub dwie skwarek z boczku wędzonego

gotuję wywar na kościach z dodanymi przyprawami i skwarkami ( to jest przepis z mojego rodzinnego domu i żebym nie wiem jak mówiono, że tłusto, niezdrowo i Bóg wie co jeszcze, to ja z tych skwarek nie zrezygnuję ), następnie, gdy mięso na kostkach jest już miękkie dodaję włoszczyznę i ziemniaki, a gdy i te są już miękkawe, to dodaję pokrojoną kapustę kwaszoną, czasami płukaną czasami nie..  to zależy od jej kwasowości...

2

koszt całości to ok 3 zł - ok 6 talerzy

a tu ku pamięci inny, filmowy "Kapuśniaczek" z jednym z moich ulubionych aktorów - Louisem de Funes'em


środa, 23 listopada 2011
targi pracy..

jak to miło, że pobliski Urząd Gminy zorganizował w dniu dzisiejszym Targi Pracy z udziałem pracodawców z mojej dzielnicy.. wybrałyśmy się z Joanną na targi przed południem..

zainteresowanie ofertami pracy było wg mnie duże, aczkolwiek wystawców nie było zbyt wielu.. obie zostawiłyśmy swoje cv, pobrałyśmy masę ulotek wszelkich o bezpłatnych szkoleniach i kursach, a jednocześnie zapisałyśmy się na udział w programie aktywizacji zawodowej, który odbędzie się w piątek.. program realizowany jest przez Urząd Gminy właśnie - co bardzo mnie cieszy, że ktoś chociaż o nas, bezrobotnych, myśli...

1

pracy biurowej jak na lekarstwo, najczęściej poszukiwani byli: kasjerzy-sprzedawcy, agenci ubezpieczeniowi, konsultanci firm kosmetycznych, handlowcy, marketingowcy, osoby do pracy w ochronie, sprzatające i opiekunowie osób starszych oraz kucharze..

było też stanowisko naboru do zawodowej służby wojskowej i stanowisko McDonalda...

można było zasięgnąć też porad w stoisku ZUS-u oraz Urzędu Skarbowego..

dużo było ofert pracy za granicą..

2

zostaje mi teraz uporządkowanie sobie wszystkiego w głowie, zapoznanie się z uzyskanymi tam materiałami i poczynienie kolejnych kroków w dalszym szukaniu pracy..

i żeby nie było, że niekulinarnie - nasze spotkanie uczciłyśmy obiadem w "Sfinksie" - klasyczną shoarmą, creme brulee i kawą z mlekiem z 50% zniżką dla dwóch nobliwych pań :)

ps' Asiu daruj mi te 'nobliwe' panie, wiesz..że żartuję :)

poniedziałek, 21 listopada 2011
cytryna do herbaty..

przez lata w mojej rodzinie robiło się taką cytrynę, ale nie smakowała mi zupełnie... w końcu odkryłam dlaczego... bo moja Mama obierała ją ze skórki, a ja uwielbiam przede wszystkim skórkę! ot, tajemnica...

herbata z cytryną zyskuje u mnie pełnię smaku dopiero wtedy, gdy sok z cytryny połączy się z goryczką ze skórki.. a do tego jako maniaczka mam swój sposób na 'duszenie' cytryny w kubku czy filiżance...

1

nie duszę cytryny bez cukru, nie słodzę herbaty przed duszeniem cytryny, obie te czynności robię naraz.. tzn tak, aby sok z plasterka cytryny łączył się z kryształkami cukru w jednym momencie... ubzdurałam sobie, że tak wyciśnięta w herbacie cytryna smakuje najlepiej i coś w tym jest :)

no ale ta wersja 'cytryny słoiczkowej' powstała u mnie ze względu na zakupione cytryny, które chyba leżały w sklepie dość długo, bo ich skórka nie była już taka jędrna i chcąc uchować je przed szybkim wyschnięciem, pomyślałam o tej zasypce cukrowej :)

i tak umytą i sparzoną szybko cytrynę (nie parzyć za długo, bo skórka zbrązowieje) pokroić w plasterki lub cząstki i układać w słoiczku warstwami, przesypując je cukrem

można dodać otartą z 'piętek' skórkę i wycisnąć resztki soku z tychże...

2

nie wiem ile może stać w lodówce taka cytryna, u mnie starcza na dwa, trzy dni...

mleko dzikiej krowy czyli edytkówka...

parę lat temu dziewczyny z pracy poczęstowały mnie tą nalewką (likierem) , która od pierwszej swojej kropli mocno przypadła mi do gustu i smaku... to domowa wersja powszechnie znanego Baileys'a..

ma taką moc, że nie można przestać jej smakować a ja, tak naprawdę, lubię pić ją z....filiżanki :)  a to dlatego, że łatwiej potem resztki palcem wylizać..

ot, łakomstwo..

1

przepis:

jest bardzo prosty:  2 puszki skondensowanego słodzonego mleka i pół litra czystej wódki

 

2

3

mleko w zamkniętych puszkach gotować ok 1,5 godziny (niektórzy gotują po 2-3 godz) w tak dużym garnku, aby woda zakryła puszki

po ostudzeniu puszek połączyć krówkową masę z wódką za pomocą miksera i to wszystko...

uwaga: nie podjadać masy krówkowej, bo edytkówka wyjdzie za rzadka, a gęściejsza jest i słodsza i smaczniejsza...

jesienna dekoracja stołu..

liście opadły z drzew, a te na ziemi są już albo zgnite, albo poskręcane albo nieładne takie... a tak  przyjemnie jest mieć w domu mały jesienny akcent..

1

sobota, 19 listopada 2011
maślano mi...

wracam do masła czosnkowego co jakiś czas, tym razem olśniło mnie, że mogę je sobie poporcjować umieszczając je w foremkach po czekoladkach..

1

taka porcja na talerzu skojarzyła mi się ze śniadaniowo-kolacyjnym wczasowym talerzem, na którym był jeszcze plasterek mortadeli, mielonki lub jedna parówka i jedno jajko... to były czasy... :) a w dzbankach królowała kawa zbożowa...

2

3

4

fatum precz!...

no nareszcie...

wreszcie mam internet! ależ się cieszę!

najpierw parę dni temu wysiadła telewizja i przybyły technik przywrócił mi ją, potem padła sieć, ale dałam sobie jakoś radę i właściwie tylko zresetowałam ruter :) no ale nie na długo, bo potem zupełnie siadł internet...

to było kilka dni temu, podobno szczury dostały się do serwerowni i pogryzły kable - co się dziwić, zima idzie, stworzenia zgłodniały - tylko czemu ja o tych szczurach słyszę już trzeci sezon?

dzisiaj znowu na parę godzin wysiadł prąd na całym osiedlu i w okolicach.. pranie w toku, miałam piec babeczki dla gości, gotować makaron do pesto, bez prądu nie mogłam swoich gości poczęstować ani gorącą herbatą, ani kawą... :(  bez prądu nie działają też piece centralnego ogrzewania, więc ja zmarźluch miałam przerażenie w oczach, że czeka mnie marznięcie w czterech kątach..

fatum jakieś chyba...a w dodatku zgubiłam ulubiony kolczyk...chyba popłynął do wannowego odpływu :(

na szczęście są już i internet i prąd i ciepłe kaloryfery... czekam jeszcze na sygnał tv...bo wciąż chyba szczury gryzą kable ;) i na szczęście technicy działają...

przez te kilka dni bez internetu nie mogłam sobie podarować tego, że nie wiem, kto zamordował... oglądałam sobie w najlepsze Herculesa Poirot'a i owo fatum przerwało mi w najlepszym momencie, tzn w czasie przemowy uroczego detektywa...

czekam więc z niecierpliwością, bo za kilka minut dowiem się kogo na mordercę wytypował i pewnie, jak zwykle, znowu będę zaskoczona, bo zawsze obstawiam nie tego złoczyńcę...

a że akurat weekend jest, to powrócę do przerwanego seansu filmowego...

może też w wolnej chwili pojawi się jakiś przepis..

wczoraj wieczorem zrobiłam kolejny raz masełko czosnkowe, którym wypełniłam foremki w pudełku po czekoladkach, akurat takie poporcjowane..

no nic... czas celebrować weekend...

dostałam też dzisiaj od Kasi i Zbyszka nalewkę tarninówkę i żurawinę z Krakowskiego Kredensu, to w sam raz do pieczonego schabu karkowego, który zdążyłam upiec wczoraj, hmmm z żurawiną na ciepło - mniam, mniam... a do tego kieliszeczek tarninówki... a deser?

jogurtowo-granatowy i naprawdę więcej już niczego nie potrzeba...

fatum precz!

poniedziałek, 14 listopada 2011
przedświąteczny seans filmowy...

od dwóch dni chodzi za mną duch Świąt i choć do nich jeszcze miesiąc z dobrym kawałkiem, to jakoś mnie tak naszło i rozmyślam o tych Świętach..

i mimo całej przewrotności losu, życia i obecnej mojej sytuacji nie powinnam, myśląc logicznie, cieszyć się z nadchodzących Świąt, to chyba wbrew wszystkiemu złemu, co mi od końca ubiegłego roku siedzi na plecach, cieszę się, że się zbliżają...

przeglądam po nocach świąteczne dekoracje mieszkań, stołów, przeglądam świąteczne potrawy a teraz mam ochotę na maraton świątecznych filmów, traktujących o całej tej magii Świąt.. i tak naprawdę nie jest ważne, że w większości to amerykańskie ckliwe romansidła, ale właśnie to ten amerykański przepych świąteczny lubię, bo te oświetlone lampkami domy, bo to 'ho, ho, ho!' Mikołajów na ulicach (ja też kilku spotkałam paręnaście lat temu na głównej ulicy NY) i te wystawy w ich sklepach, bajkowe takie...

no więc idąc w ślady tych klimatów przeszukałam sobie 'kartotekę' filmów świątecznych, jak również nastrojowych, gdzie wszystko kończy się cacy - i zaczynam te święta na swój sposób...

a w planach mam dość długą listę...

ps' czarnaandziu - mam nadzieję, że i Ty coś dla siebie z nich wynajdziesz :)

 

1345678910111215161718192021222324252627283114303231

13292

 

z tych filmów oglądałam już "The Holiday" - bardzo mi się podobał oraz "Te Święta" (This Christmas) - sympatyczny film o rodzinie i problemach, jakie każdy z członków tej rodziny ma do rozwiązania... oczywiście z happy endem, no bo jakże...

niedziela, 13 listopada 2011
placek z jabłkami...

dostałam ogromną siatkę wspaniałych, dużych jabłek i pomyślałam o szybkim placku z jabłkami.. 

1

poza tym dostałam też kilka dorodnych selerów, porów, kalarepek i parę główek czerwonej kapusty - teraz muszę się trochę pogłowić, co z tego wszystkiego zrobić...

a placek taki szybki: 5 jajek utarłam z 1 i 1/4 kubka cukru, dodałam 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę sody oczyszczonej, parę kropel esencji cytrynowej, pół kubka oleju i duży kubek 400g kefiru, na końcu dodałam 1/2 kg mąki i ciut..

6 jabłek pokroiłam w plasterki i wymieszałam z masą na ciasto, wylałam do dużej blachy, na wierzchu ułożyłam plasterki jabłek, posypałam obficie cukrem i piekłam w temp 190" przez 55 minut..

2

3

na pęczaku...

z ostatnio kupionej łopatki z 2/3 zrobiłam łopatkę w sosie szalotkowym, a z pozostałej 1/3 zrobiłam gulasz w sosie majerankowym, przy czym tego majeranku dużo nie dałam, aby sos nie był gorzki..

gulasz z łopatki podałam na pęczaku, kaszy dość rzadko chyba podawanej do obiadu w tej postaci, natomiast bardzo często gotowanej jako przynęta dla ryb..

ja kaszę pęczak lubię i właściwie mogłabym jeść ją samą, może z odrobiną oleju albo tylko pomazianą sosem...

myślę, że wykorzystam ją kiedyś jako główny składnik jakiejś sałatki warzywnej..

przepis:

10 łyżek kaszy pęczak gotowałam 25 min w osolonej wodzie z dodatkiem jednego ziarnka ziela angielskiego, następnie odcedziłam na durszlaku - można dodać łyżkę oliwy do gotującej się kaszy...

1

2

piątek, 11 listopada 2011
łopatka w sosie szalotkowym..

wciąż zdumiewają mnie wpisy na forach o oszczędzaniu i oszczędnym gospodarowaniu (gotowaniu również), że mięso należy do jednych z droższych produktów, wobec czego zdarzają się sytuacje, że w pewnych domach z tegoż właśnie powodu,  mięso jadane jest raz w miesiącu! no niebywałe...

przez ostatnich kilka miesięcy przechodzę niezłą szkołę życia z ołówkiem w ręku, zapisuję dosłownie wszystkie wydatki i wciąż kontroluję wydatki jak tylko mogę, co jednak nie wyklucza zakupu mięsa i wędlin, choć ich ceny (a głównie ceny wołowiny) nie są takie niskie..

zdarzają się jednak i sklepy i okazje, że mięsa dobrego gatunku są w przystępnych cenach... ot choćby szynka 10.99 zł/kg w MarcPolu, 15 zł/kg w Biedronce a 14.99 zł/kg w Carrefourze..

łopatkę zaś można kupić na 12.99 zł/kg a jest to dobre mięso zarówno do dania obiadowego, jak i zrobienia z niej wędliny do chleba.., ba..łopatkę można zmielić i wyjdą fantastyczne kotleciki mielone czy wszystko inne, co ze zmielonego mięsa można zrobić, np gołąbki...czy klops..

z ostatnio zakupionej łopatki wieprzowej zrobiłam duszone mięso w sosie szalotkowym..

1

przepis:

  • łopatka 1,20 kg
  • szalotki 3 garści, kilkanaście sztuk
  • margaryna 2 łyżki
  • przyprawy: sól, pieprz czarny i ziołowy, liść laurowy, maggi
  • dwie łyżki mąki do zagęszczenia sosu

na rozgrzanym tłuszczu podsmażyć obrane szalotki (mogą być w całości lub w połówkach), dodać pokrojone w grube plastry mięso i przyprawy, podsmażyć wszystko przez parę minut do zarumienienia się mięsa i cebulek, następnie podlać wodą i dusić przez ok 1-2 godziny, pod koniec duszenia dodać rozrobioną mąkę i pogotować jeszcze chwilę..

mięso lubimy miękkie, stąd ten długi czas duszenia..

podałam łopatkę z surówką z gotowanego selera z odrobiną śmietany..

2

a na deser, krótki powrót do smaku z dzieciństwa: czerwona oranżada... (co z tego, że to chemia..choć przez chwilę miałam znowu 8 lat) :)

galaretka z kurczaka..

galaretka z kurczaka, zapomniana przeze mnie na długo przystawka albo właściwie danie śniadaniowo-kolacyjne, kiedyś często podawana na spotkaniach imieninowo-świątecznych, podobnie jak bardziej powszechna galaretka z nóżek..

1

niektórzy jadają galarety z cytryną, ja wolę je z pospolitym octem spirytusowym... z winnymi nie próbowałam...

przepis:

  • rosół wołowo-drobiowy (prawdziwy, nie z kostki bulionowej) 0,5 litra
  • mięso z rosołu, po odkostnieniu ok dwóch garści
  • warzywa z rosołu - marchew, pietruszka po ok 1 szt
  • przyprawy: sól, pieprz, czosnek granulowany
  • groszek konserwowy 1/2 puszki
  • żelatyna ok. 5 czubatych łyżeczek na 1/2 litra płynu

to bardzo dobry pomysł na wykorzystanie pozostałego z obiadu rosołu i części mięsa..

żelatynę rozpuścić w gorącym, przecedzonym rosole, dodać szczyptę soli (jeśli wywar jest dobry na słoność, to po stężeniu będzie mniej słony), pieprz czarny i trochę czosnku, następnie wybrać kawałki mięsa i marchewki..

do małych salaterek, miseczek nałożyć po łyżce groszku, dodać kawałki mięsa i marchewki, zalać wywarem z żelatyną i odstawić do stężenia na parę godzin..

2

3

czwartek, 10 listopada 2011
ciasto maślankowo-jabłkowe..

miałam parę działkowych jabłek, maślankę 'owoce leśne', którą w zaślepieniu kupiłam, bo tak naprawdę chciałam kupić zwykłą, a zmyliła mnie kolorystyka opakowania (tak to się kupuje w pośpiechu, gdy głowa boli i człowiek generalnie źle się czuje)..

upiekłam ciasto maślankowo-jabłkowe..

1

przepis:

  • mąka 1/2 kg
  • jajka 4 szt
  • cukier 1 kubek do herbaty (wąski)
  • olej 1/2 kubka jw
  • jabłka 5 szt
  • maślanka leśna 500 ml
  • proszek do pieczenia 2 łyżeczki
  • soda oczyszczona 1 łyżeczka
  • cukier do posypania (normalny)

jabłka obrałam i pokroiłam na ćwiartki a następnie pokroiłam w plasterki, nierówne takie.. jajka ucierałam z cukrem i proszkiem do pieczenia oraz sodą, dodałam maślankę i olej, następnie mąkę i wszystko wyrobiłam mikserem przez chwilę..

do ciasta dodałam jabłka, wymieszałam lekko i całość wylałam na dużą blachę.. wierzch ciasta posypałam dość obficie cukrem, co po upieczeniu dało fajną chrupką i słodką skorupkę..

2

jedna uwaga: nigdy więcej maślanki leśnej :) bowiem ciasto zmieniło kolor od tej fioletowej maślanki i po upieczeniu jest takie brązowawe a dodatkowo przebija smak owoców leśnych - idealny do owoców jagód, jeżyn lub malin, do jabłek tak sobie, ale mojemu synowi wyjątkowo to ciasto smakuje i mówi, że to fajne połączenie...

3

ja uważam inaczej, ale ciasto następnym razem zrobię na zwykłej maślance..

piekłam w temp. 190"C przez 55 min

środa, 09 listopada 2011
zaginął piesek york...

Bardzo Was wszystkich proszę o pomoc w imieniu Ewy..

Majkel zaginął 20 sierpnia 2011 w Rosanowie k/Zgierza - brakuje mu dwóch ząbków - górnych jedynek, boi się burzy, deszczu i pisków ptaków...

Rozejrzyjcie się wokół, może ktoś z Waszych znajomych znalazł lub kupił yorka bez ząbków - dajcie znać, bo Ewa bardzo za nim tęskni...

udostępnijcie zdjęcie na swoich profilach facebookowych proszę... siła internetu nie ma sobie równej :)  dziękuję!

1

niedziela, 06 listopada 2011
pszenno-żytni z otrębami chleb domowy..

tak mnie naszło, aby upiec chleb z tego, co tam akurat mam jeszcze w swoich kuchennych szafkach... a że były mąki pszenna i żytnia, trochę nasion słonecznika, płatki owsiane i żytnie otręby, to powstał chleb z tychże produktów... na drożdżach, bo zakwasu jeszcze się nie dorobiłam..

chleb powstał spontanicznie, więc bez przepisu, na oko...

1

wzięłam 1/4 torebki mąki żytniej, 3/4 torebki mąki pszennej, cztery łyżki płatków owsianych, 1/2 paczuszki ziaren słonecznika, 1/4 opak otrębów żytnich, ok 3/4 opak drożdży świeżych, 3 kubki ciepłej wody, 2 łyżki płaskie soli, 2 łyżki cukru, o łyżce oliwy zapomniałam..

2

wymieszałam wszystkie suche produkty, dodałam drożdże starte na drobnej tarce, wymieszałam, dodałam ciepłą wodę i wymieszałam ciasto łyżką, miało konsystencję bardzo gęstej papki, odstawiłam na 40 min do wyrośnięcia w ciepłe miejsce a następnie przemieszałam ciasto łyżką, wyłożyłam do foremek obsypanych mąką - wyszły mi dwie keksówki i jeden mały garnek tefal ingenio..

chleb piekłam 55 min w temp 200"C

3

fantastycznie smakował z wędzonym gotowanym boczkiem... prawie jak smak kanapki z dzieciństwa u cioci na wsi...

muffiny..

jest niedziela, więc przydałoby się coś słodkiego do filiżanki kawy...  ciasto piecze się średnio godzinę, a co piecze się krócej? ciasteczka 12 min, babeczki 20-25 min...

babeczki!

1

muffinki marchewkowe, no jakże... tym bardziej, że znowu robiłam sok z marchwi i został mi miąższ marchewkowy, do którego tym razem dodałam trochę soku...

przepis:

  • mąka 1 kubek do herbaty ( 0,30 zł )
  • cukier 3/4 kubka ( 0,70 zł )
  • olej 1/2 szkl ( 0,70 zł )
  • jajka 2 szt ( 0,70 zł )
  • kakao 3 czubate łyżeczki
  • cynamon 1/2 łyżeczki
  • przyprawa do piernika 1/2 łyżeczki
  • proszek do pieczenia 1/2 łyżeczki
  • soda oczyszczona 1/2 łyżeczki
  • marchew tarta 1 szkl ( 0,60 zł z przyprawami )

utrzeć jajka z cukrem, dodać suche dodatki: cynamon, proszek, przyprawę do piernika, sodę, kakao a następnie dodać olej, marchew a na końcu mąkę, wszystko dobrze wymieszać..

2

33

masę muffinową wyłożyć do papilotek i piec w temperaturze 180"C przez 20-25 min,  mini keksówkę piec 35 min

koszt całości: 3,00 zł /z tej porcji wyszło mi 10 muffinek (tyle miałam papilotek) i mini keksówka/

 

sobota, 05 listopada 2011
sosnowe dziedzictwo i pensjonat sosnówka..

Maria Ulatowska popełniła te opowieści... literatura lekka i kobieca, choć ostatnio wszyscy zarzekają się, że nie ma czegoś takiego, jak literatura kobieca albo mówią, że to kategoryzowanie jest uwłaczające kobietom... (?!)

ja uważam, że jest to literatura kobieca (w skrócie: dla kobiet), bo mężczyźni chyba primo: nie gustują w takich książkach, secundo: chyba pewnych zawiłości emocji kobiecych nie potrafią zrozumieć...

tak więc, jeśli ktoś lubi, a ja lubię, relaksować się przy książkach, to polecam - kobietom o kobietach...  temat powielany, ale narazie jeszcze mi się nie nudzi :)  jest sobie kobieta, ma zawirowania w życiu i w miłości, przeprowadza się z miasta na wieś lub do małego miasteczka, zmienia swoje życie, zaczyna prowadzić swój interes, sklep albo pensjonat, poznaje mężczyznę swojego życia, ma trochę pod górkę ze wszystkim, a potem żyje długo i szczęśliwie...  no czegóż dla relaksu chcieć więcej?

wiadomości telewizyjne tak nas bombardują wiadomościami o zamieszkach w Libii, o powodziach na świecie, o tym, że gdzieś ktoś kogoś zamordował - więc chcąc uciec w inną czasoprzestrzeń (wiem, Utopia nie istnieje) czytam sobie takie właśnie miłe książeczki :)

"Sosnowe dziedzictwo" i "Pensjonat Sosnówka"  - to książki o Annie Towiańskiej i jej życiu....

12

"Domek nad morzem" - losy kilku rodzin, choć właściwie jednej kobiety, od dziecka do emerytury, z przejściami, romansami, rodzinnymi tragediami, ale kończy się dobrze....

3

coraz bardziej uszczuplają się moje półkowe zapasy nieczytanych książek... "Domek..." dokupiłam ostatnio, choć pieniędzy u mnie niedostatek...


czwartek, 03 listopada 2011
służące...

mimo, że film "Służące" (The Help) wchodzi na ekrany polskich kin dopiero w piątek 4-go listopada, ja obejrzałam go już dzisiaj... jest parę minut po godzinie czwartej rano - właśnie skończyłam oglądać ten piękny, ciepły, mądry, trochę śmieszny i trochę smutny film...

moim zdaniem powinien go obejrzeć każdy człowiek, starszy i młodszy, kobiety i mężczyźni, choć więcej emocji, jak sądzę, wzbudzi w kobietach...

zdecydowanie polecam, to wyśmienite kino!