czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
sobota, 30 kwietnia 2011
gorąca Szarlotta...

szarlotka na gorąco to chyba nie taki całkiem dawny wynalazek, może ma kilka lat... bo kiedyś zjeść gorące ciasto to było nie do pomyślenia... niezdrowe i takie tam... a potem przyszła moda na gorącą szarlottę i kulkę lodów do tego... jak ktoś lubi, to czemu nie... ja za lodami z szarlotką nie przepadam, ale tę na ciepło to całkiem...całkiem....

zz

zaryzykowałam z jabłkami 'ze słoika'... i o ile Bakkaland nie zawiódł mnie przy masie makowej, o tyle jabłka to ja wolę robić sama... te słoikowe nie są złe, ale wolałabym ciut mniej słodsze, trochę bardziej naturalne czyli nieco ciemniejące.. te słoikowe były dobre do rożków z ciasta francuskiego na przykład... szczególnie dobry pomysł, gdy zaraz mają wpaść niespodziewani goście, wówczas rożki jabłkowe do kawy będą świetne..

przepis:

  • jajko 1 szt
  • mąka, parę łyżek na oko
  • 50g margaryny
  • cukier 2 łyżki
  • masa jabłkowa

kruszonka:

  • 70 g masła
  • mąka, parę łyżek
  • cukier, 2 łyżki

z jajka, margaryny, cukru i mąki wyrobić ciasto, którym należy wyłożyć spód tortownicy, na ciasto wyłożyć jabłka, a następnie pokryć jabłka kruszonką

xxcc

piec ok 1 godziny w temp 180-190"C

vv

kaszanka na blachę...

kaszanka na blachę... no nie dosłownie, ale prawie prawie... na blachę, bo tak przysmażona, tak przypieczona, że twarda jak blacha i chrupiąca...

11

a ja taką lubię najbardziej... nie w całości, nie z cebulką.... ot, taką blaszaną, nie inną...

111

gotowiec... ja pierniczę!

gotowiec, no prawie gotowiec...

p1

torebeczka, dwa jajeczka, raz dwa trzy margaryneczka, miksum fiksum w tę i w tamtę, do foremki i w piekarnik, na godzinkę - chwilę krótką...

12

3

no i basta - jest do kawy kawałek ciasta...

4

piątek, 29 kwietnia 2011
wołowina na okrągło..

to prawda.. bardziej wolę obłe kształty w potrawach, choć nie gardzę formą frytki czy makaronowej wstążki..

kanciaste,  kaleczy podniebienie i duszę, obłe jest jakby życzliwsze...

dzisiaj wołowina rolowana z kluską śląską,  adoptowaną na warszawski talerz...

qq

przepis:

nie chce mi się dzisiaj pisać przepisu w formie, którą stosuję zazwyczaj, tak więc do tego dania potrzebna jest dobra wołowina, ja kupuję wołowinę w Biedronce, to jedna z lepszych jakie ostatnio udało mi się kupić w różnych sklepach.. do tego trochę suszonych grzybów, cebula, najczęściej stosowane przeze mnie przyprawy, więc sól, pieprz czarny i ziołowy oraz nieśmiertelne maggi, a cała filozofia, to zwinięcie ścisło plastrów wołowiny, uduszenie jej w sosie i podanie z mączno-ziemniaczanymi kluskami..

ww

dd

ps' zjadłabym arbuza...

zz

poniedziałek, 25 kwietnia 2011
pasztet jajeczny..

zobligowana przez Gospodynię tegorocznego świątecznego śniadania Wielkanocnego na przyniesienie potrawy z jajek, jakiejś niespodzianki - postanowiłam, że przyniosę mało tradycyjny pasztet jajeczny..

p1

przepis:

  • jajka 12 szt /na keksówkę potrzebne będzie ok 16 szt/ ugotowane na twardo
  • 3 jajka surowe
  • przyprawy: sól, pieprz czarny
  • bułka tarta 8 łyżek
  • natka pietruszki
  • musztarda 2 łyżeczki
  • cebula 1 szt
  • 50g margaryny

ugotowane jajka starłam na tarce o drobnych oczkach na cieniutkie wiórki, pokrojoną cebulę przesmażyłam na tłuszczu, a pod koniec smażenia podlałam paroma kroplami wody, żeby jej nie przepalić

do masy jajecznej dodać cebulę, surowe jajka, bułkę i przyprawy i wyrobić przez parę minut robotem

papa2

112

masę jajeczną wyłożyć do wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą keksówki (moja była za duża, więc puste miejsce wypełniłam cieciorką) i piec w temperaturze 200"C przez 1 h

po upieczeniu odstawić do wystudzenia i stężenia

pap

zastanawiam się nad wersją z dodatkiem śmietany lub majonezu do masy przed pieczeniem, czy nie podniosłoby to waloru smakowego jajek...

sernik cytrynowy z kruszonką

i wszystko byłoby dobrze, gdybym zmieliła ser... ale nie zmieliłam i sernik nie związał się tak, jak powinien..

ser

se1

przepis:

  • ser biały twarogowy ok 1,50 kg
  • jajka 8 szt
  • cukier 2 szkl
  • margaryna Maryna, Kasia 1 kostka 250g
  • cytryna
  • esencja cytrynowa
  • na kruszonkę: masło, mąka i cukier - na oko

jajka utrzeć z cukrem na jednolitą masę, dodać margarynę i ponownie utrzeć, do masy dodać otartą skórkę z jednej cytryny oraz parę kropel cytrynowej esencji do ciast, następnie dodać ser (zmielony!) i wyrobić ciasto robotem

*) nie zmieliłam sera z dwóch powodów - żeby było szybciej i żeby sernik był grudkowaty, nie miałki

tak wyrobione ciasto przełożyć do formy i posypać z wierzchu kruszonką, którą robi się poprzez połączenie masła, mąki i cukru

sernik piekłam w temp 190'C przez ok 1,10 h

se2

mój sernik po upieczeniu, w temperaturze pokojowej nie trzymał formy, niestety - trzymany w lodówce daje się kroić, jednak nieco się kruszy..

tym razem pośpiech nie wyszedł mi na dobre...

ps' otartą cytrynę obrałam z białej skórki, pokroiłam w plastry i zasypałam cukrem, używam do herbaty, choć najbardziej lubię cytrynę ze skórką, najlepiej zielonkawą..

rostbeff..

rostbef w plastrach, jako danie mięsne główne do ziemniaków i surówki na obiad lub jako carpaccio z wołowiny..

w tym przypadku jako mięso do obiadu

r1

przepis:

  • rostbef ok 1,30 kg (z kością)
  • przyprawy: sól i czarny pieprz
  • olej (odrobina)

umyty i osuszony oraz odkostniony kawałek rostbefu posypałam obficie solą i pieprzem, obsmażyłam szybko na bardzo gorącej patelni, aby ściąć mięso z zewnątrz przed pieczeniem, piekłam w temperaturze 250'C przez ok 35-40 min /w połowie czasu pieczenia odwrócić mięso/

r2

piekłam mięso z termoobiegiem i czasowo z włączoną grzałką grilla

po upieczeniu mięso odstawić na parę minut do odpoczęcia..

r3

mięsa pieczone..

mięsa pieczone - to taki zestaw świąteczny, bo rzadko piekę mięsa na codzień..

głównie jest to pieczony schab karkowy, schab środkowy, boczek i klops z jajkiem, a tym razem było to:

  • karkówka z czosnkiem
  • boczek z majerankiem
  • klops z marchewką

m

schab karkowy ok 1,5 kg, boczek bez kości ok 1,3 kg, mięso mielone ok 1 kg, przyprawy: sól, pieprz czarny, majeranek, czosnek suszony i świeży, cebula, jajka 3 szt, bułka tarta

k1

karkówkę i boczek posolić, popieprzyć, posypać mielonym suszonym czosnkiem i majerankiem, w karkówkę powbijać ząbki czosnku, boczek potraktować większą ilością majeranku

b11

mięso mielone przyprawić, dodać drobno pokrojoną cebulę i surowe jajka oraz trochę bułki tartej

klkll

karkówkę i boczek zawinąć w folię aluminiową i niech poleżą parę godzin, a masą z mięsa mielonego napełnić keksówki wcześniej posmarowane tłuszczem i wysypane bułką tartą

llk

mięsa piec w temp ok 220'C - klops ok 1 godziny, karkówkę i boczek ok 1,5 do 2 godzin w zależności od wielkości

piątek, 22 kwietnia 2011
wielkanocnie....

zbliżają się święta Wielkanocne... dla mnie to tradycja, obyczaj, zaznaczenie wiosny i parę wesołych, kolorowych dni do spotkań z rodziną, czasem ze znajomymi, a także odpoczynek od codzienności... nie jestem wierząca, więc aspekt religijny pomijam...

dla mnie to czas, kiedy w kuchni robi się typowo wielkanocne potrawy, spędza się w niej ciut więcej czasu, niż zwykle i czas kiedy powraca się smakiem w dzieciństwo... można sobie pozwolić na odrobinę infantylizmu lub po prostu dziecinności.. bo dlaczego nie?

cieszy mnie żółć kwiatów na stole, kolorowe jajka, kurczaki i baranki, czy też zielone serwetki...

cieszy mnie zapach pieczonych mięs, choć upiec mięso mogę dowolnego dnia..., kiedyś, w dzieciństwie, dochodził do tego zapach pastowanych podłóg, który lubię i którego nie znoszę :) wiem...wiem... cała ja....

no nic... dom posprzątany, kuchnia czeka, wspomnienia też czekają..

tak więc:

Zdrowych i Wesołych Świąt Wielkiej Nocy !

sa1kw1

babbsw

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
por pod porcją piersi pieczonej...

por,  pod porcją piersi pieczonej z poprzedniego piekarnikowego pieczenia, podany...

po prostu...

p3

przepis:

  • pierś z kurczaka pieczona
  • por 2 szt
  • cukinia 1/2 szt
  • margaryna 2 łyżki
  • przyprawy: sól, pieprz
  • śmietana
  • ziemniaki
  • koperek

pierś z kurczaka pieczonego poprzedniego dnia, odgrzana w sosie z pieczenia z dodatkiem wody, podduszona, uwilgotniona..

p1

por pokrojony w plasterki podsmażony na patelni w towarzystwie połówki cukinii, lekko przysmażony, posolony, popieprzony i utopiony w śmietanie 12%...

ziemniaki ugotowane na pure, przepuszczone przez wyciskarkę do ziemniaków, pierś kurczaka pokrojona w plastry

p2

babeczki wulkaniczne...

babeczki wulkaniczne, a dlaczego wulkaniczne? bo wylały z siebie masę jak lawę, tworząc słodkie kratery...

b1

rodzaje babeczek wyszły dwa, niezamierzone zresztą, bo ciasto jedno, biszkoptowe...

przepis:

  • jajka 4 szt
  • mąka 2 szklanki
  • cukier 2 szklanki
  • kakao (na oko)

jajka ubiłam z cukrem na puszystą masę, dodałam mąkę i kakao, napełniłam foremki do 3/4 ich wysokości i piekłam w temp 190"C przez ok 30 min

pierwsza partia babeczek i druga partia babeczek


b2

babeczki wyszły z wierzchu chrupiące, a w środku ciągnące niczym bezy... efekt nieoczekiwany, przypadkowy zupełnie acz mocno teraz pożądany...

b3

groszkiem w pomidorową..

no cóż, zupa jak zupa, której bazą jest pomidorowa, ale dla urozmaicenia dorzucam czasami puszkę groszku konserwowego, ot, cała tajemnica...

g1

przepis:

  • bulion, wywar z mięsa i jarzyn
  • koncentrat pomidorowy
  • groszek konserwowy 1 puszka
  • ryż długoziarnisty
  • śmietana (dla łakomczuchów)

do ugotowanej pomidorowej dodać groszek, pogotować chwilę i już :)

g2

i wersja 'tłuściejsza'

g3

 

kurczak pieczony z jabłkami..

kurczak pieczonym miał być na piwie, a właściwie miał być kurczakiem w rozkroku na butelce piwa...tak, dosłownie takim miał być...

ale ponieważ starość nie radość, młodość nie wieczność , zapomniałam o tej butelce piwa będąc w sklepie i wybierając kuraka...

tak więc wersja kurczaka pieczonego bardziej tradycyjnie..

k1

(oczywiście tłumaczyłam sobie późnie, że to parujące piwo osiadłoby mi na ściankach piekarnika i dopiero miałabym czyszczenia a czyszczenia, więc lepiej, że go nie kupiłam) :)

k3

przepis:

  • kurczak średniej wielkości
  • przyprawy: sól, pieprz czarny i ziołowy, majeranek, czosnek, przyprawa 'grill ziołowy', papryka, olej
  • jabłka 2 szt
  • ziemniaki 5 szt

kurczaka umytego, osuszonego natarłam mazidłem z oleju i przypraw, do środka wepchnęłam biednemu kurczakowi póltora obranego z pestek jabłka, drugą połówkę skroiłam i zostawiłam na blasze dla smaku

k2

ziemniaki umyte pokroiłam w cienkie plastry, aczkolwiek nie do końca (pomysł podejrzany u innej blogerki, ale zabij, zamorduj - nie zapamiętałam u kogo), posmarowałam je olejem z przyprawami i ułożyłam obok kurczaka..

k4

całość piekłam ok 1 godziny w temperaturze 200"C bez przykrycia, ale za to wstawiłam do piekarnika drugi garnek z wodą, dla 'wilgotnosti'...

k5

piaskowa góra & chmurdalia..

jestem w połowie 'Piaskowej Góry" J.Bator, recenzje tej książki i jej reklama na falach Radia PIN skłoniły mnie w zeszłym roku do zakupu obu tych książek...

bator

po 'Piaskową Górę' sięgnęłam bodajże na jesieni i odłożyłam ją (nie pamiętam już dlaczego) po około 20 stronach... nie złapałam klimatu tej książki wówczas - to nie tak się zazwyczaj w moim czytaniu dzieje.. prawie zawsze, każda z czytanych przeze mnie książek jest przeze mnie czytana od początku do końca, te odkładane na później..hmm...jakby to napisać, nie współgrają z moimi emocjami, oczekiwaniami od pierwszego szelestu kartek... może ja dziwak jestem, że nie czuję tak roz - och!anej przez większość czytelników literatury, a może po prostu, te moje babskie czytadła tak obniżyły mi poprzeczkę moich wymagań co do książek...? jednego jestem pewna: książka musi być ładnie wydana, na dobrym papierze, mieć twardą oprawę (co nie znaczy, że tych 'miękkich' nie kupuję)...

wracając do 'Piaskowej Góry' - o ile klimat tamtych lat czuję, bo potrafię go sobie wyobrazić prawie namacalnie, o tyle męczy mnie ten pośpiech w zdaniu za zdaniem.. tak mała ilość akapitów na wytchnienie, na zwolnienie...na myśli przystanek...

czytam tę książkę i choć na jesieni odłożyłam czytanie aż do teraz, to wracając do domu kombinuję kiedy zabrać się za dalszą lekturę... - to, jak na mnie, bardzo dobry przykład tego, że książka jednak wciąga...

tak czy owak...to naprawdę inne pisanie i inne czytanie... już doczekać się nie mogę 'Chmurdalii'...

wtorek, 12 kwietnia 2011
sola na cukiniowym spaghetti...

chciało mi się mintaja, ale nie było w moim osiedlowym sklepie tej popularnej ryby - była za to, ku mojemu zaskoczeniu, sola... o dorszu lub makreli na patelnię nie mogłam marzyć...

zakupiłam solę, a jako dodatek do ryby wybrałam cukinię.. pomyślałam o cukiniowym spaghetti..

s21

przepis:

  • sola 1 filet (reszta trafiła do zamrażalnika)
  • przyprawy

s2

  • cukinia 1 szt
  • koperek (odrobina)
  • olej do smażenia

rybę umyć, osuszyć i przyprawić,  umytą cukinię obrać, pokroić w długie plastry, a plastry w wąskie paseczki spaghetti

s22s33

cukinię ugotować w lekko osolonej wodzie przez ok 5 minut, odcedzić, rybę usmażyć na rozgrzanym oleju, po parę minut z każdej strony

s44s11

podać na cukinii, posypać koperkiem

przydałby się jeszcze kieliszek białego schłodzonego wina, ale w lodówce miałam tylko czerwone... koniecznie muszę schłodzić sobie białe na przyszłość, bo po co ma stać ciepłe w  barku...

s66

niedziela, 10 kwietnia 2011
rok w poziomce...subiektywnie...

czytając tak bardzo oczekiwaną książkę 'Rok w Poziomce' K.Michalak miałam skrajnie różne odczucia...

na początku odniosłam wrażenie, że książka napisana jest nie dla ducha, a dla pieniędzy.. że, pomimo autorka na swojej stronie www zarzeka się, iż nie ma w niej dłużyzn, te dłużyzny są tam powtykane (całkiem sprawnie) w fabułę, aby zwiększyć tym objętość książki do ostatecznych trzystu stron z kawałkiem... niemniej każdą kartkę dalej, wsiąkałam w tę książkę z czysto babskiej ciekawości dalszych losów (choć przewidywalnych) bohaterów..

czy podobało mi się novum w tej książce, polegające na wplataniu realności postaci autorki, jej książek w tę powieść? sama nie wiem, pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, co generalnie nie było złe, ale po namyśle stwierdzam, że mi to przeszkadzało, bowiem wyrzucało mnie ze świata iluzji (książki) do świata realnego zupełnie niepotrzebnie, a wręcz było to denerwujące..

i te śluby w urzędzie w terminie dwóch tygodni - warto wiedzieć na przyszłość, że w Polsce na śluby cywilne czeka się miesiąc i jeden dzień, no chyba że są jakieś wyjątki, o których nie wiem..

wszystkie niedociągnięcia można jednak autorce wybaczyć z prostego, mojego własnego powodu - lubię babską literaturę i cieszę się, że ktoś te książki wogóle pisze.. aż takich wymagań nie mam...

dam tej książce 3,5 w skali do 6... po "Jagódkę" już nie sięgnę.... przykro mi...  zawiodłam się trochę "Poziomką"...

poz1

sobota, 09 kwietnia 2011
żółta zupa kukurydziana...

w taki szarobury dzień żółta zupa, to jak plama słońca na tle tej szaroburości...

a że ja zupy lubię, to nic prostszego jak wyjąć garnek, produkty i niech się warzy...

kuku1

przepis:

  • kukurydza  2 puszki (standard) - nie miałam mrożonej
  • bulion warzywny lub mięsny
  • cebula 1 szt
  • olej (parę kropel, do obsmażenia cebuli)
  • przyprawy: sól (więcej, niż nam się wydaje), pieprz mielony (sporo)
  • śmietana 18%
  • dziki ryż (1 torebka)

kukurydzę przepłukać, dodać do bulionu, cebulę pokrojoną w drobną kostkę zeszklić na patelni i dodać do gotującej się kukurydzy, przyprawić do smaku

kuku2kuku3

gotową zupę zmiksować w blenderze na zupę krem, podaję ją z dzikim, ciemnym ryżem dla kontrastu i z paroma kroplami tłustej śmietany.

kuku4.

piątek, 08 kwietnia 2011
szybki obiad...

bo kiedy wydaje ci się, że masz jeszcze tyle czasu na wszystko, nagle otwierają się drzwi i staje w nich Twoje dorosłe i głodne dziecko, wracające ze szkoły...

odkładasz książkę, którą właśnie czytasz i zaczynasz błyskawicznie przeszukiwać swoją pamięć wewnętrzną niczym dysk komputera ze wszystkimi kompilacjami produktów, które masz w szafkach i w lodówce, szacujesz czas ich przetworzenia, a ponieważ piątkowy leń jest w tym wszystkim najbardziej dominujący, wybierasz to, co zajmie ci najmniej czasu...

in1

sięgasz więc po:

  • paczkę ryżu basmati
  • garnek z lekko osoloną wodą
  • patelnię grillową
  • pojemnik z indyczymi sznyclami w marynacie
  • słoiczek z żurawiną

jeśli do garnka nalejesz gorącej wody i przykryjesz go przykrywką, woda zaczyna wrzeć za parę chwil, wrzucasz torebkę ryżu, a najlepiej dwie, bo przecież uwielbiasz ryż i o sobie też pomyślisz, w czasie gdy ryż już się gotuje, rozgrzewasz patelnię, zamarynowane wczoraj sznycle z indyka kładziesz na patelni i obsmażasz po parę minut z każdej strony

ugotowany ryż wykładasz na talerz, układasz na nim dwa zgrillowane kawałki indyka i obficie dekorujesz żurawiną, którą Twoje dziecko lubi...

in2

podajesz i obserwujesz jak wszystko w trymiga znika z talerza, masz dumną minę, choć wcale tak bardzo się nie napracowałaś przy tym obiedzie...

in3

utopione w maśle..

no tak, własnie tak - niezdrowo, tłusto, słodko - wiem, no i co z tego....

tak lubię i już.. dużo masła, dużo cukru...na naleśnikach z serem....

na1

przepis:

  • mleko 1/2 szkl 
  • woda 1 szkl
  • mąka, hmm trudno powiedzieć ile - na oko, do osiągnięcia odpowiedniej gęstości ciasta
  • cukier (odrobina do ciasta, sporo na potem - do słodkich naleśników)
  • sól (odrobina - do naleśników mięsnych lub warzywnych)
  • jaja 2 szt (całe)
  • olej i kawałek piętki chleba lub kawałek słoniny
  • nadzienie: twaróg, śmietana, cukier, cynamon lub serek homogenizowany

na2

do naczynia wbić jaja, dodać mleko i roztrzepać widelcem, dodać wodę, cukier (ew.sól) rozmieszać energicznie (lub użyć robota, ale komu będzie się chciało wyciągać z szafki cały ten sprzęt?) /ja przelewam przez sitko/

12

34

następnie dodawać mąkę i mieszać, mąki dodać tyle, aby ciasto miało konsystencję gęstej śmietany (jak się sypnie więcej, zawsze można dolać nieco wody)

rozgrzną patelnię posmarować odrobiną oleju - ja to robię tak, że na widelec nadziewam piętkę chleba, maczam ją w oleju i smaruję patelnię, albo robię to kawałkiem naciętej słoniny, nadzianej na widelcu

nalewam małą łyżkę wazową ciasta na patelnię, przechylając patelnię rozlewam ciasto po całej powierzchni, smażę chwilę po obu stronach - pierwszy naleśnik zawsze, ale to zawsze mi się psuje i ląduje natychmiast w brzuchu u kucharza

naleśniki obracam dłońmi, nie używam widelca ani nie podrzucam do góry, bo nie potrafię..

twaróg mieszam ze śmietaną, cukrem i szczyptą cynamonu, po nałożeniu sera na naleśniki składam je w trójkąty (chusteczki) lub zwijam w ruloniki (kwestia nastroju)

jadamy odsmażane na maśle, a właściwie utopione w maśle z dużą ilością cukru, odrobiną śmietany a czasami polane jogurtem owocowym

na3

moje naleśniki są zwykle mocno przysmażone, bo lubię chrupiące brzegi...

na4

wietrzna jest ta noc...

za oknami noc i wieje wiatr....silny wiatr...

szukałam w płytach płyty Chrisa Botti...i diabeł ogonem nakrył.... nie znalazłam...


pomogło youtube...

środa, 06 kwietnia 2011
niewiadoma...

wyszedł mi taki oto iks.... właściwie nie taki iks..i nie taki niewiadomy, bo wiadomy - podwawelski nomen omen, podobno, z nazwy, bo czy z pochodzenia?

pw1

czy kiełbasa podwawelska pochodzi spod wzgórz Wawelu? wątpię, odwiedzałam dzisiaj strony allegro i tam smaków kiełbasianych do woli: smak kiełbasy rzeszowskiej, krakowskiej, szynkowej a i podwawelska też była... sam smak, 3 zł za sztukę... he, był nawet smak krakowskiej podsuszanej...brr...

mnie za to w całym mieszkaniu pachnie smażoną podwawelską, nie pomogło wietrzenie mieszkania...

smak był,  powiedzmy, całkiem znośny... tylko Nuśka się smakiem obeszła, bo nie dostała ani kawałka..

pw2

tak czy inaczej niewiadoma niewiadomą pozostaje, podwawelska czy podwarszawska, a może podsuwalska czy też podgdańska? czy ważne, jak nazywa się kiełbasa?

na językach... oraz obyczajowo miłośnie..

na językach....hmm...

pierwszy kontakt z językiem obcym miałam chyba w przedszkolu, jak już wcześniej wspominałam, moja starsza siostra Jola uczyła mnie literek na rosyjskim pisemku dla dzieci "Wiesiołyje Kartinki"

nieskromnie napiszę, że język ten dość łatwo przyswajałam i do liceum posługiwałam się nim całkiem nieźle, zdarzało się nawet, że poprawiałam koleżankom z klasy kartkówki z rosyjskiego, które leżały na biurku u profesora Szymanka (ja siedziałam w pierwszej ławce) w czasie, gdy on chodził po klasie.. w podstawówce za dawanie prac do ściągania dostawałam dwóje, a dzieciaki, które ode mnie odpisywały dostawały piątki :(  tak mnie nauczycielka karała...

angielskiego zaczęłam uczyć się dobre 20-ścia lat temu z kawałkiem, niemieckiego w liceum, a włoskiego z książek czysto amatorsko... skutek jest taki, że rosyjski pamiętam piąte przez dziesiąte, niemiecki dwudzieste przez trzydzieste, włoski to tylko carbonara i spagetti, a w angielskim do dzisiaj podpieram się tłumaczem w komputerze :)

bo tak to się dzieje, jak człowiek....nie używa... a nie używając, zapomina...

ku przypomnieniu, ku nauce, ku pamięci niech się święci sięgnęłam po te książki:

ks1

autorkę uwielbiam za całokształt, za osobowość, za wiedzę, za doświadczenia podróżnicze i za uśmiech na twarzy...

czy przemówi do mnie w tych książkach i czy do mnie dotrze, to się okaże.. póki co, po przejrzeniu zawartości - jestem na 'tak', 'biorę to'....

a w czasie, w którym nie będę myślała, po co sięgnęłam za książki językowe, przeniosę się w świat 'literatury kobiecej', którą lubię i przy której się relaksuję... a na "Poziomkę" czekałam i czekałam... no i jest....

ks2

tylko kiedy, kiedy ja znajdę na to wszystko czas....?

niedziela, 03 kwietnia 2011
fasolka bretońska z Wawelem w tle..

fasolka po bretońsku raz! ileż razy można było usłyszeć panią zza okienka w powszechnych kiedyś barach mlecznych i wszelkich budkach z jedzeniem na mieście.. sztandarowe danie we wszelkich barach i knajpach do dzisiaj..

i nie wiem czemu, ale fasolka po bretońsku, ta knajpiana, źle mi się kojarzy..  że taka odgrzewana sprzed trzech dni, albo ze starą kiełbasą, albo że zawiera coś nie pierwszej świeżości.... ale może to niesprawiedliwe w odniesieniu do miejsc, gdzie klientów się szanuje, a kucharz ma serce i gotuje z sercem i....sumieniem...

pierwszą swoją fasolkę po bretońsku, w sosie mocno pomidorowym, z bułką, jadłam z Tatą w jakimś małym barku przy Wawelu, podczas odwiedzin u Babci Stasi.. pokazał mi wtedy Wawel po raz pierwszy...to były lata osiemdziesiąte..

po raz drugi na Wawelu byliśmy już z Mamą, a potem na Wawelu już nigdy więcej nie byłam...

waw

chciałabym tam jeszcze kiedyś pojechać, już jako dorosła osoba i zobaczyć to, co wówczas pominęłam, bo myśli zajęte były nastoletnimi problemami..

a fasolka?

fa1

przepis:

  • fasola (drobna) ok 1/2 kg lub 'na oko'
  • 1/2 cebuli
  • kiełbasa 'cienka' - taka, jaka jest akurat w lodówce
  • boczek wędzony lub parzony, parę plastrów
  • żeberko lub kawałek wieprzowego lub wołowego mięsa
  • marchew 1-2 szt średnie lub trochę mrożonej
  • przyprawy: sól, pieprz czarny i ziołowy, listek laurowy, majeranek, maggi, kostka rosołowa wołowa lub cielęca Knorra (sztuczny smak, ale w fasolce lubię i musi być), papryka słodka
  • olej 3-4 łyżki
  • koncentrat pomidorowy (opcjonalnie)

fasolę opłukać i namoczyć np na całą noc,  do garnka wlewam olej, dodaję pokrojoną w piórka cebulę, pokrojoną w plastry lub kostkę kiełbasę, boczek, dodaję marchewkę i przyprawy..  wszystkie składniki przesmażam do zarumienienia

fa2

potem dodaję fasolę i uzupełniam wodę..

fa4

fasolę gotuję do miękkości, czasem godzinę czasem dłużej.. najczęściej nie dodaję koncentratu, ale opcjonalnie dla odmiany robię fasolę w sosie pomidorowym - gdy jest wg mnie za rzadka, rozgniatam kilkanaście ziaren fasoli, aby ją zagęścić...

fa5

lubię dmuchać na gorące ziarna fasoli na łyżce i patrzeć jak pękająca skórka zawija się śmiesznie do góry odkrywając fasolowy miąższ..

zabaweczka..

mam! hurra! mam, mam, mam! i cieszę się jak dziecko!

mam, wreszcie - po tylu latach (nie wiem, dlaczego tak długo to trwało?) mam w domu zabaweczkę do ziemniaków... od bardzo, bardzo dawna marzyłam o tej wyciskarce...

na początku nie mogłam znaleźć takiej w sklapach, a dzisiaj, w uwielbianej przeze mnie Ikei, była i wpadła w moje ręce...

za każdym razem, gdy widziałam w tv, w programach kulinarnych, jak ktoś jej używa, to mnie z zazdrości ściskało... a teraz już ściskać nie będzie... i teraz to ja  będę ściskać nią ziemniaki...

wy

dziękuję Ci Kochanie za ten cudowny prezent!  :)

sobota, 02 kwietnia 2011
bo kobiety lubią słodko...

chodzi za Tobą od jakiegoś czasu... wiesz to, czujesz... chodzi i chodzi... nie wiesz jeszcze co to dokładnie jest, ale łazi za Tobą, snuje się wszędzie i wchodzi w myśli tak, że spokoju nie daje... próbujesz zająć myśli książką, gazetą albo telewizją... i nawet kawa w filiżance nie jest w stanie Ci pomóc, bo...to chodzi i chodzi za Tobą....

w końcu przegrywasz tę ciuciubabkę, wstajesz i idziesz do kuchni, sięgasz po patelnię i już wiesz, że przepadłaś z kretesem...

pla1

przepis:

  • 2 jajka
  • 1/2 kubeczka śmietany 18% (brr...)
  • 3 płaskie łyżki cukru
  • kilka łyżek mąki
  • chlust gazowanej wody mineralnej
  • olej
  • 1/2 kubeczka śmietany (ta druga połówka) i cynamon

do naczynia wbić całe jajka, dodać cukier i śmietanę, roztrzepać widelcem, w międzyczasie wstawić na gaz patelnię z olejem, do masy dodawać po trochu mąkę i rozrabiać ciasto, mąki dodać tyle, aby ciasto nie było za gęste i nie za rzadkie, dolać odrobinę wody gazowanej

smażyć - te chodzące za nami cały dzień słodkie placki - po parę minut z każdej strony

pla2

a potem pomyśleć, ile kółek dookoła osiedla będziemy musiały przejść z psem, żeby zrzucić z bioder te kalorie...

 
1 , 2