czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
niedziela, 26 czerwca 2011
słodkie bułki i rogaliki z kruszonką....

że kobietą na diecie jestem - wiadomo...

że odchudzam się i odchudzam z różnymi skutkami - wiadomo....  no i że czasami słabostki mam, to też powszechnie wśród bliskich i znajomych - wiadomo....

1

dzisiaj taka słabostka mnie naszła... bo jestem 'taka mala, samotna i nikt mnie nie kocha'...  ba, bezrobotna od lipca jestem, póki co :(

od rana tak chodziły za mną te rogaliki, a właściwie zapach pieczonego drożdżowego ciasta tak za mną chodził...  biłam się z myślami, czy to ma być ciasto jedno wielkie, słodkie z kruszonką i owocami - czy też zrobić małe rogaliki, na kęs, noo..może dwa kęsy...

takie małe oszustwo, że jak małe rogaliki, to mniej kalorii w biodrach zostanie...  tak też i się stały, te bułeczki oczywiście....

2

pomyślałam też, że odkupię ciepłymi bułeczkami swoje 'przewinienia' w postaci spadających z mojego balkonu na ogródek sąsiadów piłek Nuśki i ostatnio porwanego przez silny wiatr parasola..

przepis:

  • 0,5 kg mąki pszennej
  • 20-30 g drożdży (tak pi razy drzwi)
  • ciepła woda ok 1/2 szkl
  • mleko ok 1/2 szk i mały chlust
  • cukier, hmm.. dałam 'na oko', ale może 1/2 szkl
  • masło 50g (też 'na oko')
  • żółtka 2 szt
  • sól 3 szczypty
  • 1 jajko do posmarowania bułeczek

kruszonka: masło 3-4 łyżki, cukier ok 1/2 szkl, mąki na oko - właściwie zawsze kruszonkę robię na oko, jeśli jest za dużo masła i kruszonka jest mokra, dodaję mąkę i uzupełniam cukier, bo kruszonkę lubię słodką, natomiast jeśli jest za sucha - dodaję masła

wszystkie suche składniki mieszam ze sobą, drożdże ścieram na drobnej tarce, żeby były dobrze 'pokruszone' i mieszam ponownie, wlewam mleko z rozbełtanymi żółtkami i mieszam, na koniec dodaję ciepłą wodę

wyrabiam ciasto łyżką i zostawiam przykryte ściereczką na płycie ceramicznej, która nagrzewa się lekko od nagrzewającego się piekarnika (zimą stawiam ciasto pod kaloryferem w łazience)

po ok 40 minutach mieszam wyrośnięte ciasto, dodaję jeszcze trochę mąki, wykładam na blat i zagniatam kilka minut

ciasto na rogaliki należy rozwałkować na ok 0,5 cm grubości i pokroić w trójkąty, zawijać od szerszego końca tak, aby 'czubek' rogalika wypadł na środku...

bułeczki kwadratowe robi się prościej, odkrajam gruby plaster z ciasta i kroję na cztery części, nic już z bułkami nie trzeba potem robić

ułożone na blachach smaruję rozmąconym jajkiem i posypuję kruszonką

piekłam ok 17 min w tem ok.175"C z termoobiegiem

 najadłam się tych ciepłych bułek, samych i z masłem, do zimnej kawy i czuję te drożdże w brzuchu, ale za to humor i nastrój jaki mam wspaniały :) a uśmiech? od ucha do ucha!

wniosek jest jeden: nie szczędźmy sobie małych przyjemności... :)

lane kluski...

lane kluski pojawiają się w mojej kuchni wówczas, gdy nie chce mi się gotować makaronu z paczki... nie mówię o zagniataniu domowego ciasta, bo to owszem i robię, rzadko, na święta lub aby zrobić przyjemność szczególnie bliskiej mi osobie....

patent na kluski z torebki przyjął się u mnie dlatego, że te lane tradycyjnie z kubka nie zawsze wyglądały jak kluski... czasem przybierały formę kaszki lub klucha...

te z torebki mają zazwyczaj jedną wielkość i wyglądają jak trzeba....

a przepis? jak świat światem wg przepisu mojej Mamy, na 1 jajo 2 łyżki mąki i to wszystko...

1

2

 

 

że Ally McBeal, świetnym filmem jest....

że Ally McBeal świetnym filmem jest, to chyba nikogo przekonywać do tego nie trzeba...

właśnie dzisiaj trafiłam w tv na ten odcinek i dzień rozpoczął się całkiem miło :)

chyba zrobię sobie maraton z Ally McBeal.... i butelką różowego wina....


sobota, 25 czerwca 2011
so, now we've got our independence..

żydowska penicylina...

od przeszło dwóch tygodni z kawałkiem nie mogę się pozbierać zdrowotnie, złapała mnie jakaś ch.....ra i trzyma już tyle czasu... bakteria to, czy wirus.... nie wiem... kaszlę i kaszlę... na początku miałam gorączkę, siódme albo dziesiąte poty, katarzę się do dzisiaj, a przez dwa dni nie mogłam mówić... potem szeptałam, a każde głośne mówienie skutkowało drapaniem w gardle i kłuciem... dzisiaj drapie mnie w płucach, kaszel jest mokry, ale tak silny, że muszę się ścian trzymać....

niefajne to, więc po takim czasie leczenia się Biseptolem, vit C i Teraflu czas najwyższy sięgnąć po tzw. żydowską penicylinę, czyli bulion z kurczaka, noo... rosół po prostu...

mam nadzieję, że dwa, trzy dni jedzenia rosołu non-stop postawi mnie wreszcie na nogi, a jak nie, to mam w odwecie jeszcze parę główek czosnku....

w ostateczności udam się do lekarza, bo to ostatnia deska ratunku... jeśli lekarza można nazwać deską....

1

spacerkiem po...

kilka przyrodniczych ciekawostek ze spaceru....

nie wiem jak nazywa się krzak, który ma piękne białe kiście, czy to perukowiec może? albo drzewo, którego kwiatostany to takie wrzosowe puchate parasole?

tak czy inaczej spacery o tej porze roku są miłe oczom...

1234578910111413

rumianek polny...

rumianek polny na łąkach rośnie dziko, trawniki miejskie zarastając i ku uciesze mojej w wazonie na stole stojąc oczy raduje widokiem swym...

a to tylko jeden spacer z psem... psica biegała z nosem w trawie, a zerwałam trochę kwiecia do wazonu...

1


kieszonki schabowe z brzoskwinią w owocowym sosie..

moje ostatnie zakupy obfitowały w porcjowany schab (paczka 6 szt 6,75 pln, Lidl), to też mogę uskutecznić kolejną wariację na temat wieprzowiny..

dziecię moje wraz z miłością swą moczą stopy w morzu, w Łebie, a ja ten wolny czas mogę poświęcić na dogadzanie sobie smakami, które niekoniecznie przyjmują się na innych podniebieniach...

1

tak więc tym razem będzie to schab z brzoskwinią, w słodkim sosie...

przepis:

  • schab, kotlety 6 szt
  • brzoskwinie 3 szt
  • cebula 1 szt
  • powidła śliwkowe 2 łyżki, żurawina do mięs (galaretka) 4 łyżki, dżem malinowy 2 łyżki
  • sól, pieprz czarny i kolorowy, olej
  • ryż 1 torebka

mięso rozbić na cienkie kotlety, w każdy zawinąć po dwa kawałki brzoskwiń

23

kieszonki spiąć wykałaczkami i obsmażyć na odrobinie oleju, do ścięcia mięsa tak, aby potem nie przepuściło ze środka sosu z brzoskwini..

45

w rondelku przesmażyć drobno posiekaną cebulę i dodać pokrojone w kostkę brzoskwinie, następnie dodać powidła, galaretkę i dżem, podlać wodą i podgotować parę minut

67

obsmażone kieszonki dodać do gotującego się sosu i dusić przez ok 20-30 min

pod koniec gotowania wyjmuję mięso z sosu, a sos miksuję na gładką emulsję

podaję z gotowanym ryżem..

słodko-kwaśny sos smakuje wybornie z mięsem nadzianym brzoskwiniami, ale oczywiście trzeba być amatorem takich smaków...

czwartek, 23 czerwca 2011
wieczór filmowy...

nie pamiętam już, czy wspominałam wcześniej, że urządzam sobie czasami wieczory lub niekoniecznie wieczory filmowe... czasami to jest tydzień seansów filmowych, a poświęcam je jednej aktorce lub aktorowi..

wybieram sobie filmografię danej aktorki/aktora i oglądam z nimi filmy, te które uda mi się 'zdobyć'...

oglądałam już wiele ciekawych filmów, był seans z Susan Sarandon, Vanessą Redgrave, Sanrą Bullock, Meg Ryan, Julią Roberts, Meryl Streep, Judy Foster, Michelle Pfeiffer, Julianne Moore a z panów: Colin Firth, Jack Nicholson, Jeremy Irons, Harrison Ford, Tom Hanks, Hugh Grant i wielu innych...

dzisiejszy i jutrzejszy dzień będzie pod znakiem filmów z aktorką Kristin Scott Thomas, którą najbardziej pamiętam z filmu 'Zagubione serca'..

qq

foto: internet

bardzo żałuję, że nie są osiągalne, póki co, francuskie filmy z jej udziałem, widać nie są 'w modzie' i polskie kina filmy europejskie traktują raczej po macoszemu...

http://www.filmweb.pl/person/Kristin+Scott+Thomas-279

duszone roladki na cebuli..

zachciało mi się duszonej cebuli i schabu... ale chciałam tak inaczej, nie jak zwykle - więc wymyśliłam sobie schabowe roladki..

2

danie robiło się bardzo szybko i smakowało tak, jak smakować miało...

przepis:

  • schab bez kości 6 szt
  • cebula 3 szt
  • ziemniaki 2 szt
  • sól, pieprz ziołowy, czarny, papryka słodka, koperek
  • olej

kotlety rozbiłam dość cienko w torebce foliowej (i ściany czyste i tłuczek) :), oprószyłam solą i pieprzem, po czym zawinęłam dość ścisło i obsmażyłam na oleju, aby się ścisnęły jeszcze bardziej..

12

34

na oleju po roladkach usmażyłam cebulę z przyprawami, podlałam ją obficie wodą i poddusiłam dodając do niej roladki, całość dusiła się może przez około 20 min, w czasie, w którym ugotowały się ziemniaki

56

ziemniaki podałam pokrojone w ćwiartki i posypane świeżym koperkiem, a roladki pokroiłam w grube plastry i ułożyłam na kopczyku z duszonej cebuli...

1

kusiło mnie jeszcze mleko zsiadłe do tego, ale zdrowy rozsądek nie pozwolił mi na taki eksperyment... :)

kotlet ziemniaczano-mięsny na młodej kapuście..

przyszło mi do głowy połączyć mięso mielone z gotowanymi ziemniakami i wyszły z tego kotleciki bardziej ziemniaczane niż mięsne, miałam je zawinąć w kapustę a'la gołąbki, ale szybciej było poszatkować kapustę i ją udusić...

1

tak więc mięso mielone przyprawione do tradycyjnych kotletów mielonych zmieszałam z gotowanymi ziemniakami, obtoczyłam w jajku i bułce i obsmażyłam z dwóch stron na rumiano

kapustę poszatkowałam i wrzuciłam do garnka, w którym uprzednio podsmażyłam garść boczku pokrojonego w kostkę, dodałam trochę koperku..

kapusta udusiła się dość szybko, wyłożyłam na nią kotleciki i obiad gotowy..

środa, 15 czerwca 2011
...by your side...

...

you think i'd leave your side baby
you know me better than that
you think i'd leave you down when you're down on your knees
i wouldn't do that
i'll tell you you're right when you want
ha ah ah ah ah ah

and if only you could see into me
...

był sobie raz...pająk.....

nie lubię pająków, brrr... i tych małych, i tych wielkich.. żadnych!

w nocy uwił sobie całkiem niemałą sieć pomiędzy lusterkiem samochodowym a drzwiami... nie zauważyłam go rano, jak wsiadałam do samochodu...

moją uwagę przyciągnęły srebrne nitki tej pajęczyny poddające się sile powietrza i mieniące się srebrzyście w promieniach porannego słońca.... jakie mocne - pomyślałam...

po zaparkowaniu zerwałam pajęczynę, o nie... nie będę wozić pasażera na gapę, w dodatku mocno niepożądanego.... i tak też zostawiłam samochód na dobre dziesięć godzin...

wieczorem wsiadając do samochodu znowu nie zwróciłam uwagi na lusterko i dostrzegłam tę pajęczynę dopiero w trakcie jazdy....

zaskoczona pracowitością tego małego stworzenia... małego, bo tym razem siedział bezczelnie w samym środku swojego dzieła, podziwiałam ten cud natury... znaczy - pajęczą sieć, nie pająka..

ujął mnie tą swoją wytrwałością i walką o byt na moim samochodzie... i tak dojechaliśmy do domu...

pająk przeżył, ale dostał eksmisję na krzak berberysu przy parkingu i w myślach powiedziałam mu, żeby się ode mnie odczepił raz na zawsze, bo kumplami to my napewno nie zostaniemy...

drżę na myśl o pajęczych dzieciach, które mogły zostać same wewnątrz lusterka... jeśli nie daj Boże tak się faktycznie stało, to muszę czym prędzej poddać samochód mokremu prysznicowi, żeby się nie rozlazły po całym samochodzie, brrr...

i tak oto był sobie raz pająk....

pająki podobno szczęście przynoszą, a ja czekam z niecierpliwością kiedy moja zła karma się odwróci....

tfu! tfu! na psa urok :)

---

jestem chora już od piątku... boli mnie gardło, głowa, smarkam i prycham... męczy mnie kaszel i ledwo, ledwo mówię... po Teraflu powieki mi się same zamykają, a spać nie mogę, bo nos zapchany, a gardło się wysusza i tak w kółko Macieju...

może się czosnku najeść? :) hu..hu....

sobota, 11 czerwca 2011
Dżony mielony....

od kilku dni trafiam w tv na reklamę warzyw, tę od ratatuj, dzieciaków  chowających warzywa w kanapie i Dżonego mielonego...

a że dzisiaj miał być kolejny szybki obiad, to do wyboru był albo tradycyjny schabowy albo Dżony... :)

wybór padł na mielonego...

1

ziemniaki do wody, ogórki wyskakują ze skóry, pomidor z cebulą w kostkę i do miseczki...

w czasie robienia surówki, smażą się kotlety i dochodzą ziemniaki, sok z kostką lodu do popicia..

a tak na marginesie: syndrom hiszpańskiej ecoli spowodował spadek cen świeżych ogórków, dzisiaj w sklepie za 1 kg ogórków chcieli 1,45 zł/kg i  za dwa wielkie ogórki zapłaciłam 0,99 zł (na etykiecie napisane było, że polskie)

tak sobie myślę, że może spróbować nadziewanych? tak, jak robi się cukinię lub bakłażana... to może być ciekawe...

wtorek, 07 czerwca 2011
...niekulinarnie tak...

nie będzie o kulinariach... nie tym razem... a i o książkach także nie...

będzie mała przerwa w kucharzeniu, bo co innego moją głowę ostatnio zajmuje i czas prawie cały...

nie mam czasu na zakupy, na zamianę ich w soczyste pieczenie czy też sosiaste gulasze, nie mam czasu na lepienie pierogów czy też na kładzenie klusek... a o deserach to już zupełnie nie pamiętam...

ot, prozaiczne poddanie się wymogom chwili.... a te wymogi, to nic innego, tylko szukanie pracy..

tak, tak... jestem do wzięcia, jako fajny pracownik jestem do wzięcia... :)

zamiast deserów jadamy owoce, bo szybciej... obiady? teraz, gdy jest tak upalnie, to jedzenie ciepłego obiadu niekoniecznie jest przez nas pożądane... więc kanapka, sałatka, coś w tym stylu..

zamiast książek czytuję ogłoszenia o pracę i potrafię tak do 1-szej w nocy... cóż za monotonna lektura.... książki na półkach czekają, rośnie stosik nieprzeczytanych miesięczników i tygodników.. czasami dla relaksu rozwiążę ze dwie krzyżówki, żeby rozruszać szare komórki...

no dobra... przyznam się - dzisiaj kupiłam fasolkę szparagową, więc w niedalekiej przyszłości zjemy ją tradycyjnie z bułką tartą...

jutro znowu mam wykłady i będę w domu na 22gą, więc może w Królewski Czwartek? pewnie tak....

a co do pracy, to szukam, szukam... wciąż szukam...  biuro, administracja, finanse, kadry, zakupy...

a może zagram jednak w totolotka :) i otworzę sobie kwiaciarnię w kawiarni.... :)

bo...marzenia się spełniają? :)

tfu! tfu! odpukać tę złą karmę, która łazi za mną od grudnia...