czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
środa, 28 września 2011
nikt nie widział...nikt nie słyszał....

jak to możliwe, że codziennie ginie w Polsce troje dzieci...? jak to możliwe, że ludzie wychodzą do sklepu, pracy, na spotkanie czy do szkoły i przepadają bez wieści na długie lata lub na...zawsze....?

jak to możliwe, że życie trwa nadal, świat się kręci a życie tych zaginionych osób i ich rodzin spowija nagle wielka czarna dziura? i w końcu dlaczego dzieje się tak, że najczęściej to człowiek odbiera życie drugiemu człowiekowi....

a co dzieje się z tymi, których nigdy nie odnaleziono? jak to możliwe, że człowiek przepada i....już....? nie ma u nas trójkąta bermudzkiego czy kraterów wulkanicznych...

dla mnie to wciąż pozostaje niepojęte i chyba nigdy, nigdy nie będę potrafiła zrozumieć tego dziwnego zjawiska....

nawiązałam do tego tematu, ponieważ jestem świeżo po lekturze książki Małgorzaty Wardy "..nikt nie widział, nikt nie słyszał.." - która opowiada historię zaginionej dziewczynki z perspektyw różnych osób... - bardzo wciągająca lektura, zdecydowanie polecam jak i inne książki tej autorki..

1

 

drugą książką, którą też mogę polecić, chociaż nie tak, jak pozostałe - to książka "Biała Maria" autorstwa Hanny Krall - nawet nie pokuszę się o recenzję czy uwagi, bo dla mnie Hanna Krall to królowa dokumentu i wspomnień tak bardzo istotnego okresu dla Polaków i Żydów, jestem autorce wdzięczna, że potrafi prawie namacalnie przybliżyć nam życie i ludzi z tamtych czasów, nawet zaczepiając o czasy współczesne i żyjących świadków tamtych wydarzeń..

2

czy Wy też zaglądacie pod obwoluty książek? :) bo ja zaglądam... dlatego tym razem dwie fotki tej samej książki - właściwie obwoluty i okładki :)

na koniec zostawiłam książkę autora Ferenca Mate...który uwiódł mnie "Wzgórzami Toskanii" a rozczarował niestety odrobinę "Mądrością Toskanii" - to moje rozczarowanie dotyczyło tego, że autor wplatał w książkę o Toskanii wątki amerykańskie ze swojego życia, co zupełnie mnie rozbijało, bo przeszkadzało w smakowaniu wiadomości o toskańskim dniu codziennym, przeszkadzało w marzeniach, odczuwaniu włoskiego słońca i projekcji tamtejszych obrazów... w momencie , gdy prawie czułam zapachy z opisywanych stołów, musiałam przenosić się nagle do głośnych amerykańskich miast i to działało na moją wyobraźnię jak zimny prysznic... a kto lubi zimne prysznice, na jesieni w dodatku? :) poza tymi wątkami, książka jak najbardziej ciekawa, przynajmniej dla mnie... bo ja mogę i mogę i mogę tak czytać o Toskanii do emerytury... :)

3

sobota, 24 września 2011
murzynek..

czekoladowe ciasto na babskie smuteczki i na radostki małe...

1

przepis:

  • gorąca woda 1/2 szkl
  • margaryna 250g ( 1 kostka )
  • mąka 2 szkl
  • cukier 1,5 szkl
  • jaja 4 szt
  • proszek do pieczenia 1 łyżeczka
  • kakao 4 czubate łyżki
  • czekolada gorzka 100g 1 tabliczka

2

wodę, margarynę, cukier oraz połamaną na kostki czekoladę rozpuścić, podgrzać na kuchence, ostudzić

następnie z białek jaj ubić pianę z odrobiną cukru i soli oraz utrzeć żółtka z dwiema łyżeczkami cukru

do masy czekoladowej dodać mąkę, żółtka, proszek do pieczenia oraz pianę z białek

ciasto piec w temperaturze 180"C przez ok 50 minut, następnie lekko ostudzone ciasto udekorować rozpuszczoną gorzką czekoladą

3

love story...

sobotni wieczór....

za oknami ciemno...chłodno i jesiennie....kolorowe liście w ostatnich swoich tanecznych ruchach coraz częściej spadają na ziemię a trawniki z zielonych, robią się kolorowymi kobiercami....

z radiowych głośników sączą się dzisiaj nostalgiczne, liryczne piosenki... słucham radia "Chilli Zet", które gra dzisiaj tak miło, relaksacyjnie, miłośnie wręcz... ot, choćby Shirley Bassey....

po mieszkaniu rozchodzi się zapach żywcem zaczerpnięty z okolic Parku Skaryszewskiego :)  tak, tak...to zapach rozgrzanej czekolady z pobliskiego Wedla... kiedyś często tamtędy jeździłam i ten smakowity zapach wdzierał się w nozdrza i drażnił ślinianki niemożliwie...

dzisiaj Wedla mam u siebie, bo piekę murzynka, bardzo domowe ciasto, w sam raz na taki samotny sobotni wieczór... takie moje czekoladowe love story... bo tak się czasem to życie układa, że na troski czekolada....

....

zbyt wiele szczęścia.....

mile zaskoczyła mnie ta książka... autorki - Alice Munro - nie znałam wcześniej, nie czytałam..

nie potrafię pisać recenzji, więc nie będę się rozpisywać - dla książkomaniaków zdecydowanie polecam, dobrze się czyta, jest czas, aby trochę pomyśleć nad życiem...

tak, to dobra książka...tak inna od tych, które ostatnio czytałam...

1

 

kolory jesieni...na talerzu....

to dość szybkie danie, takie na już, dla jednej osoby, bez specjalnych modlitw w kuchni i z tego, co tam w lodówce jest....

został mi makaron (namiętnie uwielbiany przeze mnie, a ostatnio często gotuję penne), zostało trochę fasolki szparagowej (jeszcze została mi spora garść), wzięłam trochę kurek (z reszty zrobię zupę) i kawałek kabanosa niewielki... do tego dwa ząbki czosnku, różyczka kalafiora...

warzywa z przyprawami przesmażyłam na oleju, na koniec wymieszałam z makaronem i już...

1

byłam tak głodna, że zjadłam 'ekspozycję' przed zrobieniem zdjęcia :) więc efekt finalny zostawiam....wyobraźni....

ale prawda, że kolory jesieni?

szynka w sosie...

kilka dni temu kupiłam kawałek dorodnej szynki i przypomniało mi się, że dawniej dość często w domu Rodziców,  mięso 'obiadowe' miało właśnie postać takich duszonych kawałków... do tego ziemniaki tradycyjne i marchewka na ciepło, w kostce, lekko tłuczona tłuczkiem do ziemniakó lub buraczki na słodko..

tak więc zrobiłam sobie powrót do dzieciństwa, z małym wyjątkiem, za surówkę robił słoiczkowy gotowiec...

będzie bez szczegółowego przepisu, bo to żadne tam takie trudne... ot, powtarzalne jak większość moich duszonych mięs... tłuszcz, cebula, przyprawy, mięso a potem woda i ciut mąki do zagęszczenia...

1

ta wielka porcja, to porcja dla syna...

koszt szynki: 12,20 zł/1,20 kg - na duszenie wzięłam 3/5 kawałka, z reszty 2/5zrobiłam gulasz z papryką.. koszt porcji mięsa ok 2,45 zł bez ziemniaków i surówki

poniedziałek, 19 września 2011
papardelle & strogonoff..

papardelle brzmi o wiele bardziej ciekawiej niż wstęgi, no bo przecież nie wstążki... a strogonoff, czy strogonov, stroganoff, lepiej niż gulasz wołowy z pieczarkami w sosie pomidorowym, czyż nie...? :) niemniej, czy to są wstążki, wstęgi czy papardelki - to smakują jednakowoż... :) no, ale....

1

przepis na strogonoffa już kiedyś był, a ten tu, to jak mawia J 'zamrożka' :), wyjęty z zamrażalnika i bezczelnie odgrzany w czasie, gdy przeglądałam, jak zwykle, poniedziałkową gazetę "Praca"...

makaron papardelle marki totalnie polskiej ( po włoskie makarony do Piotra&Pawła nie szybko się wybiorę ) ugotowałam w czasie, który podany był na opakowaniu tj 8 minut...

2

jedyny luksus na jaki sobie dzisiaj pozwoliłam, to sięgnięcie po głęboko schowany talerz, jeden z 3-ch, jaki mi został po mojej Mamie... (nie używam na codzień, abym dłużej tę pamiątkę zachowała)

3

ot, pomarańczowy gulasz na pomarańczowym talerzu w pomarańczowym, jesiennym zachodzie słońca skonsumowany i popity pomarańczowym sokiem jabłkowym ;)

tak mi jakoś pomarańczowo-radośnie dzisiaj jest... :)

niedziela, 18 września 2011
niedzielnie niekulinarnie...

zaczął się wrzesień, zaczęła się jesień (no prawie) i zaczął się sezon dla mojego syna....

robiąc wpis o chlebie, pomyślałam sobie, że przecież logicznym jest, że po chleb na poniedziałkowe kanapki może wybrać się do sklepu sam zainteresowany... no otóż nie bardzo...

bo zajętym bywa w niedziele... a czym? a to widać na załączonych fotografiach...

1

2

4

no dobra, niech będzie, że się chwalę...no chwalę się i co z tego? :)

ps' szukamy sponsorów na przyszły sezon - czerwiec/sierpień 2012 - licencja kierowcy rajdowego już jest, brakuje tylko szerokich gestów sponsorskich, aby mógł przesiąść się na samochody innej kategorii wyścigów (vide fotki z jego pokoju)... jedna runda to koszt ok 4.000,oo zł - rund będzie dwie..

chleb..

kiedy przychodzi niedziela, która chcąc nie chcąc przynosi ze sobą wizję poniedziałkowego poranka, wcześniejszego wstania i zrobienia synowi kanapek do pracy ( ja jemu kanapki, a on za mnie na spacer z psem - więc to tzw transakcja wiązana ), to zawsze w niedzielę sprawdzam stan posiadanego pieczywa..

raczej nie dopuszczam do tego, żeby pieczywa zabrakło.. żeby czegokolwiek zabrakło, chociaż teraz, gdy nie pracuję i każdą złotówkę, zanim ją wydam, obrócę w palcach dwa razy, jak to mówią - to staram się, aby gromadzone przeze mnie zapasy były kontrolowane i bardzo, bardzo przemyślane..

wybranie się w niedzielę do sklepu skutkuje zazwyczaj większą wyprawą do któregoś z pobliskich marketów, bowiem ceny pieczywa (i nie tylko pieczywa) są w moim osiedlowym sklepie brane chyba z kosmosu...

ale czy konieczna jest wyprawa w tłum ludzi, aby kupić jeden chleb? czy warto palić benzynę, tracić czas, szukać miejsca na zajętym parkingu, aby potem stać w kolejce do kasy i w korku wyjazdowym stać przed światłami kilkanaście minut? eeee, tam...

i drożdże (o zakwas postaram się może wkrótce) i mąkę zawsze mam w domu, sól, cukier też - więc...? a więc... :)

1

przepis:

  • mąka pszenna 500 1/2 kg
  • drożdże świeże ok 20-25g
  • woda 2 szklanki
  • cukier 1 łyżka
  • sól 1 łyżka
  • słonecznik 2 garści
  • płatki owsiane 8 łyżek

mąkę, sól, część cukru, słonecznik i płatki wymieszać - dodać rozpuszczone w odrobinie ciepłej wody z cukrem drożdże i wyrobić robotem przez parę minut dodając resztę wody..

odstawić do wyrośnięcia na ok 20-30 min po czym ponownie wyrobić, przełożyć do foremek, odstawić w ciepłe miejsce jeszcze na parę minut, posypać na wierzchu ziarnami lub płatkami..

2

3

piekłam w temp 200"C ok 50 minut...

koszt całości tak cirka about 1,20 zł, wyszły mi dwa średnie chlebki

5

piątek, 16 września 2011
w piątki nie poszczę..

w piątki nie poszczę...

ani w środy popielcowe, soboty wielkanocne i w żadne inne dni narzucone przez innych dla innych... wyjątek stanowi jedynie Wigilia, w którą post jest dla mnie tradycją, nie ideologią..

sama wyznaczam sobie dni, w które opycham się tłustym mięsem lub rybami, a kiedy jem placki ziemniaczane czy same jarzyny...  niemniej ludzie w większości przypisali sobie rybę do piątku i w wielu domach tak właśnie się jada...

u mnie ryby nie było dawno, bo patelnia, bo śmierdzi smażeniną potem cały dzień i takie tam bla..bla... no ale się moja zamrażalnikowa ryba doczekała w końcu...

1

przepis:

  • mintaj mrożony ok 1/2 kg ( 4,00 zł )
  • jaja 2 szt ( 0,80 zł )
  • mąka 8 łyżek ( 0,20 zł )
  • przyprawy: sól, pieprz, przyprawa do ryb, koperek
  • olej 3-4 łyżki ( 0,20 zł )
  • ziemniaki 1/2 kg ( 0,40 zł )
  • fasola szparagowa ok 20-30 dkg ( 1,30 zł )

rozmrażam rybę, pozbawiam zbędnej wody zamienionej w lód, solę i doprawiam przyprawami..

2

rozkłócone jajka mieszam z przyprawami i mąką, rozgrzewam olej i smażę obtoczoną w cieście rybę przez kilka minut... w międzyczasie gotuję ziemniaki i fasolę, co maksymalnie trwa ok 30 min i obiad gotowy..

3

koszt całości: ok. 6,90 zł/ wyszły 3 porcje po ok. 2.30 zł

środa, 14 września 2011
danie jednopatelniowe...

tak, jak bywają dania jednogarnkowe, tak u mnie pojawiło się danie jednopatelniowe, no nie inaczej...

mogłoby wprawdzie pretendować do 'dania z resztek', gdyż makaron jest z poprzedniego dnia, no ale cała reszta nie... :)

1

jak zwał, tak zwał, to po prostu makaron penne z warzywami i wiejską kiełbasą.. czasami dodaję do takiego makaronu jajka, ale tym razem miało być i lżej i szybciej..

przepis:

  • makaron penne 1/2 op  ( 1,50 zł )
  • papryka czerwona 1 szt ( 0,70 zł )
  • papryka biała 1 szt ( 0,30 zł )
  • pomidor 1 szt ( 0,20 zł )
  • kiełbasa wiejska ok 15 cm ( 1,20 zl )
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, łyżka oleju aromatyzowanego (wł)

na rozgrzanym oleju przesmażyć ugotowany makaron, pokrojoną na plasterki kiełbasę oraz papryki i pomidor, doprawić do smaku i smażyć parę minut..

2

3

koszt całości: 3,90 zł/ 2 porcje po 1.95 zł każda

niedziela, 11 września 2011
rabo de toro.... ogon wołowy...

w oryginale rabo de toro, to ogon z byka, który poległ w corridzie... to w Hiszpanii, a tutaj w Polsce, w Warszawie krowi ogon zdobywa się w supermarketowej chłodni w dziale 'wołowina'...

tak naprawdę nigdy nie zastanawiałam się, skąd się bierze mięso w sklepowych chłodniach - gdybym się nad tym dłużej zatrzymała, to nie wiem jakby się to skończyło, łakomstwo moje dotyczące mięs wszelkich wzięło jednak górę i staram się nie myśleć o tym, w jaki sposób jest ono pozyskiwane...

mięso z ogona jest bardzo smaczne i delikatne.. zanim zabrałam się do obróbki, poszukałam oryginalnych przepisów tej potrawy na stronach hiszpańskich pasjonatek kuchni domowej, niemniej i tak trzymałam się mojej własnej wersji autorskiej... nie dodałam czosnku i pomidorów, ani czerwonego wina... (bo miałam otwarte białe...)  :)

1

przepis:

  • ogony wołowe ok 0.80 kg ( 8,20 zł )
  • cebula 2 szt  ( 0, 50 zł )
  • marchew 2 szt duże ( 0, 50 zł )
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, ziołowy, zioła włoskie, liść laurowy, rozmaryn
  • margaryna ok 40g ( 0,30 zł )
  • białe wino wytrawne (chlust od serca) ( 3,00 zł )
  • makaron penne 1/2 opak. (1,50 zł )

cebulę pokroiłam w dość grubą kostkę i przesmażyłam w rondelku na tłuszczu, dodałam kawałki ogona i obsmażyłam przez chwilę, dodałam przyprawy, pokrojoną w plastry marchew i dolałam wino, chwilę to wszystko popyrkotało, po czym dolałam trochę wody i dusiłam do miękkości mięsa..

2

3

jest to, wbrew pozorom jedno z droższych dań - kobiecie wystarczy jeden kawałek, no może dwa, ale rosły facet zjadłby pewnie ze 4 kawałki :)

4

koszt całości: 14 zł, porcji obiadowych wyszło 2, no może po ok. 5 zł/porcja, bo na dwa kawałki załapała się psica :)

sobota, 10 września 2011
żeberko duszone na puree brokułowo-ziemniaczanym..

z rodzinnego domu pamiętam żeberka w postaci pieczono-duszonej, w tłuszczu, z czosnkiem wiodącym w smaku, miękkie, rozpadające się mięso i miękkie kostki...

parę lat temu posmakowałam w żeberkach grillowanych w miodzie (co wcześniej wydawało mi się niemożliwe, bo jak to? mięso i miód? a fe! ) no, ale okazało się, że to całkiem dobry mariaż...

grilla na powietrzu nie miałam pod ręką, miałam elektryczny, ale z wygodnictwa i aby go potem nie szorować - nie wyjęłam go i udusiłam te moje żebra..

1

przepis:

  • żeberka wieprzowe 1/2 kg ( 6,50 zł )
  • czosnek 3 spore ząbki ( 0,50 zł )
  • olej, parę łyżek ( 0,50 zł )
  • przyprawy: sól, pieprz ziołowy, przyprawa grillowa, majeranek  ( 0,50 zł )
  • ziemniak 1 szt duży ( 0,10 zł ), kawałek brokuła ( 0,30 zł )

umyte mięso przesmażyć na oleju do zarumienienia, dodać przyprawy, przełożyć do rondelka, zalać niewielką ilością wody i dusić do miękkości.. pod koniec duszenia można je trochę odparować..

2

swoje żebra podałam na zielonym puree z ziemniaków i brokułów, czyli dwa w jednym...

3

gdy gotujące się ziemniaki zaczynają mięknąć, dodać brokuły i gotować jeszcze ok 6 min, następnie odcedzić i utłuc na puree...

4

koszt całości: 8,40 zł, koszt porcji 2,20 zł (puree było na 2 porcje tylko)

piątek, 09 września 2011
tatar ze śledzia...

śledził mnie śledź ze dwa dni...i chodził tak za mną, chodził, aż się wychodził.... ruszyłam siedzenie i pojechałam do sklepu po filety matiasa, bo to tatar śledziowy za mną chodził....

1

przepis:

  • filety śledziowe matias 6 szt ( 5,20 zł )
  • cebula biała duża 1 szt ( 0,60 zł )
  • olej 1 szkl ( 1,20 zł )
  • pieprz kolorowy, ocet, koperek szczypta ( 0,20 zł )

opłukane i wymoczone przez parę minut filety (były b.słone) podzielić, tj. na tatar wzięłam 2 szt, a pozostałe cztery odłożyłam do śledzia w oleju..

2

pół cebuli pokroiłam bardzo drobno, dodałam do niej pokrojone w bardzo drobną kostkę dwa filety śledziowe, doprawiłam mielonym kolorowym pieprzem, paroma kroplami octu (bardzo podnosi smak tatara) i odrobiną koperku, do tego zestawu dodałam dwie łyżki oleju... wyszło mi ok 2/3 szklanki

3

z pozostałych składników zrobiłam tradycyjnego śledzia w oleju (wyszedł mi taki pękaty słoik, w jakich sprzedają gołąbki lub inne dania obiadowe i słoiczek po dżemie Łowicza)

4

koszt całości: 7,20 zł, koszt tatara ok 2 zł, reszta to koszt śledzia w oleju..

czwartek, 08 września 2011
słodkie bułeczki drożdżowe..

takie szybkie słodkie bułeczki drożdżowe... do kawy czy kakao... do masła i dżemu truskawkowego..

1

przepis:

  • 1/2 kg mąki ( 0,75 zł )
  • drożdże 4 dkg ( 0,45 zł )
  • 1/2 szkl mleka ( 0,25 zł)
  • 1/4 szkl wody
  • 1 jajko ( 0,45 zł )
  • masło 2 łyżki ( 0,25 zł )
  • szczypta soli
  • cukier 6 łyżek ( 0,35 zł )
  • kruszonka do posypania

mąkę przesiać, dodać cukier, drożdże rozpuścić w mleku z dodatkiem odrobiny cukru i masła, jajko rozbełtać i połączyć wszystkie składniki wyrabiając ciasto..

2

odstawić na 20-30 min w ciepłe miejsce, po wyrośnięciu jeszcze wyrobić, urywać po kawałku ciasta, formować małe kulki i układać na blasze, posypać kruszonką, piec 25 min w tem 190"C

3

koszt całości ok. 2,80 zł/ wyszło 28 szt bułeczek po 0,10 zł/szt

szaberek...

niewinny szaberek miał miejsce wczoraj...

byłam z psem na spacerze...i nie mogłam się powstrzymać... tak bardzo zachciało mi się jesiennego akcentu w mieszkaniu... jakichś jesiennych kwiatów, ozdób... owszem, mam w domu jabłka, ale brakowało mi jarzębiny albo czarnego bzu... no i kruca bomba urwałam gałązkę ognika szkarłatnego.. i od razu sympatyczniej zrobiło się w mieszkaniu...

miałam urwać czeremchę, która w tej chwili ma niebieskie owoce, a dlaczego niebieskie? bo są jeszcze zielone ;) potem będą mocno śliwkowe, a jak będą czerwone, to będą czarne ;)

z

poniedziałek, 05 września 2011
książki czytaj...

książki generalnie drogie są... nie ukrywajmy...każdy wielbiciel czytania to wie i zna ten ból, kiedy musi wyjść z księgarni tylko z dwiema, trzema książkami, a zabrałby ze sobą z dziesięć...

mam zapasy książkowe z czasów, gdy wychodziłam z empiku z paroma egzemplarzami, bo ostatnio sama nie kupuję książek z wiadomych powodów, ale zdarza się, że od czasu do czasu książki dostaję w prezencie ( to cudowne! ) :)

w ostatnich dniach przeczytałam dwie pozycje z tzw literatury kobiecej: "Kuchnia Franceski" P.Pezzelli oraz "Dom w Toskanii" A.Stojałowskiej

Pierwsza, bardzo ciepła opowieść o starszej Pani, która tak bardzo czuje się samotna i nieco niepotrzebna, że najmuje się do opieki nad dwojgiem dzieci w domu ciągle zalatanej, samotnej matki... - dobrze się czyta tę książkę, jest w  niej dużo pozytywnej energii - myślę, że na jesienne wieczory jak znalazł... :) polecam...

1

Druga, po lekturze której byłam nieco zmieszana językiem (skurwiały brodzik choćby) przedstawia historię zapuszczania korzeni przez Polkę w starym włoskim domu...

nasycona książkami Marleny de Blasi, zauroczona filmem "Pod słońcem Toskanii" - będąca po lekturze "Extra virgin" A.Hawes, ubzdurałam sobie, że ta książką będzie jakby kontynuacją poprzednich..  zarówno trudy odnalezienia się we włoskiej, tudzież toskańskiej rzeczywistości opisał też Ferenc Mate, tak książka Anity Stojałowskiej nabrała dla mnie wartości tym bardziej, im więcej dowiadywałam się z lektury bloga autorki, na którym opisała całą historię swojego nowego domu...

książka bardzo sympatyczna, choć pod koniec smutna.. i dobrze się czyta, skoro kończyłam ją o 2-giej w nocy... :)

a tutaj jest link do bloga Pani Anity Stojałowskiej

Dom w Toskanii..

i link do strony  B&B w Sansepolcro

L'erbario

barszcz..barszcz czerwony....

barszcz czerwony, a właściwie....różowy...jeśli mam być dosłowna....

bardzo często jadany przeze mnie w dzieciństwie i oczywiście, to zupa z tych ulubionych... w ostatnich latach rzadko przeze mnie gotowana, a to dlatego, że pokutuje u mnie przeświadczenie, że buraki długo się gotują, że brudzą dłonie przy obieraniu (bo brudzą!, a ja nie lubię rękawiczek) i że jest pracochłonny, po czym na drugi dzień...robi się bury....

a to wszystko oczywiście nieprawda... bo buraki gotują się wcale nie tak długo, obierają się szybko a i dłonie też można doczyścić - dzisiaj już nie są buraczkowe :)

1

przepis:

  • buraki ok 0,80 dkg - 1 kg ( 1,60 zł )
  • ziemniaki - kilka sztuk, waga nieznana do 1 kg max  ( 0,70 zł )
  • pierś z kurczaka 1 szt ( ok. 2,00 zł )* taka cena przy zakupie całego kurczaka za 10 zł
  • włoszczyzna 1/3 szt, gałązka koperku ( 0,70 zł )
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, liść laurowy, maggi, majeranek
  • śmietana 1/2 kubeczka ( 1,00 zł )

ugotować pierś z warzywami i przyprawami ok 20 min, dodać pokrojone ziemniaki i gotować ok 15 min, następnie dodać tarte lub pokrojone ugotowane wcześniej (ok 40 min) buraki, doprawić, zabielić śmietaną i...gotowe

2

3

koszt całości: 6 zł, porcji też co najmniej 6, więc 1 zł/talerz

ps' czasami do zupy dodaję parę kropel soku z cytryny, bądź octu oraz parę ziaren cukru.. do barszczu jak i do ogórkowej, do których daję przede wszystkim tarte buraki i ogórki, dodaję też parę plasterków warzywa, a tak...dla urozmaicenia... :)

czwartek, 01 września 2011
jesień idzie i już....

ranki chłodne, noce zimne... z szafy wyjęłam koc i nadeszła pora noszenia po domu skarpet frotte..

ba, uśmiecha się też do mnie ciepła piżama... (nie będę pisać pidżama!)

a że w oczy rzucił mi się ten tekst, to go zamieszczam....

(...)

raz staruszek, spacerując w lesie,
ujrzał listek przywiędły i blady
i pomyślał: znowu idzie jesień,
jesień idzie, nie ma na to rady..
           i podreptał do chaty po dróżce,
           i oznajmił, stanąwszy przed chatą,
           swojej żonie, tak samo staruszce:
           - jesień idzie, nie ma rady na to..
a staruszka zmartwiła się szczerze,
zamachnęła rękami obiema:
- musisz zacząć chodzić w pulowerze..
jesień idzie, rady na to nie ma..
           może zrobić się chłodno już jutro
           lub pojutrze, a może za tydzień
           trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
           nie ma rady, jesień, jesień idzie..
a był sierpień, pogoda prześliczna
wszystko w złocie trwało i w zieleni,
prócz staruszków nikt chyba nie myślał
o mającej nastąpić jesieni..
           ale cóż, oni żyli najdłużej
           mieli swoje staruszkowie zasady
           i wiedzieli, że prędzej czy później
           jesień przyjdzie, nie ma na to rady…

autor: Andrzej Waligórski 'Jesień idzie'

1

2