czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
sobota, 28 września 2013
..kiedy wrzesień się kończy....

kilkanaście dni temu u bei-sjf usłyszałam ten utwór, którego wcześniej nie znałam, pomimo iż wykonawcę wielbię już od lat wielu....

piękna jesienna gitara i piękne dźwięki pianina...

męczę tę melodię już kilkanaście wieczorów.....

15 września 1994 roku, to dzień, który jest jednym z trzech najważniejszych dni w moim życiu, jednym z dwóch, które spustoszyły mój świat...

 

środa, 25 września 2013
wieczornie...

bez słów...

niedziela, 15 września 2013
pajujo...

Pajujo....wzięło i ujęło....mnie, a przypadkiem trafiłam na końcówkę Must be the music w Polsacie...

już mają we mnie fankę :)

rozmowy bez ogródek...

'Rozmowy bez ogródek'- to tytuł francuskiego filmu, którym poraczę się dzisiejszego popołudnia..

bardzo klimatyczny film...

1

no więc tak....

no więc tak: moje przetwórstwo warzywne zaowocowało (?) 30 słoiczkami sałatki warzywnej, z czego dziesięć poszło już w 'dobre ręce'...

1

2

sałatka z 10 kg kapusty, 2 kg papryki, 2 kg marchwi, 2 kg cebuli, 0,5 kg cukru, 4ch płaskich łyżek soli, 1 litra oleju i 1 litra octu 6% wyszła, co by się nie chwalić, bardzo zjadliwie :) czego dowód prezentuję fotką zaserwowanego obiadu..

3

browary nie zarobią na mnie za wiele, bo wypiłam tylko pół szklanki ciemnego Gniewosza (piwo całkiem, całkiem, nawet dobre - tyle, że ja dużo nie potrzebuję)

4

miłej niedzieli..

 

sobota, 14 września 2013
cukinia...

kocham te warzywa w jesiennych barwach.. kocham i już.... cukinia duszona lub podsmażana albo zapiekana, nadziewana...

w ogóle kocham jesień...

1

2

weekendowe przetwórstwo warzywne...

zapowiedzi pogody przyniosły zachmurzenia, deszcze, więc jeśli nie spacer, nie wyjazd za miasto, to może chociaż połączenie przyjemnego z pożytecznym?

38 słoików czeka na wypełnienie... na razie organizuję się logistycznie, wyparzanie słoików, gotowanie nakrętek i takie tam...

a potem szast prast, kupa roboty i mam nadzieję - późniejszego zadowolenia...

co to będzie? a chyba łatwo zgadnąć :)

1

 

niedzielne zbrodnie namiętności...

wspominałam o tym, fantastyczna seria kryminalna, Szwecja i zbrodnie.. ale Kino raczy nas tymi filmami w niedzielę o 20.10 - cudowny klimat tamtych lat, a jakie wyposażenie wnętrz! dobre zagadki, relacje międzyludzkie i na prawdę świetne kino...

12345678

bardzo polecam :)

 

niedziela, 08 września 2013
ruch w biblioteczce...

i kolejna wymiana starych książek na nowe... a idą długie jesienne wieczory...

12

43

będzie co czytać... :)

ciasto drożdżowe..

i jeszcze trochę cierpliwości...



sobota, 07 września 2013
ozorek..

jak świat światem, ozorek w sosie chrzanowym kojarzy mi się i z barem mlecznym i z końcem lata..

w sam raz na chłodniejszą końcówkę lata, kiedy jesień zagląda już w okna i czymś trzeba rozgrzać żołądek..

tak więc potrzeba tylko parę ozorów wieprzowych, jarzyny, mały słoiczek chrzanu oraz parę łyżeczek mąki, a i ciut przypraw..

ozorki gotujemy dłuuuugo, z warzywami - gdy są już miękkie, odcedzamy warzywa i przecedzamy wywar (lubię czysty do ozorków), zaprawiamy go mąką i chrzanem..

ozorki najbardziej lubię z gotowanymi ziemniakami i mocnym chrzanowym sosem..

1

3

na deser porzeczka gigant, czerwona - moja najulubieńsza..

4

Łowicz wreszcie się zlitował nade mną i zrobił dżem z czerwoną porzeczką..

5

niedziela, 01 września 2013
babie lato....

babie lato... piękna, jesienna pogoda, delikatne słońce...

nie ma to jak kilka dni obcowania sam na sam z naturą.. w leśnej ciszy, która ciszą właściwie nie jest, bo szumią drzewa, bo rechocą żaby, bo dzięcioł stuka i stuka, bo gdzieś w dali przejedzie traktor, a spadającą szyszką można dostać po głowie...

z daleka można też usłyszeć odgłos pił drwali, którzy wycinają w lesie drzewa - ot, taki koniec świata w centralnej Polsce..

prawie pod moimi stopami w ciągu chyba jednej nocy wyrosły Kanie... doliczyłam się siedmiu, z czego pięć znalazło się na moim talerzu...

doglądałam je przez dwa dni, obserwując jak się rozwijają ich kapelusze..

mam nadzieję, że to były Kanie i że jeszcze trochę pożyję :)

ps' przyroda obfituje w przeogromne siedliska szczawiu, dzikich jeżyn i w leszczyny - czy w tym roku wiewiórki znowu będą szybsze od ludzi?

moje Kanie w jajku i bułce tartej..

1

2

3

4

5