czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
poniedziałek, 31 października 2011
przydatne w kuchni c.d...

były już wpisy o przyborach kuchennych, łyżkach i wyciskarkach...

upamiętnię od dziecka używaną krajalnicę do jajek i w dorosłym życiu - kawiarkę..

1

2

trakai..troki...

nie pamiętam którego to było roku, trzy cztery lata temu? lot do Wilna na parę dni i wycieczka do Trakai - obiad w restauracji hotelowej nad jeziorem z widokiem na zamek..

wystrój tej restauracji tak bardzo zapadł mi w pamięć, że odszukałam w necie jej zdjęcie, a z serwowanych tam potraw, które spożywaliśmy podczas parogodzinnego spotkania tamże, zapamiętałam tylko wielkiego pieroga, którego farszem poparzyłam sobie usta :) innych dań nie pamiętam...

pływaliśmy tam sobie z J rowerem wodnym,  miło wspominam tamtejszy pobyt..

1

2

zdjęcia z internetu

ach, to archiwum...

dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę, że robiąc porzadek w katalogu zdjęć, wyfiknęłam kilkanaście tak dogłębnie, że zniknęły z bloga i zostały same wpisy..

część zdjęć na szczęście udało mi się uratować, ale paru nie - jednak to nie problem, bo w kuchni wszystko można powtórzyć :)

zanim więc zrobię kolejny, nowy wpis - muszę poświęcić trochę czasu na uzupełnienie powstałych nieumyślnie fotograficznych strat...

piątek, 28 października 2011
chili con carne...

bo zimno tak...

bo wieje zimny wiatr i dobrze byłoby zjeść coś rozgrzewającego, prostego i szybko się gotującego...

chili con carne - prosto i szybko..

1

po ostatnich porządkach w zapasowych szafkach kuchennych, wyciągnęłam z zapasów puszkę fasolki, cieciorki i krojonych pomidorów i jak nic, metodą skojarzeniową skojarzyłam chili con carne...

przepis:

  • mięso mielone wołowo-wieprzowe 1/2 kg  ( 8,00 zł )
  • cebula 1 szt ( 0,20 zł )
  • czosnek 3 ząbki ( 0,20 zł )
  • papryka czerwona 1 szt ( 1,00 zł )
  • cieciorka (słoiczek) ( 4,00 zł )
  • czarna fasola (puszka) ( 4,00 zł )
  • pomidory krojone (puszka) ( 1,80 zł )
  • koncentrat pomidorowy - 1 bardzo czubata łyżka ( 0, 40 zł )
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, papryka słodka, pieprz cayenne, chilli, oregano, kumin rzymski, liść laurowy, maggi, 1,5 szkl bulionu, olej 4 łyżki (0,40 zł )

czosnek, cebulę i paprykę pokroić w drobną kostkę i przesmażyć na oleju, dodać mięso mielone i przesmażyć

23

następnie przełożyć do rondelka, zalać bulionem i dodać pomidory oraz koncentrat i wszelkie przyprawy - gotować przez ok 20 min

przepłukaną cieciorkę i fasolę dodać pod koniec gotowania, aby się nie rozgotowały (są już miękkie)

podawać z białym długim ryżem

5

koszt całości: 20,00 zł/ 8 porcji

spiralki pomidorowo-szpinakowe...

cudności takie sprzedaje ostatnio Lidl w ramach tygodnia włoskiego...  paczuszka kosztuje 3.99 zł, więc bardzo znośnie... a jak oko cieszą :)

acha, makaron jest trójkolorowy, ale zabawiłam się w Kopciuszka i przebrałam kolory...

1

2

listy z jeziora..

to druga z książek, które ostatnio dostałam... spodziewałam się zupełnie czego innego... sielskości mazurskich wsi lub miasteczek... miłosnej historii i landrynkowej opowieści...

1

opowieść mnie wciągnęła i momentami miałam wrażenie, że autorka potrafiła stworzyć atmosferę pensjonatu, w którym rezydowała Panna Murple lub sam Hercules Poirot :) - no ale nie rozpędzam się, to były naprawdę tylko momenty...

historia zaiste kryminalna bardziej jak romantyczna...ale zaciekawia i potrafi zatrzymać między wersami do 2-giej w nocy nawet  - przynajmniej mnie, jako czytelniczkę...

jedna rzecz, która mnie raziła - mało logiczna i niezrozumiała dla mnie... to listonosz, który codziennie przynosił głównej bohaterce plik rachunków - można było użyć zwrotu: 'przywoził codzienną pocztę', korespondencję' - no cokolwiek, ale plik rachunków?!?! i tak dzień w dzień?  mnie to raziło... ale cała reszta mi to zrekompensowała...  zakończenie trochę infantylne, ale.. co tam... relaks miałam i to jest najważniejsze :)

czy polecam?

polecam :)

jasne błękitne okna...

jakoś długo mi zeszło, zanim obejrzałam ten film... początkowo nie chciałam oglądać tej smutnej historii o kobietach, z których jedna jest chora na raka i umiera...

1

takie filmy zupełnie inaczej ogląda się gdy człowiek nie miał do czynienia ze śmiercią, a zupełnie inaczej przeżywa się takie filmy, gdy pojęcie śmierci dotyka nas prawie namacalnie i osobiście...

to dobry film...w całym swoim obrazie i fabule.... to film, który powinno się obejrzeć...mimo, że parę rzeczy może nam się w nim nie podobać lub nawet złościć....

oglądałam go kilkanaście dni temu, a jest jeszcze we mnie.....

bardzo polecam...

wtorek, 25 października 2011
ciasto marchewkowo-piernikowe..

jako produkt uboczny soku z marchwi, zostały mi dwie szklanki marchwianego miąższu... spróbowałam go, czy nie jest za suchy i nie był, był w sam raz wilgotny i słodki, co rokowało dobry smak ciasta marchewkowego.. bo grzechem byłoby ten miąższ wyrzucić, czyż nie?

1

przepis:

  • marchew 2 szkl miąższu ( 1,60 zł )
  • mąka 2 i 1/2 szkl ( 0,80 zł )
  • cukier 1 i 1/4 szkl ( 1,00 zł )
  • olej 1 szkl ( 1,40 zł )
  • jajka 4 szt ( 1,20 zł )
  • kakao 2 łyżki ( 0,40 zł wszystkie suche dodatki jn)
  • cynamon 1 łyżeczka
  • przyprawa do pierników 1 łyżeczka
  • proszek do pieczenia 1 łyżeczka
  • soda oczyszczana 1 łyżeczka

ucieram żółtka z cukrem na kogel mogel, dodaję ubitą z białek pianę i mieszam, następnie dodaję kakao, proszek i sodę, olej, marchew i mąkę

2

ciasto piekłam w największym garnku tefal ingenio, bo nie mam tortownicy - 40 min w temp 180"C z termoobiegiem

789

mniam..mniam.. :)

ps' następnym razem zrobię ciasto z miąższu buraczanego, a potem upiekę ciasto z dyni

koszt całości: 6,40 zł

marchewkowe pięć minut..

nie ma to jak porządki w kuchni... następstwem tych porządków było przeniesienie z blatu na lodówkę kuchenki mikrofalowej, a postawienie na blacie, tuż pod ręką, sokowirówki i blendera, które od dobrych dwóch lat chyba stały nieużywane, bo nie było dla nich dogodnego miejsca w kuchni.. tzn blender czasami wyjmowałam do zup lub sosów, ale wkurzała mnie cała procedura wyciągania tego sprzętu, a potem chowania...

1

dawno temu nabyłam te sprzęty, aby pić soki i miksować koktajle... odchudzać się miałam no i zdrowo odżywiać, a ówczesnym guru była dla mnie i jeszcze jest Gillian McKeith i jej książki z serii "Jesteś tym co jesz" - jestem fanką jej programów o chudnięciu...

2

tak więc zakupiłam na początek kilogram marchewki i miała ona (marchewka) swoje 5 minut w mojej kuchni, bo zarówno z tego kilograma zrobiłam 2 szklanki soku marchwiowego, a z pozostałego miąższu (był wilgotny i słodki) zrobiłam ciasto marchewkowe..

przepis:

  • marchew 1 kg ( 1.99 zł - (paczkowana) Biedronka, ale tak w ogóle marchew jest tańsza )

 

umytą marchewkę pokroić na kawałki i wycisnąć z niej sok w sokowirówce, z  kilograma wyszło mi ok 500 ml przepysznego soku

miąższ, jeśli jest wilgotny (zależy od marchwi) można wykorzystać do ciasta

sobota, 22 października 2011
e.l.o....

dopisuje mi dobry nastrój.. a jak dobry nastrój, to i dobra muzyka, a jak dobra muzyka, to wiadomo...starocie...

jeden z moich ulubionych zespołów oraz jedna i druga z ich ulubionych przeze mnie piosenek...

źródło: youtube

 

ps' nie ma już takich zespołów....

bułka z pieczarkami...

zwykła bułka z pieczarkami, na przystawkę lub jako ciepła kolacja...

1

wzięłam ukośnie krojoną, grubą kromkę bułki paryskiej lub wrocławskiej (nie wiem czym się różnią) - moja była właściwie legionowska, przywieziona przez J z tamtejszej piekarni

pokrojone pieczarki szt 6 oraz 1/2 cebuli i 2 ząbki czosnku przesmażyłam na 4 łyżkach oleju, dodałam 1/3 czerwonej papryki oraz przyprawy: sól, pieprz i szczyptę przyprawy włoskiej

w środku kromki ugniotłam bułczany miąższ robiąc z niej foremkę na farsz i gotowe...

myślałam o zapieczeniu pod serem żółtym, ale stwierdziłam, że to kaloryczny zbytek...

a to taki mały, dziecinny żarcik :)

2

jesienna dekoracja stołu..

lubię dekorować sobie mieszkanie choćby delikatnym akcentem pory roku, która w danej chwili trwa... czasami zmieniam zasłony, kolory świec i poduch na kanapie, a także dekoruję sobie stół i stolik kawowy...

rano, będąc na spacerze z psem, znalazłam kolowo jesienne liście winobluszcza, którymi ozdobiłam sobie koszyk z orzechami na stole i misę z jabłkami na stoliku kawowym...

1

i od razu tak jesienniej się w domu zrobiło.... do tego kieliszek półsłodkiego różowego El Sol i książka....

2

środa, 19 października 2011
uśmiech losu kontra uwikłanie...

jestem na półmetku decyzji czy "Uśmiech losu" czy może "Uwikłanie" spodoba mi się bardziej... chociaż do końca nie wiem, czy wogóle powinnam użyć słowa 'kontra'...  bo tak naprawdę wszystko różni te oba filmy... ale to może też i taka gra słów...

"Uwikładnie" J.Bromskiego tak bardzo reklamowany film, faktycznie okazał się filmem wciągającym i choć może nie trzymał mnie w napięciu przez cały czas, bo... był przewidywalny, to jednak spowodował, że zarwałam noc do pół do trzeciej nad ranem..  - można go spokojnie obejrzeć, bo miło się patrzy i na Maję Ostaszewską i na Danutę Stenkę i na Andrzeja Seweryna, który klnie jak szewc i wcale to nie razi... a Krzysztof Globisz, którego kiedyś bardzo lubiłam, a za rolę Anioła to chyba nawet uwielbiałam, to mocno stracił u mnie, po swojej kwestii: 'za idiotę robię tu ja' skierowaną do D.Tuska (do kogokolwiek by tak powiedział, to wg mnie sięgnął chodnika), Krzysztof Stroiński wciąż jest dla mnie Leszkiem Góreckim z "Daleko od szosy" a Krzysztofa Pieczyńskiego nie mogę polubić po tym, jak w serialu "Dom" grając Bronka Talara (jako zły charakter) biegał po rusztowaniach budynków osiedla przy ul.Nowolipie (gdzie zresztą kiedyś pracowałam) - no nic nie  poradzę, zapadają mi pewne role aktorów i tak Danuta Stenka już zawsze będzie dla mnie Judytą :)

1

Jakże odeszłam od "Uwikłania" :) - generalnie polecam obejrzenie filmu..


natomiast "Uśmiech losu" a właściwie "Larry Crowne - Uśmiech losu" - zamierzałam sobie obejrzeć na poprawę nastroju, bo wg opisu filmu na stronie Filmwebu, jest filmem optymistycznym, a takie są mi teraz bardzo potrzebne :)

cytuję za Filmwebem:

Zdobywcy Oscara Tom Hanks ("Filadelfia", "Forrest Gump") oraz Julia Roberts ("Erin Brockovich") w niezwykłym filmie o tym, jak życie w najmniej oczekiwanych momentach, potrafi przynieść największe niespodzianki. Larry Crowne (Tom Hanks) to zwykły, miły facet, od wielu lat zatrudniony w tej samej firmie i prowadzący normalne, uporządkowane życie. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia – Larry nieoczekiwanie traci pracę. Musi przeorganizować swoje życie i zacząć wszystko od początku. Nie dość, że ma na głowie spłatę kredytu, to nagle okazuje się, że wcale nie tak łatwo mu wypełnić czas wolny. Pierwszym krokiem na nowej drodze jest nauka jazdy na skuterze i powrót na studia zgodnie z zasadą, że nigdy nie jest za późno na zdobywanie wiedzy. Na kursie Larry poznaje także uroczą nauczycielkę (Julia Roberts), którą obdarza czymś więcej niż tylko sympatią. Wkrótce okazuje się, że nigdy nie jest za późno także na miłość. W końcu, jak mawiał Forrest Gump, życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co Ci się przytrafi. Uśmiechnij się do losu, a los uśmiechnie się do Ciebie. Najlepsze dopiero przed Tobą! 

dużo sobie obiecuję po tym filmie :)

2

i w zasadzie myślę, jeszcze przed jego obejrzeniem, że wart jest polecenia, bo i Tom Hanks i Julia Roberts... no czyż to nie mówi samo za siebie? :) filmy z tymi aktorami mogę oglądać w ciemno...

wtorek, 18 października 2011
czas..

 

...świat nie ma czasu, by się nad nami zastanawiać... - rzekła Katarzyna Lengren, cytując Tomasza Manna..


1

uwielbiam tę kobietę za całokształt, a przede wszystkim za jej wypowiedzi...

niedziela, 16 października 2011
bigos...

pogoda daje się we znaki... rano, gdy psica ciągnie na dwór, na termometrze jest już zwykle koło zera... typowo jesienna pogoda i chłody.. mnóstwo mokrych i podmarzniętych liści pod nogami...łysiejące drzewa, przygotowywujące się do nadejścia zimy....

wyjęłam z szafy kurtkę z futrzanym kołnierzem, bo bluza dresowa i kurtka 'szwedka' (tak  nazywały się kiedyś) już nie wystarczały i najzwyczajniej trzęsłam się z zimna...

a jak jesień, chłody i szybko zapadające wieczory, to co? to bigos.... i to nic, że w całym mieszkaniu, ba...na całej klatce zalatuje kapuchą :) liczy się efekt finalny, czyż nie...?

a bigos dreptał za mną chyba z tydzień cały....

bigos ewidentnie kojarzę ze świętami wielkanocnymi i bożonarodzeniowymi oraz ze spotkaniami typu imieniny czy też innymi uroczystościami rodzinnymi, bo to gorące danie lubiane prawie przez wszystkich, pożywne i syte... i na tę porę roku jak znalazł....

lubię do bigosu dać po trochu wołowiny, wieprzowiny i kiełbasy... kiedyś dodawałam też kurczaka, ale mięso to podczas długiego gotowania rozpadało się na kurzęce nitki... no i zaczynam gotowanie od mięs...a nie od kapusty :)

FOTO - wkrótce

przepis:

  • kapusta kiszona 4 kg ( 12,00 zł )
  • kiełbasa dziadunia (cienka, może być podwawelska) 40 dkg ( 8,00 zł )
  • szynka bez kości  1 kg ( 11,00 zł )  /Marcpol - polecam/
  • karkówka wołowa 1 kg ( 19,00 zł )
  • cebula 1 szt ( 0,30 zł )
  • podgrzybki mrożone 3/4 paczki ( 8,70 zł )* /nie miałam suszonych/
  • przyprawy: pieprz ziołowy, czarny, majeranek. liść laurowy, ziele angielskie, śliwka suszona 6 szt, maggi, parę łyżek oleju ( 1,00 zł )

1

w dużym garze rogrzewam olej, dodaję pokrojoną cebulę, pokrojoną w kostkę kiełbasę i pokrojone mięsa, dodaję przyprawy, grzyby i przesmażam to wszystko przez kilkanaście minut, następnie podlewam wodą ok 1-1,5 litra i dodaję pokrojoną kapustę..

kapustę próbuję i sprawdzam, czy mam ją płukać czy nie... najczęściej jednak nie płuczę...

całość gotuję parę ładnych godzin...min 3-4 godziny,  pod przykryciem...

2

czasami dodaję też marchew, no i oczywiście suszone grzyby, które też nadają ciemnego koloru kapuście...ale tym razem suszonych nie miałam, więc zastąpiłam je mrożonymi....

FOTO - wkrótce

koszt całości: 60 zł (oj, sporo sporo...a to takie tanie danie miało być...)

sobota, 15 października 2011
domowa pizza...

dzisiaj jest sobota i co tu dużo mówić...15 października.... i lubię ten dzień i nie lubię... kiedyś nosiłam w ten dzień do szkoły cukierki w papierowej torbie, a dzieciaki z klasy zawsze przypominały, żeby poczekać z poczęstunkiem do tej lekcji, na której miała być kartkówka lub odpytywanie.. - stary, dobry szkolny numer :)  potem były lata, kiedy do pracy nosiło się blachy własnoręcznie upieczonych ciast i własną kawę, aż nastały czasy, że imieninowe ciasto kupowało się w najlepszych cukierniach, a kawę czy soki 'stawiała' firma.... były czasy, kiedy ledwo dawało się radę zapakować kwiaty do samochodu, a potem czasy były takie, że tych bukietów było coraz mniej, a zastąpiły je małe prezenciki...czasem nawet własnoręcznie wykonane...

w zeszłym roku dzień swoich imienin spędziłam na ślubie Joli i Wiesława - Wszystkiego Najlepszego Wam w tę I-wszą Rocznicę! :) a w tym roku, dzisiaj właśnie ślub bierze moja bratanica Justyna ze swoim ukochanym Łukaszem i to aż w Suwałkach...  reprezentanci rodziny, czyli mój syn ze swoją dziewczyną Agą dotarli na miejsce i godnie naszą rodzinę reprezentują, ja niestety wybrać się z różnych przyczyn nie mogłam, ale liczę na szczegółowe relacje i zdjęcia ze ślubu :)

tak się też akurat złożyło, że ten dzień spędzam dzisiaj sama, czego sobie zbytnio wielce nie szkoduję, bo do samotności zdążyłam się już przyzwyczaić..  w ramach imienin zrobiłam wczoraj sernik jogurtowy na zimno,  a dzisiaj na ciepło pizzę własnej, domowej roboty.. wyszła cała duża blacha, której sama nie dam rady... ale odgrzewana też nie będzie zła...

1

ufarbowałam włosy na ciemną czekoladę, zrobiłam makijaż i ubrałam bluzkę w kwiatki :) świętuję sobie przy serniku i pizzy, a imieninowy toast wniosę węgierskim Tokajem... prezent też sobie zrobiłam :) wykupiłam sobie tygodniowy abonament w kinie internetowym za całe 3,69 zł :) i urządzę sobie dzisiaj maraton filmowy: "Wszystko w porządku" reż.L.Cholodenko oraz "Poznasz przystojnego bruneta" reż.W.Allen - na inne filmy będzie czas przez cały tydzień wieczorami...(bo rano wciąż szukam pracy i wysyłam cv)...

23

no, to by było na tyle...  a nie! jeszcze życzę sobie z okazji imienin dużo siły psychicznej i zdrowia, dobrej pracy no i wygranej w totka.. i wystarczy, bo cała reszta już się potem ułoży sama, albo z moim udziałem...

no to teraz dam przepis na pizzę...

przepis:

  • mąka 250g i dwa dosypnięcia
  • drożdże 20g
  • 1/2 szkl ciepłej wody
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • oliwa z oliwek 2 łyżki (a właściwie nakrętki)
  • przyprawy: sok warzywny, kechup, oregano, pieprz cayenne, pieprz czarny
  • szynka wiejska, pomidor, pieczarki 6 szt, ser żółty salami 8 plastrów

dzisiaj nie chce mi się liczyć jaki był koszt tej pizzy, ale niewielki naprawdę...

4

5

w wodzie z cukrem i łyżką mąki rozrobiłam drożdże, wymieszałam z mąką, solą i oliwą, wyrobiłam ciasto - wyrośniętym ciastem wyłożyłam dużą blachę standardową, do ciast - następnie posmarowałam ciasto paroma łyżkami soku warzywnego (który pijam dla zdrowia, robią taki sok Tymbark, Hortex i jakaś firma dla Lidla czy Biedronki), keczupem, posypałam oregano, pieprzami, dałam pokrojone dodatki i wszystko przykryłam serem, na ser posypałam pokrojony pomidor, zapiekałam 20 minut w temp 200"C...

6

pizza wyszła fajna, na cienkim spodzie, aromatyczna i smaczna....  zjadłam dwa kawałki, alleluja, dzisiaj wolno mi wszystko :)

piątek, 14 października 2011
sernik jogurtowo-śmietanowy na zimno..

miałam w swoich zapasach lodówkowych jogurty typu greckiego i bałkański, a że deser za mną chodził, to zamiast pieczenia ciasta wymyśliłam sobie 'sernik na zimno', bez sera rzecz jasna...więc to chyba nie sernik :)

1

przepis:

  • jogurt typu greckiego 400g  2 szt ( 1,70 zł) /Lidl/
  • jogurt bałkański 340g  1 szt ( 2,60 zł )
  • śmietana 22% 1 szt 200 ml ( 3,40 zł ) /drogi osiedlowy sklep PROMYK psia kostka/
  • 4 jajka ( 1,60 zł )
  • 1,5 szkl cukru pudru ( 1,00 zł )
  • 1/2 szkl cukru białego ( 0,50 zł )
  • masło 100g ( 1,50 zł )
  • żelatyna 4 czubate łyżki ( 1,00 zł )
  • 4 łyżki kakao
  • galaretka owocowa 2 szt ( 2,60 zł )

rozpuściłam żelatynę w 1/2 szkl gorącej wody, galaretki rozpuściłam w 3/4 l gorącej wody (wzięłam dwa różne kolory)

jajka (całe) utarłam z cukrem, następnie dodałam miękkie masło i ucierałam przez parę minut, dodałam jogurty i ucierałam do czasu, aż masa stała się jednolita, następnie dodałam rozpuszczoną i ostudzoną żelatynę

masę jogurtową podzieliłam na części i do jednej z nich dodałam kakao - z całej porcji masy jogurtowej wyszły mi dwie małe formy sernika, jedna porcja to 'sernik' śmietanowy z galaretką agrestową, druga porcja to 'sernik' kakaowo-śmietanowy z galaretką cytrynową..

 2

koszt całości: 17,60 zł /drożyzna ;) /, ale mam nadzieję, że warta grzechu...

---

ps'  post factum muszę dodać, że masło w tym przepisie jest zbędne, grudki nierozpuszczonego masła są widoczne w masie kakaowej szczególnie, no i wyczuwalne są 'pod językiem' jak to się mówi... ale cała reszta jest ok..

roladka z udźca kurczęcego...

co jakiś czas kupuję udźce z kurczaka, porcjowane i pakowane po 4 szt, i  albo robię z nich 'a'la schabowe'  albo duszę lub nadziewam.. tym razem tylko je zrolowałam z przyprawami i udusiłam w czosnkowo-majerankowym sosie..

1

do tego zrobiłam puree ziemniaczane z szafranem, ale szafran wypiął się na mnie i nie zabarwił dodanego do ziemniaków jogurtu na żółciutko tak, jakbym się tego spodziewała, dodałam do puree sporo świeżego kopru, a surówkę stanowiło parę plastrów ogóka świeżego z kapką jogurtu bałkańskiego...

2

koszt całości: ok. 6,00 zł/ porcja 3 zł (  w tym mięso 4 zł /tacka/, ziemniaki 0,80 zł, koperek, ogórek, łyżka jogurtu 1,20 zł )

francuska oberża..

"Francuska oberża" Julii Stagg to sympatyczna opowieść o Anglikach we Francji, którzy porwali się na prowadzenie oberży w małej francuskiej mieścinie, osiedlając się tam jednocześnie kosztem sprzedaży swojego domu w Angli... po drodze, jak to w takich książkach, trochę miłości, trochę zawiści ze strony lokalnego mera, trochę szalejącego byka...

na jesienne wieczory czy też dla psychicznego relaksu jak znalazł...

1

książkę dostałam w prezencie, więc radość z lektury podwójna... :)

sos do spagetti z pulpecikami..

do tego sosu wykorzystałam pomidory krojone z puszki z Biedronki ( 1,80 zł ) 2 szt, parę ząbków czosnku (1,00 zł ) i jedną małą cebulę ( 0,40 zł )  - do tego 1/2 kg mięsa mielonego ( 7,00 zł ), 2 jajka (0,80 zł ), trochę bułki tartek i przyprawy: sól, pieprz czarny, zioła włoskie..

1

czosnek i cebulę pokrojone drobno przesmażyłam na odrobinie oleju, dodałam przyprawy i pomidory z puszek

małe pulpeciki po uformowaniu wrzucałam do gotującego się sosu pomidorowego, wszystko dusiło się około godziny

koszt całości: 12,80 zł, koszt makaronu 3,20 zł/ porcja ok 4 zł

piątek, 07 października 2011
zebra..

zebrę z dzieciństwa pamiętam, ot pojawiła się któregoś dnia w naszym domu rodzinnym jako swoistego rodzaju nowość wśród ciast... no i taka 'dziwna' była, bo na oleju - a co to za ciasto na oleju... jakieś takie mało wiarygodne... ale okazało się, że ciasto fajnie wygląda, dobrze smakuje i oko raduje..

2

parę razy w życiu mi ta zebra nie wyszła, albo mi się paski zlały, albo zakalec wyszedł i opadło, albo coś tam....

przypomniałam sobie o tej zebrze niedawno, ciasto proste, w miarę szybko się robi, jest przy tym trochę zabawy, bo raz ciemne, raz jasne ciasto się leje i jeszcze dobrze trafić trzeba w środek, jeśli chce się mieć to ciasto 'na cacy' :)

paręnaście lat temu wymyśliłam sobie jeszcze, że nożem te zebry dekoruję, tzn od zewnętrznej krawędzi formy do środka kroję te surowe zebry jakby i wówczas tworzy się ten smakowity wzór... :) a ja kwiaty, kwiatki i mazaje generalnie lubię...

1

przepis:

  • jaja 5 szt  ( 2,00 zł )
  • cukier 1,5 szkl ( 1,00 zł )
  • olej 1 szkl ( 1,50 zł )
  • woda ciepła 1 szkl (?)
  • mąka 3 szkl ( 0,50 zł )
  • kakao 3-4 łyżki ( 1 zł z innymi drobnymi składnikami )
  • proszek do pieczenia 3 płaskie łyżeczki
  • aromat wg gustu ( u mnie pomarańczowy )

całe jajka utrzeć z cukrem, dodać olej i wymieszać, następnie dodać wodę i mąkę i dalej wyrabiać, dodać proszek do pieczenia

ciasto podzielić na dwie części, do jednej z nich dodać kakao i ze cztery łyżki wody

wlewać do formy naprzemiennie, na środek formy, plama ciemnego, plama jasnego - z podanej ilości wyszły mi dwie foremki - jedna, to najszerszy garnek Tefal Ingenio, druga to mała tortownica ok 20 cm średnicy

piekłam 55 min w temp 190"C z termoobiegiem

34

45

koszt całości: 6 zł, a ile przyjemności :)

niedziela, 02 października 2011
barszcz biały z kurkami..

barszcz biały, z jajkiem, to dla mnie danie typowo wielkanocne, ale ponieważ zupy lubię i gotuję dość często, to gości on  na naszym stole zdecydowanie częściej niż tylko na Wielkanoc..

jestem dzieckiem PRL-u, nie szkoduję sobie wcale z tego powodu, jednak tamten okres wyrył w moim życiorysie znaki szczególne, również te smakowe - bowiem w tamtych czasach, kiedy kształtował mi się gust kulinarny :) Rodzice raczyli gotować barsz biały z torebki... żadne barszcze, zakwasy i żury butelkowe nie przyjęły się w mojej kuchni i wierna do śmierci pozostanę Barszczowi białemu z Winiar... :) ten jedyny smakuje mi najbardziej i choć wiem, że proszek i że E-coś tam coś tam, to przestaje się liczyć, gdy zasiadam do talerza z gorącą zupą...

1

barszcz biały z dodatkiem jajka lubi mój syn, dla mnie może być bez jajka, ale nie może nie być na białej kiełbasie, a jak nie mam białej kiełbasy, to choć na zwykłej kiełbasie być musi...  musi mieć smak kiełbasy i musi mieć tłuste oka, w których potem pływa uwięziony majeranek... :)

kurki w tej zupie, to ukłon w stronę jesiennej niedzieli, to zmodyfikowane wspomnienie barszczu z borowikami z restauracji u Fukiera z dawnych... dawnych czasów...

przepis:

  • biała kiełbasa surowa 2 kawałki ( 2 zł )
  • czosnek 5 ząbków ( 0, 50 zł )
  • ziemniaki 3 szt duże ( 0, 60 zł )
  • skwarki z boczku 1/2 łyżki ( 0,10 zł )
  • kurki suszone 2 garście ( 1,00 zł )
  • barszcz biały w torebce ( 1,00 zł )
  • przyprawy: sól, pieprz czarny, ziołowy, majeranek, maggi, liść laurowy, koperek
  • jajka 2 szt ( 0,80 zł )

koszt całości: 6 zł, wyszło 4 porcje po 1,50 zł

2

najpierw gotuję kiełbasę w wodzie z przyprawami, następnie dodaję suszone kurki i skwarki, po kilkunastu minutach, gdy kurki naciągną, dodaję ziemniaki, po następnych kilku minutach wlewam rozrobiony barszcz i gotuję jeszcze przez ok 5-7minut i gotowe

do porcji barszczu dodaję połówkę jajka na twardo, kawałek kiełbasy (wg uznania i chęci) i posypuję odrobiną kopru

nie dodaję już śmietany, jak to robiła moja Mama, uznałam to za zbyteczne..

3

oliwkowo...

oliwki...zielone i czarne...w słoiczkach, puszkach lub na wagę... w koreczkach z serem żółtym, na pizzach super supremach lub Borynach jak to je tam zwał... i w tapenadzie i w wielu innych potrawach... o, masz! zapomniałabym o oliwce w Martini.... :)

kiedy pojawiły się w Polsce i były bardziej dostępne tzn wyszły poza Baltony, Pewexy i Komisy - wcale nie zrobiły na mnie wrażenia smakowego.. mdłe, dziwne, słonawe czasem, twarde... ale po jakimś czasie nawet zaczęły mi smakować, głównie jako przekąska z serem żółtym i  w różnego typu sałatkach, właściwie najczęściej w greckiej, która de facto grecką jest tylko z nazwy :)

z oliwą z oliwek też tak mam, tzn  nie zachwycam się - być może nie trafiłam na dobrą oliwę, o której tak dużo jedynie czytałam... że smaczna, że z chlebem i ochy i achy... no nie miałam szczęścia tego, jak się okazuje...ale może kiedyś...?

swego czasu nawet pokusiłam się o kupienie drogiej oliwy, w ciemnej butelce, niespełna kilkumiesięcznej i nic... nie dla mnie ten wersal chyba... nie poznaję się na oliwie i już...

ale nie o tym...

motyw oliwek, oliwnych gałązek to już inna sprawa - na serwisach kawowych lub innej domowej porcelanie, to jak najbardziej...lubię i podoba mi się, nawet serwetki takie są, które wykorzystywane są bardzo często przez rękodzielników do dekupażu (decupage) /naklejania na przedmioty i lakierowania/

a ja dalej nie o tym ...

skończyłam właśnie czytać książkę "Oliwkowa farma" Carol Drinkwater i podobała mi się... taka zwyczajna opowieść o małżeństwie Angielki, a właściwie Irlandki z Francuzem, którzy kupują dom na południu Francji...w okolicach Nicei... nad morzem...

i jak w każdej tego typu książce mają trochę pod górkę, a trochę z.... do tego przyroda, miłość, pomoc sąsiadów i takie tam.... ale czyta się miło, można się zapomnieć na parę godzin, czuje się gorąc francuskiego słońca, zapach lasów i słyszy się w wyobraźni tamtejszą codzienność...

przeczytałam już dużo książek o podobnej tematyce, ale wciąż nie mam dość...ba, obejrzę sobie dzisiaj na tvp1 "Pod słońcem Toscanii" po raz nie wiem nawet który...ale obejrzę...

książki czytać będę nadal.... nie mam niestety kolejnych części tej serii, ale może poczekam na gwiazdkę, może do imienin, a może po prostu los się do mnie uśmiechnie i w jakiś sposób te książki trafią w moje ręce....

123

      czytałam                                       nie czytałam                                 nie czytałam

sobota, 01 października 2011
ciasta, trzy w jednym...

i narobiła mi smaka... Asia..., bo zrobiła lazanię, bo upiekła szarlotkę i moje podniebienie podrażnione poczęstunkiem do dzisiaj nie dawało mi spokoju...

lazanii póki co nie zrobię, bo nie mam mięsa mielonego, a do sklepu nie chce mi się jechać... mam zresztą jeszcze lodówkowe zapasy, więc przed zimą trzeba opróżnić zamrażalnik i zrobić miejsce na nowe, więc póki co zakupom stanowcze nie...

stanęło na szarlotce i tak też przejrzałam swoje zapasy, jest mąka, cukier, są jajka, masło jest i margaryna, a wszystkiego po pół... było 5 jabłek i 10 mrożonych odpestnionych śliwek węgierek, nawet maślanka była...więc do roboty...

1

wzięłam 3 jajka, pół kostki margaryny i 2 szklanki mąki, pół szklanki cukru i szklankę maślanki, wszystko to, oprócz białek, wymieszałam i wyłożyłam na dużą blachę, jabłka obrałam i starłam na grubej tarce, wymieszałam z dwiema łyżeczkami cukru i wyłożyłam na ciasto, z trzech białek ubiłam pianę dodając jedną łyżeczkę cukru i wyłożyłam na jabłka, starczyło mi tej piany na 1/2 blachy, jabłek tartych starczyło mi na 4/5 blachy, więc 1/5 ciasta pokryłam śliwkami, całość posypałam kruszonką z masła, mąki i cukru - piekłam w tem 190"C przez godzinę...

2

3

część ciasta z pianą (a la pleśniak) trochę mi się przypaliło, druga część, bez piany nie... mam więc trochę szarlotki pod pianką, trochę szarlotki z kruszonką i trochę ciasta ze śliwkami pod kruszonką...

5

czysta improwizacja to była... niemniej po kawałku ciasta do kawy jest...

koszt całości ok 8 zł