czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
sobota, 02 marca 2013
niedziela na Bródnie...

w niedzielę przyjeżdża do mnie siostra...

pojedziemy w odwiedziny do Rodziców, na Bródno... powiemy Im, że wiosna idzie... :)

1

 

to dziewiętnasta wiosna bez Mamy i trzecia bez Taty...

tarty ziemniak...

ktoś mi kiedyś powiedział, że skoro nie wiem, co chcę zjeść, to chyba nie jestem aż tak głodna... - być może..

dzisiaj właśnie tak ze mną było - chciałam zrobić pieczone udo kurczaka z pieczonymi ziemniakami albo też curry z kurczakiem z młodym szpinakiem, potem na myśl przyszła mi ziemniaczana zapiekanka, ale że nie mam małego naczynia do zapiekania czyt. 1-osobowego, to zrezygnowałam z zapiekania ziemniaków pod serową kołderką...

ziemniaki za mną dzisiaj chodziły no i się wychodziły... ziemniaki tarte na tarce z grubymi okami, do tego tak samo utarta cebula, jajka, biały pieprz dla odmiany i trochę soli..

3

na sałacie z rukoli z chlapem jogurtu naturalnego i zakąską na kwaśno - czyli mieszanką grzybów marynowanych i mini korniszonkami z tego niemieckiego sklepu na L... :)

2

pięćdziesiąt filmów i filiżanka kawy...

pięćdziesiąt filmów, z których kilka już obejrzałam, z których trzy zamierzam obejrzeć jeszcze dzisiaj, a resztę zamierzam obejrzeć wkrótce..

znowu mam ciąg filmowy, nie książkowy....

tytuły uzupełnię później, już od wstawiania samych zdjęć rozbolały mnie palce... ;)

1234

5678

9101112

13141516

17171819

21222324

25262728

29303132

33343536

37383940

41424344

45464747

49505354

tak mi dzisiaj wiosennie....

w piątek rano, jadąc do pracy, usłyszałam tę piosenkę w radiu.. nie wiedziałam, kto ją śpiewa, ale słyszałam ją wcześniej kilka razy i jest jedną z tych moich ulubionych..

znalazłam ją, jak wiele innych, szukając tekstu w googlach :) ot, siła internetu :)

miłego dnia wszystkim...

a kulinarnie? kulinarnie będzie dzisiaj pieczone udko z kurczaka z pieczonymi ziemniakami, z sałatą albo curry z kurczakiem i młodym szpinakiem... - no nie mogę się zdecydować... - gdyby tak jeszcze ktoś to za mnie ugotował... i białego wina bym się napiła.. hmmm, no ale w domu mam tylko półsłodkie, a wytrawnego nie...

sobota, 23 lutego 2013
jabłko w cieście...a jakże...

to był dość pracowity dzień.. od samego rana robię generalne porządki w mieszkaniu - na pierwszy ogień sypialnia - bo najmniej w niej rzeczy.. potem duży pokój - część zachodnio-północna (chyba mogę tak napisać przy 6,10 m długości tego przybytku?), część południowo-zachodnia będzie przeorganizowana jutro - tam do zrobienia jest najwięcej, bo tam są... szafy! :) jutro też, jak będę na chodzie - przejrzę kuchnię..

no ale o jabłkach miało być... no więc tak, zrobiłam sobie przerwę, zajrzałam na FB i zobaczyłam je.. na talerzu u Piotrka M i ścisnęły mnie ślinianki...tak mocno, że aż strach... :)

1

no i są.. zrobiłam sobie w minutę osiem... plastry jabłka w cieście z jajka, cukru, maślanki, mąki i sporego chlustu czystej Soplicy :)

2

potem trochę pudru i pstryk...

i dobrze, że pstryk - bo już ich nie ma! :D

3

wtorek, 19 lutego 2013
sztuka prostoty, umiaru, planowania...

do dzisiaj nosiłam w sobie przekonanie o tym, że kieruje mną prostota, trochę wymuszony przez życie umiar, ale generalnie wszechobecne planowanie...

w jakim że błędzie żyłam...

chciałabym przeczytać poniższe pozycje  autorstwa Dominique Loreau nie dlatego, żeby odnaleźć wskazówki na życie, ale by poznać punkt widzenia tych samych rzeczy z perspektywy innej osoby..

a może też i po to, aby jeszcze szerzej otworzyć oczy i zamknąć ramiona...

12

34


tak czy inaczej, z której strony by nie patrzeć - zaczęłam od porządków w domu pozbywając się rzeczy niepotrzebnych... od ubrań począwszy, po przez stare papierzyska i pozostałe zabieracze miejsca w szafkach...(jessu, ale tego jest...)

czwartek, 14 lutego 2013
myśląc o kochaniu...

2

..kto chce, bym go kochała, nie może być nigdy ponury
i musi potrafić mnie unieść na ręku wysoko do góry..
kto chce, bym go kochała, musi umieć siedzieć na ławce
i przyglądać się bacznie robakom i każdej najmniejszej trawce..

i musi też umieć ziewać, kiedy pogrzeb przechodzi ulicą,
gdy na procesjach tłumy pobożne idą i krzyczą..
lecz musi być za to wzruszony, gdy na przykład kukułka
kuka lub gdy dzięcioł kuje zawzięcie w srebrzystą powłokę buka..

musi umieć pieska pogłaskać i mnie musi umieć pieścić..
i śmiać się, i na dnie siebie żyć słodkim snem bez treści..
i nie wiedzieć nic, jak ja nic nie wiem, i milczeć w rozkosznej ciemności..
i być daleki od dobra i równie daleki od złości...

1
aut. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska



piątek, 08 lutego 2013
..uzupełnienie filmowe...

poza mocnym kinem sensacji w wydaniu Stathama i całej plejady gwiazd w "Niezniszczalnych" obejrzałam też kilka innych fajnych filmów...

1234

5678

9101112

opisy w późniejszym terminie..

choć wspomnę, że najbardziej podobały mi się trzy ostatnie...

bułki domowe ze słonecznikiem i płatkami owsianymi..

bułki piekę od czasu do czasu.. wg właściwie jednego, ale modyfikowanego przepisu :)

pół kilo mąki, dwadzieścia deko drożdży, łyżka cukru i soli, woda i ziarna.. aaaa...no i ciut mleka do pomiziania...

20 min w piekarniku przy 180"C z wiaterkiem :) tzn z termoobiegiem...

1

2

 

kilka dni z Jasonem Stathamem...

od kilkunastu dni nie mogłam znaleźć czasu na wpis o kolejnym aktorze, któremu poświęciłam ostatnio czas, by obejrzeć filmy z jego udziałem....

zaczęło się zupełnie przypadkowo, od filmu "Transporter", na który wielokroć trafiałam i omijałam, aż do czasu... - no i wciągnęło mnie to kino... potem był "Transporter 2" i kolejno "Transporter 3"..

no i tak dalej... poleciałam całym dobytkiem filmowym tego pana... - chociaż niezupełnie, nie widziałam bowiem ostatniego filmu "Parker" i "Przekrętu" - tak polecanego przez Pawła Z :)

chociaż role Jasona Stathama są do siebie w tych wszystkich filmach podobne, bo głównie gra inteligentnych agentów potrafiących przyłożyć tym złym i niedobrym gangsterom - to fajnie ogląda się te filmy...

zdecydowanie polecam...

 

a tu okładki obejrzanych filmów...

1234

5678

9101112

13141516

17181920

 

i filmografia...

http://www.filmweb.pl/person/Jason.Statham

a który film o czym - napiszę później... :)

niedziela, 27 stycznia 2013
czekanie na bułki maślane....

czekam na bułki maślane... czekam i czekam... i słucham... i słucham.... ten czas oczekiwania umila mi dzisiaj Rumer...

pięknie śpiewa...prawda?

 

żródło: wiadomo jakie :)

sobota, 05 stycznia 2013
iza lach - slice....

usłyszałam dzisiaj polską Katie Melua... - wcześniejsze piosenki Izy Lach niekoniecznie podobają mi się tak, jak "Slice"...

z ciekawością będę jednak śledzić jej twórczość muzyczną...

ale ponieważ Slice usunięto z youtube, to wstawiam inną, równie udaną piosenkę - choć już może nie w klimacie Gruzinki Melua...

piątek, 30 listopada 2012
hot fuzz...ostre psy....

tvn7 skończył właśnie emisję świetnego brytyjczyka... Hot Fuzz, polski tytuł Ostre Psy... - no po prostu świetny film... w typowym, angielskim humorze...

nietypowa komedia sensacyjna... boski, tak głupi, że aż śmieszny - coś na podobieństwo Zgonu na pogrzebie z odrobiną Hot Shots, nieee...no brak mi słów, gorąco polecam oglądnięcie - dla relaksu oczywiście...

powtórki w tv nie będzie, ale jest ten film na portalach filmowych...

niedziela, 18 listopada 2012
kurczak w sosie serowo-pieczarkowym...

od czasu do czasu ubolewam sobie mocno, że nie mam ogromniastej lodówki i takiej też zamrażarki.. oj, zapasów miałabym co nie miara... a do tego jeszcze spiżarnia z ogromem przetworów na zimę...ogórki, grzybki, sałatki wszelkie, soki, kompoty... - się rozmarzyłam znowu...

lubię mieć w swojej lodówce różne produkty, zarówno świeże jak i mrożone - tak też poczyniłam z pieczarkami, które ostatnio kupiłam z przeznaczeniem na pizzę i coś jeszcze.. - część zamroziłam, a z części postanowiłam zrobić sos do kurczaka.. w swojej nomenklaturze nazywam to 'z szybka' potrawką..

1

przepis:

  • 1,5 piersi z kurczaka
  • 1/2 kg pieczarek
  • 1,5 cebuli (można 2, ja miałam zbywającą połówkę, więc nie obierałam drugiej całej)
  • 1 śmietana 18% - 400 ml
  • 3/5 szkl wody
  • 2 czubate łyżki serka topionego (w pudełeczku)
  • łyżka siekanej natki pietruszki
  • sól, pieprz do smaku
  • margaryna do smażenia pieczarek - 2 łyżki
  • olej do smażenia kurczaka - 2 łyżki

obraną cebulę pokroić na piórka i przesmażyć na margarynie, gdy już będzie robiła się szklista dodać pokrojone w plastry pieczarki i smażyć tak długo, aż zbrązowieją, a niektóre się nawet przypieką.. (to daje lepszy pieczarkowy smaczek) - dodać ciut soli i pieprzu

na drugiej patelni (lub tej samej, gdy nie chce nam się zmywać ogromnej ilości naczyń) przesmażyć kurczaka pokrojonego w małe paski lub kawałki - jak kto woli (u mnie to wszystko zależy od nastroju)

2

gdy kurczak będzie już wystarczająco przesmażony - przełożyć go wraz z pieczarkami i cebulą do garnka, dodać wodę oraz śmietanę

śmietanę należy dobrze i szybko wymieszać, aby się nie zwarzyła* (od waru, nie wagi) - na samym końcu dodać ser topiony i równie dokładnie mieszać sos..

doprawić jeszcze do smaku solą i pieprzem, wsypać natkę pietruszki i podawać z makaronem pappardelle lub tagliatelle (czyli wstążkami szeroką lub bardziej szerszą) :) albo z ryżem - co też czasami czynię..

uwaga: sos serowy szybko gęstnieje, więc albo można dodać więcej wody (ja to robię na drugi dzień) albo uważać przy odgrzewaniu potrawy, żeby nie przywarło i nie przypaliło się dno garnka..

3

jabłecznik a'la tarta...

jabłecznik (o rany, jak ja dawno nie słyszałam tej najnormalniejszej nazwy ciasta jabłkowego - tylko szarlotki i szarlotki) - no więc jabłecznik a'la tarta, a to dlatego, że upieczony w formie do tarty i cieniutki jak tarta... ale z kruchym tartowym ciastem, to nic wspólnego nie ma...

1

ot, miał być ten jabłecznik tak szybki jak sypana szarlotka po prostu..

przepis (improwizowany)

  • 10 jabłek normalnej, standardowej wielkości
  • 1/2 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki kaszy mazurskiej drobnej (nie miałam już manny)
  • 1/2 szklanki cukru (dałam ciut mniej ostatecznie) + 2 łyżki do jabłek
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (dałam na oko)
  • 50 g masła, może 60 g
  • do posmarowania formy trochę Kasi - margaryny

suche składniki wymieszałam ze sobą, jabłka obrałam i starłam na tarce z dużymi oczkami - posłodziłam te jabłka dwiema czubatymi łyżkami cukru

formę posmarowałam margaryną Kasią, wysypałam część suchej mieszanki ciastowej na spód rozprowadzając równo, na to wyłożyłam jabłka, a z pozostałej części suchego ciasta zrobiłam kruszonkę dodając zimne masło

piekłam 40 min w temp 180"C z termoobiegiem - bo zależało mi na tym, żeby kasza 'doszła', ale nie doszła :) ta, w kruszonce nie doszła wcale, więc wierzch ciasta jest nieco kruchy i trzeszczy pod zębami :)

2

nie przeszkadza to jednak łasuchowi na degustację, choć drugi raz już tego nie zrobię tzn nie zamienię manny na mazurską...

3

magiczny, magiczne, magiczna....

weekend filmowy przebiega mi pod hasłem 'magiczny' w odmianach tego słowa... - mało jest filmów dla dorosłych o tytułach zawierających pewnego rodzaju 'magiczność' - najwięcej jest fimów animowanych dla dzieci...ale jakoś niespecjalnie miałam na nie ochotę...

chociaż, Bolka i Lolka to mogę na okrągło, albo na przykład Tom i Jerry, albo...Krecika... :)

no ale wracając do tematu, obejrzałam cztery filmy...

12

34

 

1/ Magic Mike - oprócz walorów artystycznych tj występów tanecznych grupy facetów - fabuła tego filmu specjalnie mnie nie poruszyła, choć wątek głównego bohatera - zbieranie pieniędzy na realizację marzeń - to dobry kierunek... film się skończył chyba za szybko, brakuje tradycyjnego dobrego zakończenia... ocena filmu: taniec 4/6, fabuła 3/6

2/ The Magic of Belle Isle - z rolą główną Morgana Freemana (lubię tego aktora i filmy, w których gra) - to historia autora westernów, który popadł w alkoholizm i stracił inspirację do pracy. Wynajmuje dom w pięknej miejscowości Belle Isle, a poznana mieszkająca w pobliżau rodzina pomaga mu w przenośni - stanąć na nogi... moja ocena filmu 4/6

3/ Magic Beyond Words: The J.K. Rowling Story - to historia życia autorki powieści o Harrym Potterze.. - mnie się dobrze oglądało ten film...niby biograficzny, ale na swój sposób familijny, ciekawy...takie uzupełnienie, przedmowa do filmów o Harrym - wart obejrzenia... ocena: 4/6

4/ Magiczna kula - Snowglobe - główna bohaterka Angela dostaje w prezencie kulę śnieżną, która powoduje, że święta stają się cudowne i idealne, ale czy do końca magiczna kula może uszczęśliwić Angelę? - ciepły, świąteczny film na jesienne i zimowe wieczory, gdy zaczynamy mieć już ciągotki świąteczne... - ja powoli zaczynam je mieć :) ocena: 3/6

w zeszłym roku zrobiłam sobie maraton filmów świątecznych - choć niektóre naiwne do bólu, ale potrafiły nastroić mnie świątecznie i radośnie, a o to przecież w tych filmach chodzi...

bo....coraz bliżej święta!

wtorek, 13 listopada 2012
Benedict Cumberbatch..i Sherlock Holmes..

a kto jeszcze nie oglądał i nie zna nowego, uwspółcześnionego Sherlocka Holmes'a - bytyjskiego serialu telewizji BBC - to gorąco polecam...

zdecydowanie bardziej mi się podobał ten film, niż wersje kinowe ostatnich lat..

* z ostatniej chwili - właśnie dowiedziałam się, że telewizja AXN będzie puszczała "Elementary" - film amerykański z 2012 r o Sherlocku Holmes'ie w Nowym Jorku - może być ciekawy - zapewne będę oglądać..

pieczyste..

zamiana ról.. miała być duszona łopatka na obiad, wyszła pieczona do chleba wędlina..

1

łopatkę rozcięłam tak, żebym mogła z niej zrobić roladę - użyłam przypraw: soli, przyprawy do grilla, czosnku, pieprzu ziołowego i majeranku..

całość mocno zwinęłam, wsunęłam w siatkę wędliniarską i zawinęłam w folię aluminiową

łopatka poleżała w lodówce jedną dobę, piekłam ją w temp. 200"C przez 1h 15 min

2

 

do chleba wyśmienita...no i własnej roboty...

3

..z Ireną w jesienny wieczór...

jesienne wieczory mają to do siebie, że w swojej przewidywalności bywają nieprzewidywalne..

wystarczy trochę chłodu i trochę ciepła, a przede wszystkim nieco wieczornej ciszy.. odrobinę  światła ulicznych latarni i wszechogarniającej najbliższy świat mgły... mlecznej, dymnej i gęstej, opadającej na ciemne, ciche ulice..

jesienne wieczory są naprawdę piękne, prawda?  prawie tak klimatyczne, jak te filmowe mgliste, z lekka przerażające Kubą Rozpruwaczem na angielskich ulicach jakiś wiek lub ze dwa wieki temu..

co robić w takie wieczory? ano...

podkręcić kaloryfery, żeby w domu było cieplej...

poszukać cieplejszego i bardziej miękkiego pledu..

nastawić wodę na herbatę i rozejrzeć się za cytryną...bo ta, choć najczęściej leżakuje w lodówce, potrafi zaplątać się w okolicach czajnika - czyżby tam jej było cieplej?

..a następnie -

następnie umościć się już na dobre i wygodnie na kanapie i sięgnąć po "Irenę" Małgorzaty Kalicińskiej i Basi Grabowskiej (córki)..

no..i to by było na tyle...

1

niedziela, 11 listopada 2012
sałatka z kapusty, papryki, marchwi i cebuli...

przetwórstwo warzywne miałam dzisiaj od rana w domu - do teraz pachnie mi cebulą i kapuchą we wszystkich kątach...

1

przepis na sałatkę dostałam od Asi G-J i robiłam tę sałatkę pierwszy raz w życiu (w ogóle pierwszy raz robiłam sałatkę do słoików)

baaardzo mi się przydała maszynka do mielenia mięsa Zelmera, tzn do szatkowania dwóch główek kapusty, cebuli, papryki i marchwi... - uszczęśliwiła mnie dzisiaj i to bardzo, nie wyobrażam sobie, że stoję i ciacham to wszystko nożem...

no, a nasze Mamy i Babcie wszystko ręcznie robiły.... nie mówiąc już o praniu ręcznym na tarze...

przepis od Joanny jest taki:

  • 5 kg kapusty
  • 1 kg papryki
  • 1 kg cebuli
  • 1 kg marchewki
  • ½ l oleju
  • ½ l octu 6%
  • 30 dag cukru
  • sól do smaku (od 1- do 3 łyżek, ja dałam - końskim targiem - 2 łyżki)

2

 warzywa poszatkować, wymieszać, zalać zaprawą, ponownie wymieszać i odstawić na 2 godziny

3

paprykę z cebulą poszatkowałam najpierw

4

następnie poszatkowałam kapustę, a na koniec marchew..

przemacerowaną sałatkę przełożyć do słoików i pasteryzować 20 min (w garnku lub piekarniku) - ja wybrałam opcję piekarnik - 20 min temp. 120 "C

6

7

część słoików trafiła do garnka, bo piekarnik ma niestety ograniczoną pojemność...

nieskromnie powiem, że sałatka się udała :)

kobieta domowa zakorzenia się we mnie coraz bardziej i mocniej...

od dzisiaj zaczynam zbierać słoiki, bo lato niebawem i sezon przetwórczy też ;) no wiem, wiem, najpierw jeszcze zima, Święta, Sylwester i przedwiośnie... potem jeszcze Wielkanoc... ale ze słoikami to nie taka prosta sprawa, nieprawdaż ? :)

kosztowo wygląda tak: kapusta ok 7 zł, papryka 5,40 zł, marchew 2 zł, cebula 1,30 zł, olej 3 zł, ocet 0,30 zł  razem = 19 zł

wyszło mi 15 słoików różnej wielkości plus dwie porcje surówki do obiadu (bez pasteryzowania - też pycha! )

8

niedziela, 28 października 2012
szarlotka 'sypana'...

usłyszałam o tej szarlotce parę dni temu, przysłuchując się rozmowie koleżanek przy lunchu...

zaciekawiła mnie, bo lubię wypieki szybkie, łatwe i smaczne :)

pogrzebałam też w internecie i okazało się, że to bardzo znana szarlotka...

surowce miałam pod ręką, chęci też, czasu w zapasie, więc czemu nie?

0

przepis:

  • szklanka mąki
  • szklanka cukru
  • szklanka kaszy mannej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 100 g masła
  • 1 kg jabłek
  • dodatki: 1/4 szkl cukru do jabłek, 1 łyżeczka cukru waniliowego

mąkę, cukier i kaszę oraz proszek do pieczenia - wymieszać, jabłka obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach, jabłka wymieszać z cukrami (patrz: dodatki)

formę do pieczenia wysmarować sporą ilością tłuszczu, na to wysypać część mieszanki ciasta, a następnie wyłożyć warstwę jabłek, na jabłka wysypać resztę mieszanki.. na samym wierzchu umieścić resztę masła, można pokroić je w cienkie plastry (ja tak zrobiłam) lub polać wierzch ciasta rozpuszczonym masłem (wersja zasłyszana)

można też zrobić dwie warstwy jabłek i trzy warstwy ciasta (najczęściej spotykany sposób w internecie)

piec 60 min w temperaturze 180-190"C - ja swoją zrobiłam z podwójnej ilości składników

12

34

muszę powiedzieć, że szarlotka jest niezła - choć dla mnie ciut za słodka, dałabym 3/4 szkl cukru następnym razem...

5

czwartek, 25 października 2012
jogurtowy sernik..

jogurtowy sernik - urodzinowy - dla Ewy, powstał wczoraj, późnym wieczorem...

składniki to głównie jogurt typu greckiego 4 opakowania po 400g, niecała szklanka cukru pudru oraz 5 czubatych, ale nie przesadzonych łyżek żelatyny, którą rozpuściłam w ok 180 ml gorącej wody

wymieszałam mikserem jogurt z cukrem pudrem, następnie dodałam ciepłą jeszcze żelatynę i ponownie wymieszałam..

napisy zrobiłam masą jogurtową z odrobiną kakao

galaretka truskawkowa - 2 opakowania rozpuszczone w ok 3/4 l wody

mnie sernik smakował, dziewczynom chyba też :) tak mówiły przynajmniej :)

a tak się prezentował, zanim Ewa pociachała go na kawałki :)

1

2

 

sobota, 20 października 2012
akcent jesiennego spaceru...

taki tam  hand made  obrazek jesienny z dzisiejszego spaceru...

liscie

i nawet śliwki wiedzą, co jest w życiu najistotniejsze...

sli

6

kapusta zasmażana...

nie przepadałam za tym wynalazkiem....

do czasu....

kapu1

teraz nie mogę obojętnie przejść obok, jeśli zobaczę ją w biurowej restauracji... - tak ją polubiłam...

do tego stopnia, że postanowiłam nauczyć się ją robić... no i nauczyłam się :)

kapu2

przepis był improwizowany, więc wszystko było na oko...

ze 2 kg kapusty, parę świeżych pomidorów, trochę koncentratu, ciut zasmażki z mąki pszennej, trochę majeranku, liścia, pieprzu ziołowego..

kapu3

a! i marchewkę dodałam...i trochę wieprzowiny, co by mi bogatszą była...

najbardziej z gotowanymi ziemniakami pure mi smakuje...

serowarzenie domowe..

co sobota (raczej) staram się pojechać na targ po normalne, wiejskie krowie mleko.. to zupełnie inny smak i gęstość, którą się czuje w ustach...

tłuściutka śmietana, która pływa na wierzchu, a która zebrana do słoiczka jest świetnym dodatkiem do chleba (gdy już oczywiście zgęstnieje tak, że prawie kroić można)..

pisząc te słowa łykam ślinę, bo dzisiaj akurat targowisko ominęłam, a zjadłabym takiej wiejskiej śmietany z bułką....

no ale wracając do tego mleka, to ostatnim razem postanowiłam sobie uwarzyć sera.. Mama często robiła twarożek z mleka, którego w domu było codziennie sporo - takie czasy - dostawała mleko w pracy, Tata też...więc wiadomo - mleka było dużo...

lekko kwaśne mleko podgrzewałam na małym ogniu, aby wytworzyły się serowe farfocle, następnie odcedziłam na sitku w gazie...

z 1,5 litra mleka wyszedł mi serek wielkości dwóch piąstek :) ale zabawy i wspomnień miałam wystarczająco, więc warto było...  muszę to kiedyś powtórzyć, ale z większej ilości mleka..

1serw

2serw

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19