czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
czwartek, 14 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 3)

wczoraj była środa i trzeci dzień diety.. trzymam się wytrwale, choć wszystko wokół kusi zapachami...

piję wodę litrami i to przynosi też pierwsze efekty... nie wiem jak to się dzieje, ale dzieje się i to najważniejsze :)  -2,60 kg!

nie ćwiczę, choć może zacznę robić brzuszki i może jakiś dance do muzyki z radia przy sprzątaniu :) zostają tradycyjne spacery z psem i wchodzenie po schodach :)

i tradycyjnie jadłospis dnia -

śniadanie: kawa (ale już bez zdjęcia, bo nie zrobiłam)

obiad: szpinak, pomidor, owoc

1

kolacja: 2 jajka, szynka, sałata z oliwą i cytryną

2

ps' zapomniałabym - wieczorem skusiłam się na gorzką herbatę z cytryną... no prawie jak woda...

wtorek, 12 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 2)

dzisiaj mija drugi dzień diety... o ile w ciągu dnia dieta nie daje się we znaki, o tyle wczoraj wieczorem odczuwałam głód...  :(  

tak więc na śniadanie: kubek kawy

1

na obiad: befsztyk 200g, miks sałat z oliwą i cytryną oraz 100g owoców

2

4

na kolację: 100g szynki drobiowej i jogurt naturalny

3

 

i oczywiście woda z cytryną, za każdym razem, jak mnie nachodzi myśl o jedzeniu :)

poniedziałek, 11 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 1)

no cóż... tak wybrałam i tak mam... nie boleję jednak specjalnie, bo o ile uwielbiam barwy na talerzu i przeróżne smaki, o tyle jednocześnie umiem dostosować się do sytuacji, również kulinarnej.. nie jestem wybredna, zjem prawie wszystko, bez bólu...

zaczynam monotonną dietą 13-dniową, słynną lubianą i nie, dietą kopenhaską, a potem pociągnę Dukana.. - tu będzie mnie trochę 'bolało', bo uwielbiam owoce...

wiem o wszystkich 'za' i 'przeciw' więc liczę na to, że nikt mnie tu pouczać nie będzie, mam 45 lat i wiem co robię :) chyba ;)

na śniadanie: kawa z cukrem

1

na obiad: 2 jajka na twardo, szklanka szpinaku i pomidor

2

na kolację: befsztyk, sałata rzymska i dwukolorowa z oliwą i cytryną

3

5

w przerwach: woda z cytryną, duużo, duuużo wody lub zielona herbata

4

wagi wyjściowej nie podam, bo się wstydzę :) ale o efektach napiszę...

-----------------

dokładnie tak... postawiłam grubą kreskę...

 

długo nie pisałam, ale chyba ta przerwa była mi potrzebna...

nadal nie mam pracy, plany życiowe uległy mocnemu zweryfikowaniu, bywają zarówno gorsze jak i lepsze dni..

siedzenie w domu i spożywanie posiłków w rodzaju 'coś tam sobie wezmę z lodówki' nie sprzyja ani moim biodrom, ani udom, ani ogólnie mojej gruszkowej sylwetce..

i jak to z poniedziałku bywa, obudziłam się z mocnym postanowieniem powrotu do sylwetki i rozmiaru sprzed lat około 10-ciu... czy się uda? nie wiem, ale chciałabym..

w końcu to trzy-cztery rozmiary do zrzucenia, no i nie chciałabym oddawać całej mojej wcześniejszej garderoby mojej szczuplejszej siostrze :) bo, z uśmiechem się przyznam, część moich większych rzeczy podarowałam mojej drugiej siostrze, którą chyba zacznę namawiać do schudnięcia.. :)

i pozdrawiam wszystkich moich starych znajomych, którzy tu jeszcze zaglądają :)

czwartek, 10 maja 2012
trouble...

muzycznie...

 

 Trouble will find you
 No matter where you go
 Oh, oh
 No matter if you're fast
 No matter if you're slow
 Oh, oh
 The eye of the storm
 wanna cry in the morn
 Oh, oh
 You're fine for a while
 But you start
 To lose control

 He's there in the dark
 He's there in my heart
 He waits in the wings
 he's gotta play a part
 Trouble is a friend
 Yeah
 Trouble
 Is a friend of mine
 Ahh

 Trouble is a friend
 But trouble is a foe
 Oh, oh
 And no matter
 What I feed him
 He always seems to grow
 Oh, oh
 He sees what I see
 And he knows
 What I know
 Oh, oh
 So don't forget
 As you ease
 On down my road

 He's there in the dark
 He's there in my heart
 He waits in the wings
 He's gotta play a part
 Trouble is a friend
 Yeah
 Trouble
 Is a friend of mine
 So don't be alarmed
 If he takes you
 By the arm
 I roll down the window
 I'm a sucker
 For his charm
 Trouble is a friend
 Yeah
 Trouble
 Is a friend of mine
 Ahh

 How I hate the way
 He makes me feel
 And how I try
 To make him leave
 I try
 Oh, oh, I try

 But he's
 There in the dark
 He's there in my heart
 He waits in the wings
 He's gotta play a part
 Trouble is a friend
 Yeah
 Trouble
 Is a friend of mine
 So don't be alarmed
 If he takes you
 By the arm
 I roll down the window
 I'm a sucker
 For his charm
 Trouble is a friend
 Yeah
 Trouble
 Is a friend of mine
 Ahh

 Ooh
 Ahh
 Oo

indyjskie curry z kurczakiem...

lubię kuchnię hinduską, ale jadam rzadko...noo...bardzo rzadko... dlatego też od dawna chodziło mi po głowie, żeby porwać się na zrobienie jakiegoś mięsa w takim smacznym i aromatycznym sosie, jakie podają w hinduskich restauracjach...

nie mam odpowiednich przypraw i wiedzy, to też sięgnęłam po gotowy sos Patak's - Mild Curry i muszę stwierdzić, że to bardzo fajny sposób na odrobinę Indii w domu...

2

przepis:

  • słoiczek Mild Curry
  • 150 ml śmietany 12%
  • 1 średnia cebula
  • podwójna pierś z kurczaka
  • ryż
  • natka pietruszki (nie miałam kolendry)

na odrobinie oleju podsmażyłam cebulę pokrojoną w piórka, następnie dodałam mięso z piersi kurczaka pokrojone w kostkę i smażyłam przez kilkanaście minut

do podsmażonego mięsa wlałam sos ze słoiczka i dodałam śmietanę - nie dodawałam żadnych innych przypraw, bo sos jest dobrze i smacznie przyprawiony

1

curry podałam z białym ryżem i natką pietruszki

3

4

kupny sos zupełnie mnie nie zawiódł, wręcz przeciwnie, stałam się jego wielbicielką i częściej będzie gościł w mojej kuchni...  mam jeszcze pastę curry Korma, którą wykorzystam za jakiś czas..

środa, 02 maja 2012
sezon ogórkowy....

sezon ogórkowy rozpoczęty :)

1

 

  • 1 łyżka soli na 1 litr przegotowanej wody
  • gorczyca, koper świeży, koper ogrodowy suszony, czosnek
  • można dodać trochę korzenia chrzanu lub liść wiśni

2

3

filmów c.dalszy...

w przerwach machania pędzlem malarskim pozwoliłam sobie na mały relaks..

123

456

789

"Freeman" (Wybrany) - 4/6 - agenci, morderstwa, sensjacja, przypadkowy świadek w postaci ładnej dziewczyny i przystojny agent... - trzeba lubić takie kino, żeby oglądać te filmy

"Countdawn" - 4/6 -  to historia bogatego faceta, który dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory i uratować go może tylko przeszczep od kogoś z rodziny. Jego syn zmarł przedwcześnie i jego organy zostały przeszczepione pięciu innym osobom, które nasz bohater po kolei odnajduje.. taki do przemyśleń film i do popłakania na końcu..

"Columbus circle" - 4/6 - fajny, podobał mi się - nie chcę opisywać o czym jest, bo warto na niego popatrzeć.. no dobrze napiszę ciut: kobieta cierpi na agorafobię, wprowadzają się nowi sąsiedzi, jest księgowy, jest bita kobieta, jest tajemnica dziedziczki wielkiego majątku..

"Człowiek na krawędzi" - 3/6 - dobry pomysł na film, do końca trzyma, ale generalnie czy ja wiem... no, jak to filmy amerykańskie sensacyjne...

"Love to kill" - 4/6 - można pooglądać w wolnym czasie, intrygi, intrygi, intrygi... kobieta wychodzi bogato za mąż, po czym jej mężowie giną w wypadkach, przewidywalny..

"Jabłka Adama" - 3/6 - film ma dobre recenzje, dobre klimaty, ale dla mnie był za ciężki, choć lubię tego rodzaju filmy - można obejrzeć, jak ktoś potrafi patrzeć głębiej...

"Dom" - 4/6 - podobał mi się, prosty, czeski, rodzinny film o gorzkich czasach i konfliktach rodzinnych.. ojciec pracuje w fabryce, a po godzinach buduje domy dla córek, przymuszając je do pomocy, nie zwracając uwagi na ich marzenia...

"Unknown" - 5/6 - lubię filmy z L.Neesonem - ten mnie totalnie zaskoczył, pozytywnie, polecam.... cudzoziemiec, taksówka, wypadek, zanik pamięci a potem rozwiązanie zagadki..

"Zemsta cieciów" - 3/6 - komedyjka o bogaczu i jego niedocenionych pracownikach - takie sobie...

szynka duszona..

kawałek szynki został kupiony w celu zrobienia z niego pieczeni... ale jak to w życiu bywa, kiedy czas goni, wybiera się czasami bardziej proste wyjście..

1

w garnku rozpuściłam trzy łyżki margaryny kasi, dodałam cztery cebule pokrojone w grubą kostkę, garść suszonych podgrzybków i sześć śliwek suszonych drobno pokrojonych - do tego sól, pieprz ziołowy i czarny, trochę majeranku, liść laurowy i parę chlustów maggi w płynie..

2

3

gdy cebula zacznie się brązowić dodaję mięso pokrojone na grubsze plastry, a gdy się nieco zetnie od gorąca i zacznie z lekka przypiekać, całość podlewam gotowaną wodą i duszę ok 1,5 godziny..

podaję z ziemniakami z wody i surówką z kwaszonego ogórka i cebulki..

4

w przerwie..

długo nie pisałam, a to dlatego, że mamy remont mieszkania.. odświeżamy je przed sprzedażą, przeglądamy i pakujemy część rzeczy..

nie mam czasu na pichcenie i zamieszczanie przepisów..

w międzyczasie zaczął się maj...

wtorek, 17 kwietnia 2012
obyczajowe, sensacyjne oraz pozostałe...

nie będę dzielić już reszty obejrzanych przeze mnie filmów na gatunki czy to komedia, czy psychologiczny...

tak więc oglądanie trwa nadal, a te tutaj zakończą przegląd filmów z ostatniego tygodnia..

123

4586791011

 "Rewers" (6/6) - podchodziłam do tego filmu dwa razy i zawsze coś mnie odwodziło od jego obejrzenia, a to brak czasu, a to nastrój, a to tamto... no i wreszcie film pokazała telewizja i całe szczęście, bo to bardzo dobre kino! - specyficzny, świetny, niesamowita gra aktorska - no brak słów, ale ten film trzeba koniecznie obejrzeć.. - bardziej pewnie spodoba się ludziom, którzy o tamtych czasach mają jako takie pojęcie...

"Do ośmiu razy sztuka" (4/6) - obyczajowy, francuski o kobiecie szukającej pracy, chwytającej się różnych sposobów, aby tę pracę znaleźć, ot taka coraz częściej spotykana codzienność..

"Kobieta na skraju dojrzałości" (Young adult)(3/6) - trochę denerwująca historia trzydziestoletniej kobiety, chcącej ułożyć sobie życie na nowo, cofnąć się do przeszłości, bez względu na to, że tak się po prostu nie da...

"Charlie st.Cloud" (4/6) - o, to piękny film i smutny, o tragedii rodzinnej, życiu, miłości... - dobrze, że są takie filmy, człowiek zatrzymuje się na chwilę i sam trochę nad swoim życiem się zamyśli...

"Kwiaciarka" (Flower girl) (3/6) to taka komedia romantyczna, na dni, gdy za oknem siąpi deszcz, można wejść pod koc i napić się herbaty z cytryną.. - ciepły i pogodny film, ale żadne tam aj-waj..

"Zabić wspomnienia" (5/6) - zaciekawił mnie ten film, ale ja generalnie lubię takie filmy, trochę pokręcone.. historia człowieka, którego dotknęła tragedia, stracił rodzinę i wygląda na to, że postradał zmysły, bo żyje we własnym świecie, a 'normalni' ludzie nie zdają sobie sprawy, że jest zupełnie inaczej...

"Wstyd"(2/6) - ja nie zrozumiałam tego filmu, nie zaciekawił mnie, nie zobaczyłam tej głębi i przekazu, tej psychologii, która sprawia, że film jest dobry...

"Eagle eye" (4/6)- dobra sensacja, wciągająca, zagmatwana, zagadkowa - koniec nieco ociera się o fantastykę lub o zaawansowaną technologię wojskową, ale 90% filmu trzyma przed ekranem.. koncówka przewidywalna, ale dla rozrywki można obejrzeć..

"Hanna"(4/6) - fajne kino, piękne obrazy na początku filmu, fabuła znana, szpieg, córka, ci źli agenci, dziecko wyszkolone przez ojca, świetnie daje sobie radę ze wszystkim... dobre kino, choć momentami trochę naiwne, ale jak ktoś lubi sensację, to polecam...

"Oszukana" (3/6) - to film o tym, że żona czasami nie wie, kim jest jej mąż... - taki obyczajowo-zagadkowy...

"Kłamca"( 3/6) - spodziewałam się po tym filmie lepszego  kina... aczkolwiek warto obejrzeć ze względu na to, aby zobaczyć jak człowiek może manipulować innymi ludźmi...

w opisach użyłam skali ocen 1-6 bo tak chyba jest prościej, niż opisywać treść filmu i jego walory odbiorcze

kino azjatyckie..

tak ogólnie nazywam filmy produkcji japońskiej, koreańskiej czy hongkong'skiej (jak to odmienić?)

lubię to kino... te filmy zawsze mają jakąś treść do przemyślenia, uczucia, dużo gra się oczami, ich spojrzeniem i mimiką twarzy.. poza tym to dla mnie egzotyka, możliwość poznania tych krajów nie ruszając się z domu w dalekie, wielogodzinne podróże... inna kultura, zwyczaje i obyczajowość.. od filmów obyczajowych po sensację i horror - to filmy naprawdę warte oglądania..

12

3465

 "Always" - to film o chłopaku, który był bokserem, a teraz zarabia na życie stróżowaniem oraz jako dostawca wody, poznaje niewidomą dziewczynę - zakochują się w sobie - potem on wyjeżdża na nielegalną walkę za duże pieniądze i przepada bez wieści, aż do czasu.... - ładny film...

"Człowiek znikąd" - film sensacyjny, o byłym agencie, który wiedzie spokojne życie, do czasu, gdy zostaje porwana mała dziewczynka, którą zna - fabuła przewidywalna, ale to dobre kino..

"Nocna audycja" (radio FM) - mocny i krwawy - dziewczyna, która prowadzi w radiu nocną audycję i psychopata, który dobiera się do jej rodziny - kończy się szczęśliwie, ale krew się leje..

"A moment to remember" - to historia córki właściciela firmy budowlanej i młodego chłopaka, stolarza... - obyczajowy, życiowy...

"Poongsan" - obraz społeczności, tej z Południowej i Północnej Korei, główny bohater jest kurierem, który przez granicę z narażeniem życia przewozi różne paczki a także i ludzi.. warto obejrzeć..

"Wypadek" - to trochę zawiła sensacja, płatny morderca, którego ofiary giną na skutek dobrze upozorowanych wypadków, po czym wg głównego bohatera on sam staje się celem takiego wypadku... - ciekawe kino..

a po zmierzchu nastąpił mrok...

i tak jak pisałam wcześniej, po obejrzeniu filmów sagi "Zmierzch" poświęciłam parę godzin na bardziej mroczne i krwawe filmy...

145

81110

"Droga bez powrotu" - ze szpitala psychiatrycznego uciekają wynaturzeńcy i dobierają się do grupy młodych ludzi.. - obejrzałam, ale pozostałe części sobie daruję..

"Megan is missing" - mocny, szczególnie pod koniec - traktuje o naiwności nastolatek i braku rozsądku, o zbytnim zaufaniu i chyba o pewnego rodzaju samotności wśród ludzi.. giną dwie nastolatki, kończą źle...a co i jak i dlaczego, to warto obejrzeć, ku przestrodze..

"Letni dom" - to taki horrorek o nawiedzonym przez ducha domu i kobiecie, która się przeciwstawiła złu... - można obejrzeć...

"The broken" jako "Odbicie zła" - nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam ten film.. młoda kobieta któregoś dnia zauważa na ulicy kobietę, która jest jej sobowtórem, jeździ takim samym samochodem... a w domu ma fotografię z ojcem naszej bohaterki...- niby wszystko jasne, a okazuje się, że właśnie nie... - jak ktoś ma dużo czasu, to można obejrzeć..

"Syvalle salattu" jako "Body of water" - historia młodej kobiety, która wraz z dzieckiem przeprowadza się do mieściny nad jeziorem, skrywającym tajemnice... - lubię skandynawskie filmy w tym klimacie.. warto obejrzeć...

"11-11-11" - to kolejny film o duchach, wierze, przeznaczeniu i siłach wyższych - mężczyzna, pisarz, którego ojciec jest bardzo chory, postanawia do niego pojechać i zobaczyć się z nim oraz bratem, z którymi nie utrzymywał kontaktu przez dłuższy czas...

z tych filmów to godne polecenia są drugi i piąty, resztę można obejrzeć, ale jeśli się ich nie zobaczy, to niczego się w życiu nie straci...

poniedziałek, 16 kwietnia 2012
wszystko zaczęło się od "Zmierzchu"...

no więc nasza kochana TV puściła nam "Zmierzch" jakiś tydzień temu... co jak co, ale wzdrygałam się na myśl o tym, że miałabym obejrzeć taki film o wampirach, albo nie daj Boże przeczytać tę książkę... totalnie nie moje klimaty, jakieś takie wydumane, wampiry, wilki i miłość po wsze czasy...

pomyślałam jednak, że żeby powiedzieć o czymś, że się tego nie lubi na 100% trzeba to zobaczyć i co? i obejrzałam cały film... a potem.... a potem obejrzałam wszystkie następne jego części..

nie będę pisała recenzji, bo nie umiem - film mi się podobał, a głównie jego mroczność, szarości krajobrazu, niespotykane łąki kwiatów no i te Wilki....

to jednak był wyjątek, bo jakoś specjalnie 'wampiryzm' do mnie nie przemówił.... niemniej zostałam w mrocznym temacie i obejrzałam parę 'mocnych' filmów.... ale o tym już w innym wpisie..

12

34

mad dog...

dotarła do mnie przesyłka, wygrane sosy Mad Dog oraz fartuszek kuchenny, który bardzo mi się przyda... już tak dużo utytłałam moich domowych koszulek, że aż wstyd..

skupiam się bardziej na tym sosie o smaku grillowanego mięsa... muszę go niedługo skosztować..

jak tylko wykorzystam któryś z sosów do jakiejś potrawy, to nie omieszkam dać tutaj znać..

1

wtorek, 10 kwietnia 2012
szynka drobiowa z szynkowara...

chyba w zeszłym roku albo jeszcze w zeszłym przeszłym, zakupiłam sobie w internecie szynkowar.. to był czas, kiedy naszło mnie robienie własnych wędlin.. kupiłam wówczas siatkę do wędlin, ba - jelita i smaki kiełbasy szynkowej i jeszcze jakiejś, dzisiaj już nie pamiętam...

jelita i sztuczne smaki do wędlin poleciały do kosza, nie będę robić wędlin ze sztucznymi smakami ani z solą nadającą smak wędzonki - do dziś nie wiem, co mi wtedy strzeliło do głowy, żeby to zakupić, jakieś zaćmienie umysłu miałam..

ale szynkowar wreszcie się doczekał użycia.. przejrzałam internet w poszukiwaniu nauk wędliniarskich i znalazłam powtarzający się przepis na szynkę z szynkowara - czyjego jest autorstwa? nie wiem..

zrobiłam szynkę drobiową, następna będzie wieprzowa..

1

przepis:

  • pierś z kurczaka (podwójna)
  • udziec z indyka (4 nogi indycze)
  • cukier puder 1 łyżeczka
  • sól 4 łyżeczki
  • majeranek 1 łyżka
  • parę ziaren gorczycy i kolendry
  • ziele angielskie 2 ziarna (rozgniecione)
  • pieprz czarny i ziołowy (na oko)
  • czosnek 2 ząbki
  • żelatyna 1 łyżeczka (można dać 2 lub 3)
  • woda 100 ml

mięso z piersi kurczaka pokroiłam na mniejsze kawałki, z indyczych nóg odcięłam kawałki mięsa i pokroiłam na mniejsze..

mięsa wymieszałam ze sobą, a w wodzie rozpuściłam sól, cukier puder i przyprawy i zalałam tym mięso ugniatając dłońmi aż do wchłonięcia wody przez mięso..

mięso należy trochę potraktować tłuczkiem do mięsa, ale ja w całej tej ekscytacji robienia mojej pierwszej wędliny zupełnie o tym tłuczku zapomniałam..

tak przygotowanym mięsem napełniłam szynkowar, który wyłożyłam wcześniej dużą śniadaniową torebką foliową.. mięso mocno ubiłam, zamknęłam szynkowar i odstawiłam do lodówki na kilkanaście godzin..

szynkowar parzyłam przez 2 godziny w temp ok 80'C w głębokim garnku, po tym czasie wędlina studziła się całą noc.. w smaku wyszła całkiem niezła, ciekawa, na słoność dobra, tylko galaretka nie bardzo się ścięła, więc tej żelatyny można dać ciut więcej..

4

2

3

szykowar oswoiłam, więc szynki będę robić częściej.. :)

sobota, 07 kwietnia 2012
Wielkanocnie....

..tak i Zdrowych i Radosnych Świąt Wielkiej Nocy życzę Wam Wszystkim... niech pogoda nam sprzyja, Święcone smakuje, a my radujmy się z rodzinnych spotkań i odpocznijmy sobie dobrze..

1

---

ceglasto-brązowe jajka otrzymamy po ugotowaniu ich w wodzie ze sporą ilością łupin z cebuli, a po ostudzeniu można je lekko przetrzeć oliwką, która je nabłyszczy..

środa, 04 kwietnia 2012
tortilla wraps..wersja domowa..

jestem stałą klientką sklepu Biedronka, a tamże, podobnie jak i w innych sklepach, można nabyć drogą kupna gotowe tortille z długim, niestety (chyba konserwanty), terminem przydatności do spożycia... zatem, jest to dobry produkt do przechowywania w lodówce na tak zwany 'wszelki wypadek' szybkiego lunchu albo na podanie zamiast obiadu w dniu 'nic mi się nie chce gotować'..  takich dni u mnie ci ostatnio dostatek...

1

tak więc:

  • wyciągamy z lodówki gotowe tortille
  • odgrzewamy na grillowej patelni (może być zwykła, ale grillowa upiększa placki o paski)
  • kroimy ogórka w plastry, pomidory w kawałki i paprykę w paski, rwiemy trochę sałaty
  • robimy sos majonezowo-jogurtowy
  • kroimy w paski dwie piersi z kurczaka i smażymy na odrobinie oleju wcześniej przyprawiwszy przyprawami do grilla, ostrą papryką i ciutem soli
  • na ciepłe placki tortilli nakładamy po trochu wszystkiego, polewamy sosem i gotowe..

13

45

67

8

z niecierpliwością czekam na przesyłkę z wygranym u  Kasi (blog Gotowanie cieszy) piekielnie ostrym sosem, który będzie dobrym dodatkiem do pikantnej wersji tortilli dla J, wielbiącego jeść na ostro.. ale przygotuję też piekielnie ostre kąski wołowiny do łagodnego serowego fondue..

filmów dobrych ciąg dalszy nastąpił..

powtórzę za Kimś bardzo mi bliskim: ..nie to dobre, co dobre, tylko co się komu podoba.. no a mnie podobają się oglądnięte  ostatnio trzy filmy...

od którego tu zacząć?

może od "Last chance Harvey" z polskim tytułem "Po prostu miłość" - bardzo dobre kino z bardzo znanymi aktorami - Dustin Hoffman i Emma Thompson..

On, samotny rozwodnik, leci do Londynu na ślub córki, przed wylotem pracodawca daje mu do zrozumienia, aby nieco wypoczął na urlopie, by zawodowo dać szansę młodszym - Ona, samotna dojrzała kobieta, swatana przez przyjaciółki... ich drogi krzyżują się raz, a potem drugi i co z tego wyniknie zobaczcie koniecznie... bardzo ładny, ciepły i emocjonalny film... bardzo mi się podobał..

1


 

"Crush" z polskim tytułem "Wpadka" - to historia trzech przyjaciółek: lekarki, dyrektorki szkoły i policjantki - samotnych kobiet, które chodzą na randki, spotykają się w swoich domach na babskich wieczorkach plotkując, obgadując facetów i pijąc wino.. film opowiada o zauroczeniu i tragedii, która wystawia ich przyjaźń na bardzo ciężką próbę... - film naprawdę warto obejrzeć, bo jest taki babski, ciepły i momentami śmieszny do łez... ale łzy wyciska też nie tylko przez śmiech...

2

"La Fee" z polskim tytułem "Czarodziejka" - powiem tyle: odjechany film i trzeba mieć naprawdę poczucie humoru, żeby sprostać temu, aby dotrwać do końca tego filmu...  film opowiada historię nocnego portiera w hotelu, który pewnego dnia spotyka Fionę, czarodziejkę spełniającą jego trzy życzenia... co mi się rzuciło w oczy od pierwszego kadru? to, że w filmie grają aktorzy urokliwi inaczej... świetny film, tylko trzeba się wczuć w ten surrealistyczny i mistyczny momentami świat... - polecam...

3

konfitura z płatków róży w ciasteczkach francuskich..

jedną z wygranych w konkursie u Mileny (Russkaya) była m.in konfitura z płatków róży...

smakuje wybornie na świeżej bułce z prawdziwym masłem..

użyłam jej do błyskawicznych ciasteczek z ciasta francuskiego (kupnego), które pokroiłam w kwadraty i na nie nałożyłam po łyżeczce konfitury, zawijając brzegi ciastek..

1

piekłam 20 minut w temp 180 "C z termoobiegiem, ale to był chyba błąd, bo nieco je przypaliłam... wystarczyłoby im chyba z 15 minut...

2

w którąś sobotę wyjęłam puzzle...

w którąś sobotę wyjęłam puzzle.. "Letni dzień" firmy Trefl.. już kiedyś raz je układałam, ale nie ułożyłam do końca... i minęło lat parę, i wyciągnęłam je znowu...

2

chciałam się odciąć od teraźniejszości, codzienności, od świata, który jest... chciałam skupić się w ciszy nad pięciuset kawałkami kolorowych tekturowych puzzli, których układanie uspokaja, wycisza, zamyka człowieka w innym, wyimaginowanym świecie - zazwyczaj tym z puzzli.. to coś jakby przejście na drugą stronę lustra...

1

układanie puzzli to jedna przyjemność... kolejne dwie widoczne są na fotografiach... kawa i jogurtowy sernik na zimno...

3

4

cieszę się, że na diecie, którą zacznę po świętach, będę mogła jeść mój ukochany deser, tyle - że bez cukru.. bo jogurt jak najbardziej w tej wersji z żelatyną jeść będę mogła..

--

tak się rozpisałam...ale muszę dodać, że niemoc twórcza zmusiła mnie do zebrania puzzli do pudełka.. znowu nie ułożyłam ich do końca.. zaczęliśmy malowanie mieszkania.. ot, wymówka..  wymówka, żeby nie robić świąt i żeby nie przyjmować gości... 

dziczeję w tych czterech ścianach..

 

sobota, 31 marca 2012
lunchtime 1932...

przerwa na posiłek...dawno temu, bo w 1932 roku i nie w Warszawie, a w Nowym Yorku...

te zdjęcia wywarły kiedyś na mnie niesamowite wrażenie... niektóre z nich, szczególnie trzy, są bardzo znane całemu chyba światu..

132456798

źródło: google

wtorek, 20 marca 2012
bułki z ciasta chlebowego..

zachciało mi się świeżej kajzerki z makiem na śniadanie, chrupiąca, ze świeżym masłem maślanym, z serem białym i konfiturą z płatków róży... do tego kubek kakao...

tak i zrobiłam bułeczki z ciasta chlebowego..

1

  • 1/2 kg mąki
  • 2 szkl wody (lub ciut mniej)
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżka soli (płaska)
  • 20 g drożdży
  • 1 łyżka oliwy
  • garść pestek słonecznika
  • trochę maku
  • odrobina mleka

rozrobiłam drożdże w odrobinie wody, z cukrem i łyżką mąki, pozostałą mąkę przesiałam przez sito, dodałam sól, pestki słonecznika, wymieszałam wszystko, zagniotłam ciasto, podzieliłam na porcje i ułożyłam na blasze, następnie bułeczki nacięłam, posmarowałam mlekiem i posypałam mlekiem, odstawiłam na parę minut do wyrośnięcia, a następnie piekłam 23 min w tem 200"C

2

3

i powtórka kolejnego dnia...

11

niedziela, 11 marca 2012
koniec wiosny i magiczne miejsce..

..trzy książki plus jedna:

"Koniec wiosny w Lanckoronie" Agnieszka Błotnicka

"Magiczne miejsce" Agnieszka Krawczyk

"Alicja w krainie konieczności" Magdalena Kawka

ta pierwsza, już przeczytana, w jeden dzień... wciągnęła mnie ta opowieść o młodej kobiecie, której historia wyjazdu z Warszawy, odchudzania się i spojrzenia na życie, przeplata się z historiami innych, napotkanych na swojej drodze ludzi..  podobała mi się ta książka...

ta druga -podobała mi się bardziej - niesamowicie dużo dobrej energii zaczerpnęłam z tej książki i wiary w ludzi, czy są takie miejsca w Polsce? to ja chcę tam zamieszkać, mieć za sąsiadki i Milę i Teklę i wszystkich mieszkańców Idy.. - polecam... niesamowity relaks przyniosła mi lektura tej książki..

jedno tylko mi w niej przeszkadzało - cytaty prawie na co drugiej stronie z różnych dzieł znanych pisarzy, aż się człowiek zaczyna wstydzić, że nie przeczytał wszystkich wspomnianych... wg mnie za dużo tych 'mądrości' - zupełnie niepotrzebnie..

autorka nie musi udowadniać czytelnikowi, że jest taka 'oświecona', a ten ma czytelnicze braki... :)  niemniej książkę warto przeczytać...

ta trzecia zaś, to historia mężatki, żony ciągle zapracowanego męża, siostry niezbyt odpowiedzialnej matki trójki dzieci i kobiety, o której względy zabiega dwóch mężczyzn.. bardzo fajnie się czyta tę historię, tak jakby oglądało się serial w tv.. - polecam..

ta czwarta, dodana tu po jakimś czasie tylko dlatego, żeby nie tworzyć nowego wpisu, to "Zemsta" Małgorzaty Maciejewskiej - jedna z lepszych 'babskich' książek, jakie ostatnio czytałam.. tragiczna na początku, mąż, zdrada i skok przez okno plus dobre przyjaciółki, które pomszczą swoją koleżankę w imię ich przyjaźni.. momentami wydaje się, że to polskie "Gotowe na wszystko", ale nie... to zupełnie inne, polskie realia i babska przyjaźń, która, jeśli jest prawdziwa i szczera przetrwa wszystko...

kwiommie

a1q4

poniedziałek, 05 marca 2012
obiad nie na mieście...

to był spontan..

telefon i propozycja obiadu gdzieś na mieście... ale, że nie bardzo na to miasto miałam nastrój, to zaproponowałam obiad u siebie..

coś prostego, szybkiego, ciepłego i dla żartu 'jakby na mieście'...?

przyszły mi do głowy pulpeciki szwedzkie z żurawiną, jak w Ikei :) no ale one są specyficzne i niepodrabialne :) podobnie jak sos (bo ten z torebki do kupienia w sklepiku spożywczym Ikei, to zupełnie nie to)..

2

tak więc zrobiłam pulpeciki w formie mini kotlecików mielonych, do tego sos cebulowo-śliwkowy, ziemniaki z koperkiem (Ikea podaje ziemniaki z wody) oraz żurawina rodem z Krakowskiego Kredensu, otrzymana kiedyś w prezencie od Kasi i Zbyszka..

1

tak na marginesie: lubię Ikeę.. tę ich kuchnię, sklep i drobiazgi.. a dzisiaj wyczytałam, że Ikea będzie sprzedawać domy ze swoim wyposażeniem... no cud miód jak dla mnie, tylko wygranej w totka mi brak... :)