czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
czwartek, 05 lipca 2012
dietetycznie w upały....

gorąc jaki jest na zewnątrz, każdy wie.... człowiekowi niespecjalnie chce się gotować, a co dopiero jeść...

na śniadanie - puszka tuńczyka, woda z cytryną i kawa..

na przekąskę - marchewka

1

na obiad - sałata z oliwą i sokiem cytrynowym oraz twarożek wiejski

2

(mały grzeszek - mały lód waniliowy z zamrażalnika) popity wodą z cytryną

na kolację - herbata z cytryną i może jajko na twardo... zjadłabym na miękko, ale do miękkiego potrzebuję chleba z masłem - tak już mam, to dla mnie nierozerwalny duet - a na twardo mogę zjeść samo..

c.d.n.....

poniedziałek, 18 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 7) i od nowa...

wczoraj był dzień siódmy, najgorszy, bo na kolację wielkie NIC, myślałam że nie wytrzymam tego 'nic', bo rano zakręciło mi się w głowie i zrobiło mi się słabo... trudno, przekąsiłam dwa małe pomidorki, bo chyba bym padła jak długa... może to upał, może niedożywienie.. nie wiem...

zdjęć nie zrobiłam, bo menu podobne...

dzisiaj dzień 8, który ma takie samo menu jak dzień 1 - więc nie będę robić zdjęć...

waga niestety stanęła nie wiedzieć czemu... może jednak ruszy się w końcu jakoś widowiskowo :)

jadłospis dnia siódmego:

  • Śniadanie: 1 kubek herbaty (najlepiej zielonej) bez cukru/u mnie jednak kawa/
  • Obiad: 1 pierś (150 g) kurczaka grillowana lub z piekarnika, 1 świeży owoc
  • Kolacja: NIC

c.d.n...

sobota, 16 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 6)

wczoraj wieczorem chodził mi po głowie wielki kawał czekolady...chodził i chodził, mruczał i kusił, ale nie skusił... dzisiaj za to, w południe, ktoś robił w pobliżu grilla i tak mi pachniało mięskiem, cebulą, że aż strach... no pokusy są wielkie...

  • Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru, 1 mała kromka pieczywa (grzanka)

foto kawy nie mam, też dzisiaj szybko ją jakoś wypiłam i nie byłam na tyle głodna, aby zjeść grzankę, nie miałam chęci, być może powinnam się zmusić, ale zamiast grzanki był kubek wody z cytryną..

1

  • Obiad: 1 duszona pierś kurczaka bez skóry, 5 liści sałaty z łyżką oliwy z oliwek i sokiem z cytryny

pierś ugotowałam, a do sałaty dodałam parę liści świeżego młodego szpinaku i trochę kiełków brokułowych, do tego paręnaście kropel cytryny i parę psików mgiełki z oliwy.. muszę powiedzieć, że choć pierś pojedyńcza, to danie iście sycące było..

2

  • Kolacja: 2 jajka na twardo, 1 duża starta marchewka

 

trzeć czy nie trzeć?...o to jest pytanie!....  c.d.n.....

piątek, 15 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 5)

jadłospis chyba bardziej odda piąty dzień mojej diety, niż zdjęcia - bowiem tego dnia zdjęć jak na lekarstwo...

  • Śniadanie: 1 duża starta marchewka z sokiem z cytryny

marchewki nie starłam, zjadłam schrupawszy ją jak królik

1

  • Obiad: 1 duża (300 g) chuda gotowana ryba (pstrąg, dorsz lub sola) z sokiem z cytryny. Rybę można także usmażyć bez tłuszczu.

filet z makreli został uduszony/ugotowany na patelni, niestety fotki nie doczekał, primo - nie był zbyt fotogeniczny, secundo - zjadłam go prosto z patelni, byłam głodna jak wilk..

  • Kolacja: 1 duży befsztyk wołowy (200 g), 5 liści sałaty, pół paczki (6-8 główek) gotowanych brokułów

jak pech to pech, mój befsztyk zmienił kolor i zapach, wobec tego nie nadawał się do obróbki cieplnej - w zamian za to zaserwowałam sobie dwa jajka na twardo z brokułami..

2

waga spada...

czwartek, 14 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 4)

kolejny dzień...czwarty z trzynastu...

śniadanie: kawa (nie będę zmuszać się do kostki cukru, bo nie słodzę kawy)

obiad: 1 jajko, 1 tarta marchewka, serek wiejski granulowany, trochę kiełków brokułów

1

kolacja: sałatka owocowa, jogurt naturalny

4

i woda, woda, woda...

dieta kopenhaska...(dzień 3)

wczoraj była środa i trzeci dzień diety.. trzymam się wytrwale, choć wszystko wokół kusi zapachami...

piję wodę litrami i to przynosi też pierwsze efekty... nie wiem jak to się dzieje, ale dzieje się i to najważniejsze :)  -2,60 kg!

nie ćwiczę, choć może zacznę robić brzuszki i może jakiś dance do muzyki z radia przy sprzątaniu :) zostają tradycyjne spacery z psem i wchodzenie po schodach :)

i tradycyjnie jadłospis dnia -

śniadanie: kawa (ale już bez zdjęcia, bo nie zrobiłam)

obiad: szpinak, pomidor, owoc

1

kolacja: 2 jajka, szynka, sałata z oliwą i cytryną

2

ps' zapomniałabym - wieczorem skusiłam się na gorzką herbatę z cytryną... no prawie jak woda...

wtorek, 12 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 2)

dzisiaj mija drugi dzień diety... o ile w ciągu dnia dieta nie daje się we znaki, o tyle wczoraj wieczorem odczuwałam głód...  :(  

tak więc na śniadanie: kubek kawy

1

na obiad: befsztyk 200g, miks sałat z oliwą i cytryną oraz 100g owoców

2

4

na kolację: 100g szynki drobiowej i jogurt naturalny

3

 

i oczywiście woda z cytryną, za każdym razem, jak mnie nachodzi myśl o jedzeniu :)

poniedziałek, 11 czerwca 2012
dieta kopenhaska...(dzień 1)

no cóż... tak wybrałam i tak mam... nie boleję jednak specjalnie, bo o ile uwielbiam barwy na talerzu i przeróżne smaki, o tyle jednocześnie umiem dostosować się do sytuacji, również kulinarnej.. nie jestem wybredna, zjem prawie wszystko, bez bólu...

zaczynam monotonną dietą 13-dniową, słynną lubianą i nie, dietą kopenhaską, a potem pociągnę Dukana.. - tu będzie mnie trochę 'bolało', bo uwielbiam owoce...

wiem o wszystkich 'za' i 'przeciw' więc liczę na to, że nikt mnie tu pouczać nie będzie, mam 45 lat i wiem co robię :) chyba ;)

na śniadanie: kawa z cukrem

1

na obiad: 2 jajka na twardo, szklanka szpinaku i pomidor

2

na kolację: befsztyk, sałata rzymska i dwukolorowa z oliwą i cytryną

3

5

w przerwach: woda z cytryną, duużo, duuużo wody lub zielona herbata

4

wagi wyjściowej nie podam, bo się wstydzę :) ale o efektach napiszę...

-----------------

dokładnie tak... postawiłam grubą kreskę...

 

długo nie pisałam, ale chyba ta przerwa była mi potrzebna...

nadal nie mam pracy, plany życiowe uległy mocnemu zweryfikowaniu, bywają zarówno gorsze jak i lepsze dni..

siedzenie w domu i spożywanie posiłków w rodzaju 'coś tam sobie wezmę z lodówki' nie sprzyja ani moim biodrom, ani udom, ani ogólnie mojej gruszkowej sylwetce..

i jak to z poniedziałku bywa, obudziłam się z mocnym postanowieniem powrotu do sylwetki i rozmiaru sprzed lat około 10-ciu... czy się uda? nie wiem, ale chciałabym..

w końcu to trzy-cztery rozmiary do zrzucenia, no i nie chciałabym oddawać całej mojej wcześniejszej garderoby mojej szczuplejszej siostrze :) bo, z uśmiechem się przyznam, część moich większych rzeczy podarowałam mojej drugiej siostrze, którą chyba zacznę namawiać do schudnięcia.. :)

i pozdrawiam wszystkich moich starych znajomych, którzy tu jeszcze zaglądają :)