czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
niedziela, 03 listopada 2013
kubilus karolina...i odrobina radości...

książki Karoliny Kubilus przeleżały od lata do jesieni, ale może to i dobrze, bo w sam raz pasują do jesiennych wieczorów.. - te poniżej przeczytałam w ciągu ostatniego tygodnia..

nad jedną z nich - "Serce nie słucha" - zarwałam noc do 3-ciej nad ranem i to jest mój wyznacznik dobrej kobiecej literatury, że napisana jest tak, aby chciało się czytać stronę za stroną, by dowiedzieć się, co dalej..

"Zobaczyć tęczę" i "Jak zjeść słonia?" - to przyjemna, lekka literatura, w sam raz przed snem, albo na posiedzenie przy kawie, z widokiem na jesienny ogród..

literatura kobieca ma to do siebie, że wszystkie te opowieści są do siebie nieco podobne, ale co z tego? dawki pozytywnej energii, która z tych książek płynie, nigdy za wiele... :)

123

 

niedziela, 08 września 2013
ruch w biblioteczce...

i kolejna wymiana starych książek na nowe... a idą długie jesienne wieczory...

12

43

będzie co czytać... :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013
zapasy na jesień...

sprzedałam kilkanaście przeczytanych już książek i ich miejsce zajmują powoli nowe pozycje - tym razem uśmiech w stronę kryminału bardziej, ale literatura kobieca też, oczywiście - no bo jak nie?

a jesień idzie, złota, polska, może nawet mglista... w takie wieczory dobry kryminał i herbata z cytryną... o, to jest to....

starzeję się... zgubiłam swoją biblioteczną kartę i jak dziecko, boję się o tym powiedzieć w bibliotece... (a przecież ja nic nie gubię)..

234


15

piątek, 26 lipca 2013
tropiąc jednego wilka..

odebrałam dzisiaj z poczty ostatnią przesyłkę z książkami na lato..

są to: "Tropiąc jednego wilka" - Justyny Karolak, "Sześć Dominika" - Anny Łaciny, "Złocista Dolina" - Iwony Walczak oraz "Wiatrołomy" - Eugeniusza Paukszty..

kończę właśnie "Aleję Bzów"..

12

43

 

a z kulinariów - chodzi za mną makaron pappardelle z jagodami i śmietaną i serem białym... i tak chodzi i chodzi... a w pobliżu nigdzie nie mogę kupić jagód... borówki amerykańskie są jedynie, a ja chcę jagód...tych prawdziwych, najprawdziwszych...



 

poniedziałek, 22 lipca 2013
..jej szerokość afrodyta i wizyta w bibliotece..

..dziwny ten polski tytuł serialu - ang. "Drop dead diva " - ale sam serial jest do rzeczy i wciąga..

przeraża mnie tylko, że jest tego aż 5 sezonów! :)

polecam - serial o prawniczce Jane, a trochę o Deb w skórze Jane - lekki i przyjemny... taki do relaksu...



dzisiaj miałam swoje kino na balkonie, a niebo takie granatowe, śliczne...

1

 

a z biblioteki przyciągnęłam znowu pięć tytułów:

Charlotte Link: Ostatni ślad i Przerwane milczenie  oraz Aleksandra Tyl: Aleja Bzów, Szczęście pachnie bzem i Miłość wyczytana z nut..

1222

443355

i o ile Charlotte Link polecam w ciemno, o tyle o A.Tyl - dopiszę coś później, bo nie znam tej autorki jeszcze...

 

ps' chyba jestem w 'ciągu'... ;)

środa, 10 lipca 2013
polowanie w bibliotecznych półkach...

widać, że lato nastało... na bibliotecznych półkach pustki prawie... wszystko, co fajne, wypożyczone i u ludzi...

upolowałam sobie dwie pozycje, bardzo różne od siebie...

Doris Lessing "Lato przed zmierzchem" oraz Izabela Szolc "Cichy zabójca" - przydałby mi się czasowstrzymywacz... bo głodnam tych książek okropecznie :)

12

 

niedziela, 30 czerwca 2013
książkowa choroba....

kto mnie zna, to wie... jestem chora na książki... :)

z poprzedniego wpisu, na piętnaście książek przeczytałam już dziewięć i wysłuchałam dwie..

a przede mną jeszcze szczęśliwa trzynastka, w sam raz na letnie dni... bo tematyka, jak zwykle, lekka, łatwa i przyjemna... - fakt, zaplątał się w tych książkach jeden kryminał, który to dorzucono mi od wydawnictwa na tzw gratis :)

123

456

789

101112

i kryminał:

13

w międzyczasie szukałam filmów z Dianą Lane, a wpadłam na serial z Daną Delany "Anatomia prawdy" (Body of proof) - historia pani neurochirurg, która świetnie sprawdza się w nowej roli - pani doktor medycyny sądowej.. - polecam, można popatrzeć..



 

poniedziałek, 24 czerwca 2013
utknęłam w romansie..

dobra książka nie jest zła...

wiem, wiem....dawno nie dawałam znaku życia, a to z prozaicznej przyczyny - najpierw poległ mój vaiuś, jakoś tak na dobre dwa tygodnie - a potem - potem utknęłam w romansie...dosłownie!

jeden romans za drugim, tzn książka za książką, żeby nie było za frywolnie.... :) wpadłam w ciąg książkowy, a latem wiadomo - najlepsze czytadła to dla mnie romansidła...

prawie już nic nie gotuję, odkąd dzieciaki się wyprowadziły, jadę praktycznie na kanapkach - nie chce mi się gotować dla siebie samej.. tak więc nie bardzo mam się czym kulinarnie pochwalić...

kompotem rabarbarowym? ciastem z rabarbarem? albo tym sernikiem niesernikowym, który upiekłam w sobotę? ja już nie rozumiem, dlaczego sernik nie smakuje sernikiem, skoro ser twarogowy sernikowy kupiłam?! co za czasy.... jedno, co było w tym serniku najlepsze, to jego zapach, gdy się piekł :)

ale wracam do romansów... otóż wynalazłam na allegro wydawnictwo od romansów i nie tylko - Replika, nie żebym zaraz reklamowała, ale mają tam książki po 5, 6, 7 i 8 zł, nawet po 10 - niby uszkodzone, niby lekko zagięte, przybrudzone - a okazało się, że pocztą przyszły - jak to się mówi - nówki sztuki..

tak więc utknęłam w tych książkach, czytując je po nocach i dniach całych, siedząc w wiklinowym fotelu na balkonie i słuchając śpiewu ptaków...

Ewa się ze mnie śmieje, że ja tylko te romanse... mój Boże... skoro mi to sprawia przyjemność i daje mi relaks.. :) a sama czyta o Drogo i smokach... :) /a już właśnie podobno nie czyta :)/

jeśli ktoś gustuje w babskiej literaturze, lekkiej, łatwej i przyjemnej - to polecam...

1109

5413

81214

263

71115

a z audiobooków mam do wysłuchania:

010203

04 'W zapomnieniu' - najlepiej dać w zapomnienie - poraża naiwnością, opisami, sytuacjami... miałam wrażenie, że napisała to nastolatka, a nie poważna kobieta..

zaciekawiła mnie natomiast Charlotte Link - niemiecka pisarka - spodobała mi się jej książka, i na pewno sięgnę po następne...



ps' pojawię się tutaj pewnie znowu po kilku książkach....

 

wtorek, 21 maja 2013
jean claude izzo...

dużo nie napiszę, bo jeszcze nie czytałam...

zachęcona recenzją tej, podobno mrocznej, kryminalnej literatury - której lepiej nie czytać, gdy ma się podły nastrój - zakupiłam całą trylogię tego autora.. - z czytaniem zaczekam na słoneczne i spokojne dni.. :)

123

 

Jean Claude Izzo - był księgarzem, bezrobotnym, bibliotekarzem, sprzedawcą staroci, dziennikarzem „La Marseillaise”. Wydał kilka tomików poezji; jako prozaik zadebiutował w wieku pięćdziesięciu lat. Poza "Total Cheops" (1995; W.A.B. 2005) jest autorem powieści "Szurmo" (1996; W.A.B. 2006) i "Solea" (1998), które składają się na trylogię poświęconą ukochanemu miastu – Marsylii. Jego powieści zostały przetłumaczone m.in. na angielski, niemiecki i hiszpański. Na podstawie "Total Cheops" w 2002 roku powstał film w reżyserii Alaina Bévériniego, z Richardem Bohringerem i Marie Trintignant, oraz serial telewizyjny z Alainem Delonem w roli głównej.


"Rolą pisarza jest opisywanie miejsc, których w życiu unikamy. Margines społeczny jest fascynujący, dlatego zacząłem pisać kryminały". Jean-Claude Izzo


arbuzowy sezon...

nie o arbuzie będę tutaj pisać, choć bardzo lubię schłodzonego arbuza.. i najbardziej lubię jeść go nożem i widelcem..

1

napiszę o przedostatniej czytanej przeze mnie książce "Arbuzowy sezon" - to historia młodego mężczyzny, italianisty, znającego dodatkowo trzy afrykańskie języki, który znajduje pracę jako asystent Pani Prezes w wydawnictwie..i zakochuje się w niej bez pamięci..  mają romans, nawet zamieszkują razem, ale to związek bez przyszłości - bo on zakochany, ona prezesująca również w domu... powiem szczerze, że denerwowała mnie treść tej książki, to ciągłe pomiatanie mężczyzną, wyśmiewanie jego planów, nie docenianie jego starań itp - ale jak już doczytałam do końca, to stwierdziłam, że warto było zaczekać gdzieś tak do 4/5 książki :)

wówczas pojawia się inna ona, dom na Kaszubach i wielka miłość... - no i takie klimaty mnie relaksują, a o to właśnie chodziło...

czy polecam? - hmm...dla cierpliwych i wytrwałych, kto nie rzuci książką po kolejnym fochu Adeli..

czwartek, 16 maja 2013
książki mówione...

lubię radiowe słuchowiska albo czytane fragmenty książek - rzadko na nie trafiam, bo głównie są nadawane w pr 1 PR lub na Dwójce (chyba)..

codziennie też przejeżdżam koło osiedlowej biblioteki multimedialnej i wreszcie któregoś dnia wracając z pracy zajrzałam tam...

jest tam dział 'książek mówionych' - dlaczego nie 'czytanych'? no ale nieważne...

jako pierwszą swoją książkę mówioną wypożyczyłam "Pamiętnik niemłodej, niestatecznej panny z odzysku" - a ponieważ babskie książki lubię, szczególnie z własnego podwórka (literatura polska), tak też wysłuchałam ją 'jednym ciurkiem' zarywając noc do 3-ciej nad ranem... i gdyby była chociaż tego warta.... :) ale nie była, niestety... 

jestem, jak mi się wydaje bardzo tolerancyjną czytelniczką tudzież słuchaczką teraz i oglądaczką, ale dziwię się kto zdecydował się, że wyda tę książkę...  bo w skrócie, to książka o 46-letniej kobiecie (coś jak ja), która za każde naprawione żelazko, za każde pomalowanie drzwi czy czegokolwiek - idzie z każdym nowo poznanym facetem do łóżka... nudne, głupie, puste i szkoda czasu...  ale lektorka dobrze czytała i to jedyny plus tej pozycji :) - nie polecam

1

natomiast godna polecenia jest seria książek Camilli Lackberg - 'Księżniczka z lodu', 'Kaznodzieja' i 'Kamieniarz' - to pierwsze trzy, potem podobno jest równie ciekawie i wciągająco..

234

nie będę opisywać tych książek, wiadomo - w szwedzkie kryminały jak się już wpadnie, to wielbi się je do końca życia... :) i te książkowe i te sfilmowane..

na 'ale Kin'o w niedzielę nadawany jest obecnie serial Maria Wern, a parę dni temu widziałam też nowego Wallandera.. :)

dzisiaj wypożyczyłam trzy pozycje autorstwa Aleksandry Marininy - jej kryminały też mają dobrą opinię, ale swoją podzielę się później..

wtorek, 19 lutego 2013
sztuka prostoty, umiaru, planowania...

do dzisiaj nosiłam w sobie przekonanie o tym, że kieruje mną prostota, trochę wymuszony przez życie umiar, ale generalnie wszechobecne planowanie...

w jakim że błędzie żyłam...

chciałabym przeczytać poniższe pozycje  autorstwa Dominique Loreau nie dlatego, żeby odnaleźć wskazówki na życie, ale by poznać punkt widzenia tych samych rzeczy z perspektywy innej osoby..

a może też i po to, aby jeszcze szerzej otworzyć oczy i zamknąć ramiona...

12

34


tak czy inaczej, z której strony by nie patrzeć - zaczęłam od porządków w domu pozbywając się rzeczy niepotrzebnych... od ubrań począwszy, po przez stare papierzyska i pozostałe zabieracze miejsca w szafkach...(jessu, ale tego jest...)

wtorek, 13 listopada 2012
..z Ireną w jesienny wieczór...

jesienne wieczory mają to do siebie, że w swojej przewidywalności bywają nieprzewidywalne..

wystarczy trochę chłodu i trochę ciepła, a przede wszystkim nieco wieczornej ciszy.. odrobinę  światła ulicznych latarni i wszechogarniającej najbliższy świat mgły... mlecznej, dymnej i gęstej, opadającej na ciemne, ciche ulice..

jesienne wieczory są naprawdę piękne, prawda?  prawie tak klimatyczne, jak te filmowe mgliste, z lekka przerażające Kubą Rozpruwaczem na angielskich ulicach jakiś wiek lub ze dwa wieki temu..

co robić w takie wieczory? ano...

podkręcić kaloryfery, żeby w domu było cieplej...

poszukać cieplejszego i bardziej miękkiego pledu..

nastawić wodę na herbatę i rozejrzeć się za cytryną...bo ta, choć najczęściej leżakuje w lodówce, potrafi zaplątać się w okolicach czajnika - czyżby tam jej było cieplej?

..a następnie -

następnie umościć się już na dobre i wygodnie na kanapie i sięgnąć po "Irenę" Małgorzaty Kalicińskiej i Basi Grabowskiej (córki)..

no..i to by było na tyle...

1

sobota, 14 lipca 2012
czytałam, czytam, czytać będę...

daaawno nie robiłam wpisu książkowego, bo też przerwę w czytaniu sobie zrobiłam...

czytać będę:

23

15

czytam:

6

czytałam:

78

910

w pierwszej kolejności polecam "Dworek pod lipami", następnie "Droga do Różan", "Alibi na szczęście" i "Lilkę"... 

"Maciejkę" można sobie odpuścić...nawet nie pamiętam, o czym była ta książka..

opisy wstawię później, dzisiaj mam lenia ;) a poza tym "Lilka" czeka... :)

niedziela, 11 marca 2012
koniec wiosny i magiczne miejsce..

..trzy książki plus jedna:

"Koniec wiosny w Lanckoronie" Agnieszka Błotnicka

"Magiczne miejsce" Agnieszka Krawczyk

"Alicja w krainie konieczności" Magdalena Kawka

ta pierwsza, już przeczytana, w jeden dzień... wciągnęła mnie ta opowieść o młodej kobiecie, której historia wyjazdu z Warszawy, odchudzania się i spojrzenia na życie, przeplata się z historiami innych, napotkanych na swojej drodze ludzi..  podobała mi się ta książka...

ta druga -podobała mi się bardziej - niesamowicie dużo dobrej energii zaczerpnęłam z tej książki i wiary w ludzi, czy są takie miejsca w Polsce? to ja chcę tam zamieszkać, mieć za sąsiadki i Milę i Teklę i wszystkich mieszkańców Idy.. - polecam... niesamowity relaks przyniosła mi lektura tej książki..

jedno tylko mi w niej przeszkadzało - cytaty prawie na co drugiej stronie z różnych dzieł znanych pisarzy, aż się człowiek zaczyna wstydzić, że nie przeczytał wszystkich wspomnianych... wg mnie za dużo tych 'mądrości' - zupełnie niepotrzebnie..

autorka nie musi udowadniać czytelnikowi, że jest taka 'oświecona', a ten ma czytelnicze braki... :)  niemniej książkę warto przeczytać...

ta trzecia zaś, to historia mężatki, żony ciągle zapracowanego męża, siostry niezbyt odpowiedzialnej matki trójki dzieci i kobiety, o której względy zabiega dwóch mężczyzn.. bardzo fajnie się czyta tę historię, tak jakby oglądało się serial w tv.. - polecam..

ta czwarta, dodana tu po jakimś czasie tylko dlatego, żeby nie tworzyć nowego wpisu, to "Zemsta" Małgorzaty Maciejewskiej - jedna z lepszych 'babskich' książek, jakie ostatnio czytałam.. tragiczna na początku, mąż, zdrada i skok przez okno plus dobre przyjaciółki, które pomszczą swoją koleżankę w imię ich przyjaźni.. momentami wydaje się, że to polskie "Gotowe na wszystko", ale nie... to zupełnie inne, polskie realia i babska przyjaźń, która, jeśli jest prawdziwa i szczera przetrwa wszystko...

kwiommie

a1q4

piątek, 24 lutego 2012
wizyta w empiku..

w prezencie urodzinowym (tak, tak...to już 45 lat i tydzień) dostałam przyjemność nad przyjemnościami :) zakupy w empiku... pochodziłam sobie po salonie i utknęłam przy moich ulubionych regałach: literatura polska..

na liście życzeń w Merlinie mam jeszcze przeszło 80 pozycji, więc nuda do starości mi chyba nie grozi..

a ostatni zakup to oczywiście literatura babska, bo taką preferuję i przy takiej się relaksuję..

1

i nieco wcześniejsze...

2

3

"Okno z widokiem" jest jakby kontynuacją "Uroczyska" i "Sezonu na cuda" - rzecz dzieje się w Malowniczem... miasteczku w Sudetach - jestem w trakcie czytania tej książki.. pozostałe, te starsze i nowo zakupione czekają w kolejce :)

niedziela, 12 lutego 2012
zupa musi być...

"Zupa musi być" (opowieść dobrze przyprawiona) aut. M.Kołodkiewicz - czy dobrze przyprawiona, to bym się ciuteńkę spierała.. - książka podzielona na rozdziały, które noszą nazwy zup - opowiastki młodej kobiety o życiu rodzinnym, a w tym wszystkim gotowanie owych zup..

1

czy się zrelaksowałam czytając tę książkę? - trochę tak, można się uśmiechnąć momentami i właściwie można ją czytać właśnie w czasie pomiędzy gotowaniem jednej czy drugiej zupy...

2

"Teściową oddam od zaraz" aut. M. Kursa - książka do jednego przysiadu, historyjka romantyczno-kryminalna z elementami do pośmiania się... taki babski kryminałek.. a o teściowej jest w tej książce chyba najmniej... :)

3

"Przyjaciółki" aut. A.Kołakowska - kolejna książka z serii literatury kobiecej - historia poznania się trzech dziewczyn dzięki ogłoszeniu w internecie. Losy każdej z nich przeplatają się ze sobą niejako.. dla mnie może być, tym bardziej, że bardzo przypomina mi moją własną historię i poznanie naprawdę świetnych dziewczyn właśnie przez internet (Dziewczyny Kochane, pozdrawiam Was serdecznie!)

45

jestem w trakcie czytania książki "Uroczysko" M. Kordel, a w kolejce oczekuje druga część tej historii "Sezon na cuda" - to historia kobiety porzuconej przez męża, którą w dodatku zostawia bez dachu nad głową. Kobieta wyjeżdża w Sudety i.... ciąg dalszy nastąpi, jak skończę czytać..

lubię takie historie, które opisują kobiety potrafiące dać sobie radę w sytuacji, kiedy wali im się życie i pojawiają się problemy jeden za drugim... to takie życiowe, czyż nie? coś, kurczę, o tym wiem...

---

przeczytałam "Uroczysko" i czytam "Sezon..." - kurczę, gdyby tak faktycznie wyglądało życie kobiet z problemami, to świat nie byłby taki zły :) - polecam, można przeczytać - książka weekendowa, wakacyjna, lekka, na poprawę nastroju, do kawy i kawałka ciastka - w stylu "Domu nad Rozlewiskiem"..

czwartek, 12 stycznia 2012
książka z pozaginanymi rogami...

mogę się powtórzyć? mogę?

kocham książki...! miękkie, twarde oprawy, matowe, satynowe i lakierowane punktowo okładki

kocham książki stare, pachnące strychami i minionymi latami..

kocham książki nowe, pachnące jeszcze farbą drukarską, papierem, nożem gilotyny obcinającej je równo..

ale lubię też, choć ponoć się 'nie godzi' - zaginać rogi moim książkom, górne lub dolne, prawe lub lewe, w zależności o zaznaczenie którego miejsca mi chodzi... zaginam je też bardziej lub mniej, to taki mój mały tajemny szyfr... no i czasami używam ołówka do notatek w książkach..

no ale rozgadałam się...

1

jestem po lekturze książki "Lunch w Paryżu" aut. Elizabeth Bard - długo leżała na półce, bo czekała na swój czas... to historia Amerykanki, która wychodzi za mąż za Francuza i zamieszkuje w Paryżu.. oprócz przedstawienia czytelnikowi swojego rodzinnego życia, oprowadza nas po licznych restauracjach, knajpkach i kawiarniach, a jednocześnie przedstawia w swojej książce liczne ciekawe przepisy kulinarne...

książka z pozaginanymi rogami... to właśnie ta, w której zaznaczyłam sobie kilka przepisów, by...skończywszy ją czytać, odkryć, że na końcu jest indeks przepisów :)

3

tak, więc już wiecie, nie zaglądam na koniec książki po to, aby kątem oka (który z optycznego punktu widzenia podobno nie istnieje) nie zauważyć tego, jak kończy się dana powieść...

podsumowywując: można przeczytać, bo lekka, łatwa i przyjemna... u mnie migotania przedsionków nie wywołała...

podobna do książki "Cena wody w Finistere" aut.Bodil Malmsten (też cudzoziemka osiedla się we Francji), którą przeczytałam jakieś...dwa lata temu...

2

niedziela, 01 stycznia 2012
sad..

w ostatnich dniach minionego już roku wpadłam w ciąg czytelniczy.. ostatnią przeczytaną przeze mnie książką jest "Sad" Agnieszki Marciniuk..

to opis paru letnich tygodni kilkorga ludzi spędzonych w domu dziadków na wsi w czasie zbiorów wiśni...

spojrzenie na życie z perspektywy dziadków, wnucząt i ich rodzin oraz ludzi pracujących przy zbiorze, a także sąsiadów ze wsi...

dziwne uczucia targały mną podczas lektury tej książki.. ciekawość, momentami nawet znużenie a na koniec poczułam się zmęczona psychicznie uczestniczeniem w jakiś sposób w życiu tych wszystkich ludzi i ich, może nie problemach, choć też, ale sprawach codziennych... to zmęczenie jednak nie jest powodem, dla którego nie poleciłabym tej książki, wręcz przeciwnie - cieszę się, że przeczytałam ją jednym tchem.. niemniej pozwoliłam sobie, nie wiem, czy na zamierzony przez autorkę, czy nie - sposób czytania, bowiem kolejne rozdziały książki przedzielone są 'wstawkami' nie wiążącymi się z rozdziałami, ale z treścią jak najbardziej... po dwóch natknięciach się na 'wstawki' przeczytałam je wszystkie po kolei, wracając po tym do czytania rozdziałów już bez przerywania...

ostatni rozdział zasmucił mnie lekko, ale i zaskoczył.. książka wywołała u mnie refleksje nad moją całą rodziną i naszymi relacjami....

a może ja już tak mam...

siłą chyba każdej rodziny są kobiety, wszystkie spokrewnione ze sobą kobiety...

mam to szczęście, że oprócz starszego brata mam jeszcze dwie starsze siostry...

x

czwartek, 29 grudnia 2011
matki, żony....czarownice...

kolejna książka z zapasów bibliotecznych, które powoli się kurczą.. tym razem to "Matki, żony, czarownice.." aut. Joanny Miszczuk..

spodziewałam się kolejnej, babskiej książki w typie zdradził ją, porzucił, pozbierała się i jest znowu szczęśliwa.. w tle psiapsióły, rodzice, dzieci i takie tam... - ale książka miło mnie zaskoczyła i choć to fikcja, to spodobała mi się, bo autorka naprawdę włożyła w tę książkę sporo pracy i serca...

1

historia jak historia, trochę współczesna, trochę cofania się w rodzinne tajemnice i ukazanie życia kobiet jednej rodziny, babek, prababek a nawet pra pra pra... ale za to jakie milusie i romantyczne zakończenie... bajka... coś jak z niemieckich filmów o współczesnych księżniczkach.. ale czyta się dobrze i to najważniejsze.. polecam.. można się zrelaksować i oderwać od codzienności na parę godzin..

trochę porównywalna do "Panny i wdowy" ("Wiek samotności") Marii Nurowskiej czy też do "Cukierni pod Amorem" (mniej)

 

wtorek, 27 grudnia 2011
zuzanna nie istnieje...

nie pamiętam już, kiedy wpadła mi w ręce książka Marty Fox "Kobieta zaklęta w kamień".. po jej lekturze, gdzieś w sieci znalazłam blog pisarki, na który, choć niesystematycznie - zaglądam od czasu do czasu... czekałam więc na Zuzannę...

1

książka "Zuzanna nie istnieje.." odczekała swoje na półce z innymi książkami po to, abym przeczytała ją jednej nocy...

z tym polecaniem, bądź nie, książek jest o tyle niebezpiecznie, że to, co podoba się jednemu, niekoniecznie może spodobać się drugiemu..

mnie autorka zaciekawiła na tyle, że czytałam książkę do 2-giej w nocy, choć koniec był, jak w większości takich historii dość przewidywalny.. dla mnie najważniejsze w tej książce były przemyślenia obojga bohaterów, ich spojrzenia na pewne sprawy i dotychczasowe, minione życie, i spodobał mi się także sposób w jaki autorka powiązała ich myśli, jak je upodobniła i jak je nam pokazała...

książka zdecydowanie dla kobiet, na samotny wieczór, czy niedzielne popołudnie.. dla tych przed zakrętem i dla tych po... bo w tej książce Im się.......udaje.... :)

sobota, 05 listopada 2011
sosnowe dziedzictwo i pensjonat sosnówka..

Maria Ulatowska popełniła te opowieści... literatura lekka i kobieca, choć ostatnio wszyscy zarzekają się, że nie ma czegoś takiego, jak literatura kobieca albo mówią, że to kategoryzowanie jest uwłaczające kobietom... (?!)

ja uważam, że jest to literatura kobieca (w skrócie: dla kobiet), bo mężczyźni chyba primo: nie gustują w takich książkach, secundo: chyba pewnych zawiłości emocji kobiecych nie potrafią zrozumieć...

tak więc, jeśli ktoś lubi, a ja lubię, relaksować się przy książkach, to polecam - kobietom o kobietach...  temat powielany, ale narazie jeszcze mi się nie nudzi :)  jest sobie kobieta, ma zawirowania w życiu i w miłości, przeprowadza się z miasta na wieś lub do małego miasteczka, zmienia swoje życie, zaczyna prowadzić swój interes, sklep albo pensjonat, poznaje mężczyznę swojego życia, ma trochę pod górkę ze wszystkim, a potem żyje długo i szczęśliwie...  no czegóż dla relaksu chcieć więcej?

wiadomości telewizyjne tak nas bombardują wiadomościami o zamieszkach w Libii, o powodziach na świecie, o tym, że gdzieś ktoś kogoś zamordował - więc chcąc uciec w inną czasoprzestrzeń (wiem, Utopia nie istnieje) czytam sobie takie właśnie miłe książeczki :)

"Sosnowe dziedzictwo" i "Pensjonat Sosnówka"  - to książki o Annie Towiańskiej i jej życiu....

12

"Domek nad morzem" - losy kilku rodzin, choć właściwie jednej kobiety, od dziecka do emerytury, z przejściami, romansami, rodzinnymi tragediami, ale kończy się dobrze....

3

coraz bardziej uszczuplają się moje półkowe zapasy nieczytanych książek... "Domek..." dokupiłam ostatnio, choć pieniędzy u mnie niedostatek...


piątek, 28 października 2011
listy z jeziora..

to druga z książek, które ostatnio dostałam... spodziewałam się zupełnie czego innego... sielskości mazurskich wsi lub miasteczek... miłosnej historii i landrynkowej opowieści...

1

opowieść mnie wciągnęła i momentami miałam wrażenie, że autorka potrafiła stworzyć atmosferę pensjonatu, w którym rezydowała Panna Murple lub sam Hercules Poirot :) - no ale nie rozpędzam się, to były naprawdę tylko momenty...

historia zaiste kryminalna bardziej jak romantyczna...ale zaciekawia i potrafi zatrzymać między wersami do 2-giej w nocy nawet  - przynajmniej mnie, jako czytelniczkę...

jedna rzecz, która mnie raziła - mało logiczna i niezrozumiała dla mnie... to listonosz, który codziennie przynosił głównej bohaterce plik rachunków - można było użyć zwrotu: 'przywoził codzienną pocztę', korespondencję' - no cokolwiek, ale plik rachunków?!?! i tak dzień w dzień?  mnie to raziło... ale cała reszta mi to zrekompensowała...  zakończenie trochę infantylne, ale.. co tam... relaks miałam i to jest najważniejsze :)

czy polecam?

polecam :)

piątek, 14 października 2011
francuska oberża..

"Francuska oberża" Julii Stagg to sympatyczna opowieść o Anglikach we Francji, którzy porwali się na prowadzenie oberży w małej francuskiej mieścinie, osiedlając się tam jednocześnie kosztem sprzedaży swojego domu w Angli... po drodze, jak to w takich książkach, trochę miłości, trochę zawiści ze strony lokalnego mera, trochę szalejącego byka...

na jesienne wieczory czy też dla psychicznego relaksu jak znalazł...

1

książkę dostałam w prezencie, więc radość z lektury podwójna... :)

niedziela, 02 października 2011
oliwkowo...

oliwki...zielone i czarne...w słoiczkach, puszkach lub na wagę... w koreczkach z serem żółtym, na pizzach super supremach lub Borynach jak to je tam zwał... i w tapenadzie i w wielu innych potrawach... o, masz! zapomniałabym o oliwce w Martini.... :)

kiedy pojawiły się w Polsce i były bardziej dostępne tzn wyszły poza Baltony, Pewexy i Komisy - wcale nie zrobiły na mnie wrażenia smakowego.. mdłe, dziwne, słonawe czasem, twarde... ale po jakimś czasie nawet zaczęły mi smakować, głównie jako przekąska z serem żółtym i  w różnego typu sałatkach, właściwie najczęściej w greckiej, która de facto grecką jest tylko z nazwy :)

z oliwą z oliwek też tak mam, tzn  nie zachwycam się - być może nie trafiłam na dobrą oliwę, o której tak dużo jedynie czytałam... że smaczna, że z chlebem i ochy i achy... no nie miałam szczęścia tego, jak się okazuje...ale może kiedyś...?

swego czasu nawet pokusiłam się o kupienie drogiej oliwy, w ciemnej butelce, niespełna kilkumiesięcznej i nic... nie dla mnie ten wersal chyba... nie poznaję się na oliwie i już...

ale nie o tym...

motyw oliwek, oliwnych gałązek to już inna sprawa - na serwisach kawowych lub innej domowej porcelanie, to jak najbardziej...lubię i podoba mi się, nawet serwetki takie są, które wykorzystywane są bardzo często przez rękodzielników do dekupażu (decupage) /naklejania na przedmioty i lakierowania/

a ja dalej nie o tym ...

skończyłam właśnie czytać książkę "Oliwkowa farma" Carol Drinkwater i podobała mi się... taka zwyczajna opowieść o małżeństwie Angielki, a właściwie Irlandki z Francuzem, którzy kupują dom na południu Francji...w okolicach Nicei... nad morzem...

i jak w każdej tego typu książce mają trochę pod górkę, a trochę z.... do tego przyroda, miłość, pomoc sąsiadów i takie tam.... ale czyta się miło, można się zapomnieć na parę godzin, czuje się gorąc francuskiego słońca, zapach lasów i słyszy się w wyobraźni tamtejszą codzienność...

przeczytałam już dużo książek o podobnej tematyce, ale wciąż nie mam dość...ba, obejrzę sobie dzisiaj na tvp1 "Pod słońcem Toscanii" po raz nie wiem nawet który...ale obejrzę...

książki czytać będę nadal.... nie mam niestety kolejnych części tej serii, ale może poczekam na gwiazdkę, może do imienin, a może po prostu los się do mnie uśmiechnie i w jakiś sposób te książki trafią w moje ręce....

123

      czytałam                                       nie czytałam                                 nie czytałam

 
1 , 2