czytam, bo bez czytania nie potrafię żyć.. a filmy oglądam, bo lubię.. czasami nawet coś uda mi się ugotować.. ten blog piszę wyłącznie na własny użytek..
Zakładki:
Czytam:
Odwiedziłam lub odwiedzę:
Oglądam:
Słucham:
Tu zaglądam i podczytuję:
WAŻNE - potrzebna pomoc !!!
ZAKUPOWO:
sobota, 21 stycznia 2012
smażony ryż z 'warzywami po chińsku'..

inaczej chyba nie mogłam tego nazwać :)

1

z wczorajszego obiadu zostało mi półtorej paczki gotowanego ryżu, pomyślałam , że dobrze będzie go przesmażyć wraz z mieszanką warzyw 'po chińsku', które miałam w zamrażalniku..

warzywa przesmażyłam na osobnej patelni, ryż na drugiej z całą gamą różnych przypraw: sól, pieprz czarny, oregano, majeranek, kurkuma, czarnuszka, kumin rzymski, sumak, ostra papryka, rozmaryn, przyprawa włoska - wszystkiego po szczypcie, a do warzyw dodatkowo dodałam trochę sosu sojowego..

2

2

gdy warzywa były już dostatecznie podsmażone, wymieszałam je z ryżem i gotowe..

naszła mnie taka myśl, że właściwie taką mieszankę warzyw na patelnię można zrobić samemu, bo w tych kupnych zawsze mi czegoś brakuje, tzn jakiegoś warzywa...

niedziela, 13 lutego 2011
kuchnia prawie azjatycka..

któregoś dnia skusiłam się na zrobienie czegoś z nutą azjatycką, a to dla mnie sos sojowy, grzyby mun i sezam...

co jest tak proste, żebym tego nie zepsuła? kurczak!

przepis:

dwie piersi z kurczaka, pokrojone w małe kawałki zamarynowałam z przyprawami (sól, pieprz,kurkuma, ziarno sezamu, jakieś przyprawy, których nazw nie pamiętam, przywiezione z Egiptu plus totalna improwizacja) w dużej ilości sosu sojowego ciemnego..

potem usmażyłam kurczaka na patelni z mrożonymi warzywami typu: warzywa na patelnię po chińsku i dodałam namoczone i pokrojone w paski grzyby Mun, dosypałam ziarno sezamu, dodatkowo dołożyłam pokrojony jeden cały por i parę kiełków lucerny bodajże, buchniętych z lodówki ( kiełki Agi) :)

kurczak po chińsku podałam sobie z makaronem ryżowym wstążki i zjadłam na balkonie, żeby moje mieszkanie nie pachniało chińską garkuchnią... 

była jesień, na balkonie było w miarę ciepło jeszcze :)

potrawa do powtórzenia, ale na stałe chyba nie wejdzie do mojej kuchni - mimo wszystko wolę chińszczyznę 'na mieście' :)